sobota, 1 stycznia 2011

Problemy z główką

3 razy byliśmy z Wojtkiem na ostrym dyżurze z powodu urazów głowy.

Za pierwszym razem, niemowlęciem będąc, sturlał się z łóżka na podłogę. Bo właśnie wybrał sobie taki moment, gdy mama się na chwilę odwróciła, na opanowanie przekręcania na brzuszek czy tam w drugą stronę ;) Nawet nie mam pewności, czy uderzył się w główkę, na oko nic mu nie było. Niestety po kilku dniach o zdarzeniu dowiedziała się babcia i spanikowała ;) Wysłała nas do szpitala… „Dzień dobry, 3 dni temu mały spadł z łóżka, nie wiemy czy się uderzył w główkę, wygląda i zachowuje się normalnie. Babcia kazała przyjechać.” Mina personelu w placówce wyrażała głównie myśl: „A Państwo się w główkę nie uderzyli?”. No ale wpadliśmy w szpony procedury. Na szczęście akurat było pusto, szybki RTG, okulista (?) i do domu.

Za drugim razem sytuacja była bardziej dramatyczna. Wojtek miał 2,5 roku, opanował 3-kołowy rowerek. Postanowił zjechać z półpiętra na klatce schodowej… Nie było mnie przy tym, nie wiem jak wyglądał tor lotu, ale ostatecznie na środku czoła pojawiła się śliwka wielkości jabłka. Szpital, RTG, do domu. Po kilku dniach jeszcze kontrola. Nic mu nie było, poza guzem (ale do dziś, gdy zmarszczy czoło, widzę tam takie jakby lekkie zaburzenie regularności rysów – albo mi się wydaje ;) ).

Za trzecim razem byliśmy na wakacjach, ok 50 km od Warszawy. Lato, upał, brodzik dla dzieci, godzina około 11. Wojtek miał 4,5 roku. Wykonał wskok do brodzika, poślizgnął się i wywinął orła do tyłu. Po chwili konsternacji postanowiliśmy, że jednak pojedziemy na dyżur. Wzięłam dziecko do auta i jak staliśmy tak ruszyliśmy w stronę najbliższego szpitala powiatowego – kilkanaście kilometrów (tata został z Adasiem). Po drodze w aucie dziecko zwymiotowało. Po dotarciu do szpitala również. Nie będę opisywać wszystkich przebojów na miejscu, ale w każdym razie po kilku godzinach i zrobieniu RTG personel szpital oświadczył, że na dzieciach się nie zna i mamy się udać do Warszawy. A że mały wymiotuje, to nie mogę z nim jechać sama autem, pojedziemy karetką. Gdy będzie karetka, bo na razie jest w terenie. I tam na pewno nas zatrzymają na obserwację. Wojtek oprócz tego, że był zarzygany, głodny i zmęczony, to wyglądał i zachowywał się normalnie. Karetka przyjechała, pojechaliśmy te 50 km do Warszawy. Jestem bardzo wdzięczna panu kierowcy karetki, że zapytał czy na nas poczekać :) Bo na miejscu, miły pan doktor zapytał po co mu zawracamy głowę, skoro dziecko wie jak się nazywa i się nie zatacza, więc do widzenia. Wręczył mi też jakąś broszurkę, z której wynikało, że po urazie głowy należy się pofatygować do szpitala, jeśli dziecko wymiotuje dłużej niż 2 dni (czy coś koło tego). No nie wiem ;) W każdym razie wróciliśmy karetką do powiatowego, autem do domu, ledwo żywi akurat zdążyliśmy na kolację. Nic więcej się nie wydarzyło.


środa, 24 listopada 2010

Ile pięter?

Wychodzimy z Wojtkiem z domu. Podziwiamy budowę, która od kilku miesięcy trwa koło naszego bloku.

W: O, już trzecie piętro budują.
Ja: Rzeczywiście, ciekawe ile ten dom będzie miał pięter.
W: Jak dom ma 20 pięter to wystaje do nieba i przeszkadza Panu Bógowi!

niedziela, 7 listopada 2010

Zagadka o widelcu

Adaś i Wojtuś bawią się zagadkami smoka obiboka.

W: Adasiu, znajdę dla Ciebie jakąś łatwą zagadkę. Czy widelec będzie dla Ciebie łatwy?
A: Tak
W: To posłuchaj, co to jest: służy do jedzenia tak jak łyżka i nóż?
A: Pomidor!

czwartek, 30 września 2010

Chodź bo chodź!

Leniwy weekendowy poranek. Dzieci już wstały i biegają po domu, ale my się nigdzie nie spieszymy. Do sypialni wpada Adaś.
- Mamo, oć! [tłum. Mamo, chodź!]
- Nieee, mama jeszcze nie wstaje, idź się bawić.
- Mamo, oć! Oć, mamo!
- Ale dlaczego mam wstawać?
Pauza.
- …Oć, bo….. oć!
Na takie dictum nie miałam kontrargumentów :)
-*-*-*-

Jakiś czas później. Planujemy jechać gdzieś autem, rozważamy którym. Chyba Focusem? W rozmowę wtrąca się Adaś.
- Nie kusem!
- Nie Focusem Adasiu? a jakim samochodem chcesz jechać?
- …Neno! [tłum. Renault]

Dodam, że takiego nie mamy ;)

Czeba, Tusiu!

Dzisiaj przy śniadaniu:

Wojtek: Maaaaamooo, ja nie chcę iść dzisiaj do przedszkola….!

Zanim zdążyłam się odezwać wtrącił się młodszy:

Adaś: Czeba, Tusiu! Czeba, Tusiu, kola! [tłum. Trzeba Wojtusiu! Trzeba Wojtusiu iść do przedszkola!]

czwartek, 16 września 2010

Niezbędnik młodszego brata

Zwroty i wyrażenia koniecznie potrzebne Młodszemu Bratu do przetrwania na codzień:

   mój! / moja! / moje!
   teraz ja!
   ja też!
   mi też!
   moja kolej!
   nie dam!
   puść!
   daj!
   NIE!

Adaś już wszystko powyższe opanował perfekcyjnie ;)

niedziela, 1 sierpnia 2010

Kara

Adaś bawi się w piaskownicy. Niestety, często się zdarza, że na placu zabaw rozrabia: popycha inne dzieci, zabiera zabawki, sypie piaskiem. Tym razem też: obsypał piaskiem koleżankę.
- Adasiu, nie wolno sypać piaskiem! – upomina go ciocia.
Adaś wygramolił się w piaskownicy, usadowił się obok cioci na ławce.
- Kara – oznajmił.