U Adasia w klasie nastąpiło ostatnio przemeblowanie i pani inaczej usadziła dzieci. Adaś zrelacjonował wydarzenie, i dodał:
- Mamo, ale ja lubiłem siedzieć koło tego Janka. Bo na angielskim, to on umiał przeczytać, a ja wiedziałem co to znaczy, i tak sobie mówiliśmy.
Teraz Adaś siedzi obok koleżanki znanej jeszcze z przedszkola. Myślę, że też się dogadają :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkoła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkoła. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 10 listopada 2014
wtorek, 21 października 2014
Szkoła razy 2
Czas na krótkie doniesienia ze szkolnego frontu :)
Wojtek, wydaje się, całkiem się już wdrożył do funkcjonowania w nowej szkole. Lubi zajęcia, wychowawczynię i pozostałych nauczycieli, kolegów i koleżanki. Ogólnie: na nic nie narzeka. Jak zawsze nie ma problemów z nauką, bez trudu zalicza sprawdziany, bez oporów odrabia lekcje. Pracy domowej ma nieco więcej niż w zeszłym roku: 2-3 razy w tygodniu coś małego i większa porcja na weekend. Wojtek skończył właśnie czytanie pierwszej tegorocznej lektury - "Dzieci z Bullerbyn".
Adaś natomiast, zaskakuje nas swoją dojrzałością i przystosowaniem do nowych okoliczności. Spodziewaliśmy się jakichś buntów, marudzenia, narzekania... a tu na razie nic z tych rzeczy. Od pierwszego dnia chodzi do szkoły chętnie, jeszcze nie słyszałam od niego żadnego słowa oporu czy niechęci (no może poza basenem - coś tu Adasiowi nie podpasowało i w "dzień basenowy" próbuje się od pływania wykręcać - na razie delikatnie).
"Życie towarzyskie" Adasia w szkole póki co jest dla nas tajemnicą - generalnie opowiada, że na przerwach z nikim się nie bawi, tylko "spaceruje i patrzy". Jak znam Adasia, jest to całkiem możliwe ;). Adaś potrzebuje trochę czasu na zintegrowanie się z nową grupą. Nie wydaje się, żeby mu to przeszkadzało (Wojtek na tym etapie miał dużo większy "głód kontaktów z kolegami"), tak więc na razie spokojnie czekamy co będzie dalej :) Z różnych opowieści Adasia można też wywnioskować, że więcej zadaje się z dziewczynami niż z chłopakami - bo chłopaki "rozrabiają", a dziewczyny "są fajniejsze".
Adaś jest uważny i obowiązkowy - zawsze pamięta co jest zadane i sprawnie odrabia lekcje. W tygodniu zwykle ma 1-2 razy jakiś mały drobiazg do zrobienia, a na weekend naprawdę solidną porcję: literki, kolorowanie, wyklejanie, ćwiczenia z angielskiego - praca na ponad godzinę. Do tej pory tylko raz zdarzyło się, że ta weekendowa porcja nie została w całości "przerobiona" w piątek (i był do tego dobry powód - wizyta kolegi "na nocowanie")! Tak więc - duże brawa dla naszego pierwszoklasisty :)
...i tylko butelka z wodą ostatnio regularnie się gubi Adasiowi w szkole w niewyjaśnionych okolicznościach - co najmniej dwa razy w tygodniu ;)
Wojtek, wydaje się, całkiem się już wdrożył do funkcjonowania w nowej szkole. Lubi zajęcia, wychowawczynię i pozostałych nauczycieli, kolegów i koleżanki. Ogólnie: na nic nie narzeka. Jak zawsze nie ma problemów z nauką, bez trudu zalicza sprawdziany, bez oporów odrabia lekcje. Pracy domowej ma nieco więcej niż w zeszłym roku: 2-3 razy w tygodniu coś małego i większa porcja na weekend. Wojtek skończył właśnie czytanie pierwszej tegorocznej lektury - "Dzieci z Bullerbyn".
Adaś natomiast, zaskakuje nas swoją dojrzałością i przystosowaniem do nowych okoliczności. Spodziewaliśmy się jakichś buntów, marudzenia, narzekania... a tu na razie nic z tych rzeczy. Od pierwszego dnia chodzi do szkoły chętnie, jeszcze nie słyszałam od niego żadnego słowa oporu czy niechęci (no może poza basenem - coś tu Adasiowi nie podpasowało i w "dzień basenowy" próbuje się od pływania wykręcać - na razie delikatnie).
"Życie towarzyskie" Adasia w szkole póki co jest dla nas tajemnicą - generalnie opowiada, że na przerwach z nikim się nie bawi, tylko "spaceruje i patrzy". Jak znam Adasia, jest to całkiem możliwe ;). Adaś potrzebuje trochę czasu na zintegrowanie się z nową grupą. Nie wydaje się, żeby mu to przeszkadzało (Wojtek na tym etapie miał dużo większy "głód kontaktów z kolegami"), tak więc na razie spokojnie czekamy co będzie dalej :) Z różnych opowieści Adasia można też wywnioskować, że więcej zadaje się z dziewczynami niż z chłopakami - bo chłopaki "rozrabiają", a dziewczyny "są fajniejsze".
Adaś jest uważny i obowiązkowy - zawsze pamięta co jest zadane i sprawnie odrabia lekcje. W tygodniu zwykle ma 1-2 razy jakiś mały drobiazg do zrobienia, a na weekend naprawdę solidną porcję: literki, kolorowanie, wyklejanie, ćwiczenia z angielskiego - praca na ponad godzinę. Do tej pory tylko raz zdarzyło się, że ta weekendowa porcja nie została w całości "przerobiona" w piątek (i był do tego dobry powód - wizyta kolegi "na nocowanie")! Tak więc - duże brawa dla naszego pierwszoklasisty :)
...i tylko butelka z wodą ostatnio regularnie się gubi Adasiowi w szkole w niewyjaśnionych okolicznościach - co najmniej dwa razy w tygodniu ;)
wtorek, 2 września 2014
"...Początek roku to nie koniec świata"
Rozpoczęliśmy nowy rok szkolny - teraz obaj chłopcy chodzą do szkoły, do której przenieśliśmy Wojtka w maju.
Wyprawki skompletowane, książki, zeszyty i przybory podpisane. Nie mamy jeszcze wszystkich podręczników - mają dotrzeć do szkoły w ciągu tygodnia. Artykułów plastycznych przeróżnych na "liście wyprawkowej" ze szkoły było cało mnóstwo - aż im zazdroszczę, że będą się tym wszystkim bawić :)
Adaś - pierwszoklasista - bardzo przejęty :) Nastrój ma zmienny - od "nie mogę się doczekać" poprzez "mamo, a Ty lubiłaś chodzić do szkoły?" i "a skąd ja mam wiedzieć jak będzie w szkole?" aż do "ja to bym chciał chodzić do szkoły, ale tylko raz w roku". Spotkanie integracyjne (było w ostatnim tygodniu wakacji) i rozpoczęcie roku mu się jednak podobało :) Pani wychowawczyni młoda i fajna. W klasie jest 18 dzieci, pół na pół chłopców i dziewczynek - w tym aż 5 dzieci z Adasia przedszkola, ma więc znajome twarze.
Wojtek - trzecioklasista - pod koniec wakacji nie wyglądał na zachwyconego perspektywą powrotu szkoły. Teraz już chyba jednak jest OK - rozpoczęcie roku mu się podobało, spotkanie z kolegami - chyba też wypadło dobrze. Będziemy pracować nad większym zintegrowaniem Wojtka z wybranymi kolegami - pewnie trzeba zorganizować jakieś spotkanie poza szkołą. W klasie Wojtka jest dwoje nowych dzieci - to raczej na plus, bo sam Wojtek też ma jeszcze status "nowego" (a przynajmniej mnie się tak wydaje...).
W szkole trochę się pozmieniało, w czasie wakacji trwały remonty. Jeszcze nie wszystko jest na swoim miejscu, jeszcze trwa wymiana okien w salach.
Adaś ma zajęcia od 8:30 do 14:45, Wojtek do 15:35 (tylko w piątki odwrotnie :)). Do tego pewnie dojdą zajęcia dodatkowe - w szkole i poza szkołą. Jeszcze nie wiemy co zrobić z szachami - szukamy rozwiązania dopasowanego do poziomu chłopaków i nie zabójczego logistycznie. Być może zmienimy też "klub piłkarski", bo ten "nasz" przeniósł się dalej od domu, a bliżej będą zajęcia z innego klubu. Pewnie pójdziemy na próbę do nowego i zobaczymy.
A na uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego nauczyciele na zachętę odśpiewali autorską piosenkę - z takim przesłaniem:
"...Początek roku to nie koniec świata,
Po co nam wakacje skoro nie ma lata!"
:)
Wyprawki skompletowane, książki, zeszyty i przybory podpisane. Nie mamy jeszcze wszystkich podręczników - mają dotrzeć do szkoły w ciągu tygodnia. Artykułów plastycznych przeróżnych na "liście wyprawkowej" ze szkoły było cało mnóstwo - aż im zazdroszczę, że będą się tym wszystkim bawić :)
Adaś - pierwszoklasista - bardzo przejęty :) Nastrój ma zmienny - od "nie mogę się doczekać" poprzez "mamo, a Ty lubiłaś chodzić do szkoły?" i "a skąd ja mam wiedzieć jak będzie w szkole?" aż do "ja to bym chciał chodzić do szkoły, ale tylko raz w roku". Spotkanie integracyjne (było w ostatnim tygodniu wakacji) i rozpoczęcie roku mu się jednak podobało :) Pani wychowawczyni młoda i fajna. W klasie jest 18 dzieci, pół na pół chłopców i dziewczynek - w tym aż 5 dzieci z Adasia przedszkola, ma więc znajome twarze.
Wojtek - trzecioklasista - pod koniec wakacji nie wyglądał na zachwyconego perspektywą powrotu szkoły. Teraz już chyba jednak jest OK - rozpoczęcie roku mu się podobało, spotkanie z kolegami - chyba też wypadło dobrze. Będziemy pracować nad większym zintegrowaniem Wojtka z wybranymi kolegami - pewnie trzeba zorganizować jakieś spotkanie poza szkołą. W klasie Wojtka jest dwoje nowych dzieci - to raczej na plus, bo sam Wojtek też ma jeszcze status "nowego" (a przynajmniej mnie się tak wydaje...).
W szkole trochę się pozmieniało, w czasie wakacji trwały remonty. Jeszcze nie wszystko jest na swoim miejscu, jeszcze trwa wymiana okien w salach.
Adaś ma zajęcia od 8:30 do 14:45, Wojtek do 15:35 (tylko w piątki odwrotnie :)). Do tego pewnie dojdą zajęcia dodatkowe - w szkole i poza szkołą. Jeszcze nie wiemy co zrobić z szachami - szukamy rozwiązania dopasowanego do poziomu chłopaków i nie zabójczego logistycznie. Być może zmienimy też "klub piłkarski", bo ten "nasz" przeniósł się dalej od domu, a bliżej będą zajęcia z innego klubu. Pewnie pójdziemy na próbę do nowego i zobaczymy.
A na uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego nauczyciele na zachętę odśpiewali autorską piosenkę - z takim przesłaniem:
"...Początek roku to nie koniec świata,
Po co nam wakacje skoro nie ma lata!"
:)
wtorek, 5 sierpnia 2014
Uczenie (się) słówek
W nowej szkole Wojtka okazało się, że trzeba trochę pouczyć się słówek. Zaczęliśmy więc zastanawiać się, jak pomóc Wojtkowi - jak to zrobić w sposób najbardziej atrakcyjny? Przydałyby się jakieś pomoce, może jakaś gra? najlepsze są materiały, które dziecko samo przygotowuje, gdyż wtedy uczy się najaktywniej... i na pewno może się spodobać wykorzystanie komputera.
Idąc tym tropem zaprzęgliśmy do roboty learningapps.org :)
To środowisko, w którym można łatwo przygotować proste gry i prezentacje wg kilkudziesięciu dostępnych szablonów.
Wojtek przygotował na przykład taką aplikację:
Idąc tym tropem zaprzęgliśmy do roboty learningapps.org :)
To środowisko, w którym można łatwo przygotować proste gry i prezentacje wg kilkudziesięciu dostępnych szablonów.
Wojtek przygotował na przykład taką aplikację:
wtorek, 15 kwietnia 2014
Wiosenne zmiany
Zima minęła nie wiadomo kiedy :)
Dawno nic nie pisałam, ale teraz pojawi się kilka notek, bo tematów się nazbierało.
Przede wszystkim, u nas zmiany, do których dojrzewaliśmy kilka miesięcy: zmieniamy szkołę dzieci. Szkoła publiczna niestety nie spełniła naszych oczekiwań. Główny powód: Wojtek się nudzi, a szkoły to nie interesuje. Wybraliśmy tym razem szkołę niepubliczną - zobaczymy, czy istotnie wyższe koszty okażą się dobrą inwestycją...
Wojtek pójdzie do nowej klasy już od maja. Początkowo ostro protestował przeciwko temu pomysłowi. Powody oczywiste - tu koledzy, znane, już oswojone otoczenie. A tam - obcy ludzie i obcy teren. Na szczęście w ostatnim miesiącu w ramach adaptacji spędził z przyszłą nową klasą trzy dni i to "nowe" nie jest już tak abstrakcyjne i przerażające :) Wydaje nam się, że Wojtek ma już z grubsza temat przepracowany, choć pewnie na początku maja jeszcze czeka nas kryzys....
Adaś dołączy do tej samej szkoły od września. Jako pierwszoklasista :) Adaś do nowej szkoły podchodzi z entuzjazmem, bo okazało się, że będzie w klasie razem z jeszcze trzema koleżankami i jednym kolegą z grupy przedszkolnej. Bardzo go to cieszy :)
Dawno nic nie pisałam, ale teraz pojawi się kilka notek, bo tematów się nazbierało.
Przede wszystkim, u nas zmiany, do których dojrzewaliśmy kilka miesięcy: zmieniamy szkołę dzieci. Szkoła publiczna niestety nie spełniła naszych oczekiwań. Główny powód: Wojtek się nudzi, a szkoły to nie interesuje. Wybraliśmy tym razem szkołę niepubliczną - zobaczymy, czy istotnie wyższe koszty okażą się dobrą inwestycją...
Wojtek pójdzie do nowej klasy już od maja. Początkowo ostro protestował przeciwko temu pomysłowi. Powody oczywiste - tu koledzy, znane, już oswojone otoczenie. A tam - obcy ludzie i obcy teren. Na szczęście w ostatnim miesiącu w ramach adaptacji spędził z przyszłą nową klasą trzy dni i to "nowe" nie jest już tak abstrakcyjne i przerażające :) Wydaje nam się, że Wojtek ma już z grubsza temat przepracowany, choć pewnie na początku maja jeszcze czeka nas kryzys....
Adaś dołączy do tej samej szkoły od września. Jako pierwszoklasista :) Adaś do nowej szkoły podchodzi z entuzjazmem, bo okazało się, że będzie w klasie razem z jeszcze trzema koleżankami i jednym kolegą z grupy przedszkolnej. Bardzo go to cieszy :)
niedziela, 27 października 2013
Wpis październikowy
Październik mija nam spokojnie. O dziwo (odpukać) jesteśmy wszyscy zdrowi i dzień po dniu realizujemy ustalony rozkład zajęć. A trochę tego jest :)
Adaś ma w przedszkolu nową panią od angielskiego. Nauka angielskiego jest teraz codziennie przed południem (5*30min), a do tego trzy razy w tygodniu są dodatkowe zajęcia tematyczne w języku angielskim (3*30min). Czegoś go chyba uczą, gdyż na pytanie "How old are you?" odpowiada "I'm four-and-a-half" :) Adaś kontynuuje zajęcia z ceramiki, a z nowości - chodzi na zajęcia szachowe. Poza tym zamiast zeszłorocznego takewondo jest w tym roku piłka nożna. To wszystko w przedszkolu, a po przedszkolu czasem idzie jeszcze na piłkę razem z Wojtkiem.
Wojtek również ma zmienione i bardziej intensywne zajęcia z angielskiego (2*70min). To bardzo fajne zajęcia: wprowadzają słowa i zwroty metodą rymów i rymowanek. Wojtek powtarza, a Adaś za nim, bo są to rytmiczne, wpadające w ucho frazy: a mouse in a house, a cat in a hat, a fox in a box, a bee in a tree. Po opanowaniu słówek - różne ćwiczenia i kombinacje: trzeba narysować co się usłyszało albo opisać obrazek. Dużo powtórzeń, sporo pracy domowej, płyty do słuchania. Wprowadzają także czytanie i pisanie: całe słówka metodą czytania globalnego. To angielski dodatkowy, oprócz tego jest też normalny szkolny (2*45min), ale tu zupełnie nie wiemy co się dzieje - zeszyty i książki są na stałe w szkole, pracy domowej nigdy nie ma. Poza angielskim: piłka nożna 2*70min, karate 1*60min, szachy 1*90min. Wszystkie zajęcia dodatkowe Wojtek chwali. Lubi także szkolny WF, szkolny basen, szkolny angielski. Natomiast "normalne" szkolne lekcje lubi "tak średnio".
Poza tymi wszystkimi zajęciami pozadomowymi, na co dzień dzieje się także co nieco w domu. Wojtek odrabia lekcje - zwykle zajmuje mu to kilka-kilkanaście minut. Odrabia angielski - raz w środku tygodnia i w weekend - tu zwykle jest więcej pracy, tak około pół godziny.
Zależy nam na tym, żeby Wojtek nie zapominał, jak się myśli, odbębniając szkolną rutynę. Szkoła nie ma niestety nic do zaoferowania dziecku, dla którego dodawanie w zakresie 20 było zajmujące 2 lata wcześniej. Dlatego działamy też poza szkołą. Wojtek rozwiązuje średnio 1-2 zadania dziennie z książeczki "Matematyka z wesołym Kangurem". To zadania z konkursów Kangurek. Zadania są podzielone na 3 grupy: łatwe za 3 punkty, średnie za 4 punkty, trudne za 5 punktów (jak na konkursach). Zadania łatwe Wojtek "przerobił" w zeszłym roku i teraz w większości je pomijamy. Zadania średnie rozwiązuje prawie zawsze samodzielnie. Zadania trudne często okazują się za trudne i omawiamy je wspólnie. Za każde poprawnie rozwiązane zadanie Wojtek dostaje "żeton", a w weekend żetony możne wymienić na ustalone porcje grania na komputerze :) System motywacyjny wprowadziliśmy, gdyż wcześniej Wojtek zbyt często poprzestawał na zgadywaniu odpowiedzi, nawet dla zadań pozostających w zakresie jego możliwości.
Od niedawna Adaś także ma swoją książeczkę z zadaniami - dostaje zadania z "Matematycznego Brzdąca". Wojtek rozwiązywał te zadania mniej więcej 1,5 roku temu. Poziomem trudności odpowiadają najłatwiejszym kangurkowym. Adaś również życzy sobie dostawać żetony za swoje zadania :)
Poza zadaniami "książkowymi" przy wielu codziennych okazjach pojawiają się zagadki, problemy, pytania, zadania dodatkowe, na przykład oswajamy mnożenie/dzielenie (głównie Wojtek). Pojawiają się też ułamki i tu Adaś nas ostatnio zaskoczył:
- Mamo, a wiesz jak można podzielić 3 jabłka dla 4 osób? To łatwe, każdy dostanie pół i ćwierć!
- Czyli trzy czwarte - dodał Wojtek.
Adaś liczy do dwudziestu kliku, ale dość konsekwentnie pomija 19. Najczęściej zapomina co jest po 29, 39, 49 itd, gdy mu podpowiedzieć jedzie z liczeniem dalej aż do następnej przeszkody :) Zaczyna rozpoznawać w zapisie liczby dwucyfrowe, ale myli kolejność cyfr (np. 54 - to pięćdziesiąt cztery czy czterdzieści pięć?). Dodaje i odejmuje mniej więcej do 20, pomagając sobie palcami.
Adaś czyta proste wyrazy pisane wielkimi literami, ale jest jeszcze kilka liter, które zawsze trzeba mu podpowiedzieć, bo ich nie pamięta (np. N, Z, C, G, Ą, Ę). Dwuznaki traktuje bardzo podejrzliwie, podobnie jak zmiękczenia. Do tego, aby samodzielnie przeczytał sobie polecenie do zadania w książeczce, droga wydaje się jeszcze dość długa. Niestety nie chce ćwiczyć czytania sylabami, tylko upiera się przy literowaniu (tak uczą się w przedszkolu). A gdy Adaś czegoś nie chce, to nie ma na niego siły :)
Adaś ma w przedszkolu nową panią od angielskiego. Nauka angielskiego jest teraz codziennie przed południem (5*30min), a do tego trzy razy w tygodniu są dodatkowe zajęcia tematyczne w języku angielskim (3*30min). Czegoś go chyba uczą, gdyż na pytanie "How old are you?" odpowiada "I'm four-and-a-half" :) Adaś kontynuuje zajęcia z ceramiki, a z nowości - chodzi na zajęcia szachowe. Poza tym zamiast zeszłorocznego takewondo jest w tym roku piłka nożna. To wszystko w przedszkolu, a po przedszkolu czasem idzie jeszcze na piłkę razem z Wojtkiem.
Wojtek również ma zmienione i bardziej intensywne zajęcia z angielskiego (2*70min). To bardzo fajne zajęcia: wprowadzają słowa i zwroty metodą rymów i rymowanek. Wojtek powtarza, a Adaś za nim, bo są to rytmiczne, wpadające w ucho frazy: a mouse in a house, a cat in a hat, a fox in a box, a bee in a tree. Po opanowaniu słówek - różne ćwiczenia i kombinacje: trzeba narysować co się usłyszało albo opisać obrazek. Dużo powtórzeń, sporo pracy domowej, płyty do słuchania. Wprowadzają także czytanie i pisanie: całe słówka metodą czytania globalnego. To angielski dodatkowy, oprócz tego jest też normalny szkolny (2*45min), ale tu zupełnie nie wiemy co się dzieje - zeszyty i książki są na stałe w szkole, pracy domowej nigdy nie ma. Poza angielskim: piłka nożna 2*70min, karate 1*60min, szachy 1*90min. Wszystkie zajęcia dodatkowe Wojtek chwali. Lubi także szkolny WF, szkolny basen, szkolny angielski. Natomiast "normalne" szkolne lekcje lubi "tak średnio".
Poza tymi wszystkimi zajęciami pozadomowymi, na co dzień dzieje się także co nieco w domu. Wojtek odrabia lekcje - zwykle zajmuje mu to kilka-kilkanaście minut. Odrabia angielski - raz w środku tygodnia i w weekend - tu zwykle jest więcej pracy, tak około pół godziny.
Zależy nam na tym, żeby Wojtek nie zapominał, jak się myśli, odbębniając szkolną rutynę. Szkoła nie ma niestety nic do zaoferowania dziecku, dla którego dodawanie w zakresie 20 było zajmujące 2 lata wcześniej. Dlatego działamy też poza szkołą. Wojtek rozwiązuje średnio 1-2 zadania dziennie z książeczki "Matematyka z wesołym Kangurem". To zadania z konkursów Kangurek. Zadania są podzielone na 3 grupy: łatwe za 3 punkty, średnie za 4 punkty, trudne za 5 punktów (jak na konkursach). Zadania łatwe Wojtek "przerobił" w zeszłym roku i teraz w większości je pomijamy. Zadania średnie rozwiązuje prawie zawsze samodzielnie. Zadania trudne często okazują się za trudne i omawiamy je wspólnie. Za każde poprawnie rozwiązane zadanie Wojtek dostaje "żeton", a w weekend żetony możne wymienić na ustalone porcje grania na komputerze :) System motywacyjny wprowadziliśmy, gdyż wcześniej Wojtek zbyt często poprzestawał na zgadywaniu odpowiedzi, nawet dla zadań pozostających w zakresie jego możliwości.
Od niedawna Adaś także ma swoją książeczkę z zadaniami - dostaje zadania z "Matematycznego Brzdąca". Wojtek rozwiązywał te zadania mniej więcej 1,5 roku temu. Poziomem trudności odpowiadają najłatwiejszym kangurkowym. Adaś również życzy sobie dostawać żetony za swoje zadania :)
Poza zadaniami "książkowymi" przy wielu codziennych okazjach pojawiają się zagadki, problemy, pytania, zadania dodatkowe, na przykład oswajamy mnożenie/dzielenie (głównie Wojtek). Pojawiają się też ułamki i tu Adaś nas ostatnio zaskoczył:
- Mamo, a wiesz jak można podzielić 3 jabłka dla 4 osób? To łatwe, każdy dostanie pół i ćwierć!
- Czyli trzy czwarte - dodał Wojtek.
Adaś liczy do dwudziestu kliku, ale dość konsekwentnie pomija 19. Najczęściej zapomina co jest po 29, 39, 49 itd, gdy mu podpowiedzieć jedzie z liczeniem dalej aż do następnej przeszkody :) Zaczyna rozpoznawać w zapisie liczby dwucyfrowe, ale myli kolejność cyfr (np. 54 - to pięćdziesiąt cztery czy czterdzieści pięć?). Dodaje i odejmuje mniej więcej do 20, pomagając sobie palcami.
Adaś czyta proste wyrazy pisane wielkimi literami, ale jest jeszcze kilka liter, które zawsze trzeba mu podpowiedzieć, bo ich nie pamięta (np. N, Z, C, G, Ą, Ę). Dwuznaki traktuje bardzo podejrzliwie, podobnie jak zmiękczenia. Do tego, aby samodzielnie przeczytał sobie polecenie do zadania w książeczce, droga wydaje się jeszcze dość długa. Niestety nie chce ćwiczyć czytania sylabami, tylko upiera się przy literowaniu (tak uczą się w przedszkolu). A gdy Adaś czegoś nie chce, to nie ma na niego siły :)
wtorek, 3 września 2013
Druga klasa...
... się zaczęła, a my jeszcze nie podsumowaliśmy pierwszej.
A więc: nie mamy powodu podejrzewać, że posłanie Wojtka do pierwszej klasy w wieku niecałych 6 lat było błędem. Ma kolegów. Zachowuje się poprawnie. Z programem i wymaganiami radzi sobie bardzo dobrze. Opanował pisanie (chociaż za tym nie przepada) i daje się to przeczytać. Nie ma problemów z samoorganizacją i wypełnianiem obowiązków. Zachowuje się przytomnie, nie gubi się, nie gubi swoich rzeczy, pamięta co było zadane, co kiedy trzeba przynieść. Testy na koniec pierwszej klasy napisał prawie bezbłędnie (pani odjęła mu 1 punkt za podpisanie rysunku jakiegoś ptaka "sikorka" zamiast "ptak", hmmm. Chyba "nie trafił w klucz" ;)).
Natomiast nie mamy pewności, czy błędem nie jest w ogóle posyłanie dziecka do szkoły (publicznej, czy nawet ogólniej: realizującej obowiązującą podstawę programową)...
Wojtek po kilku miesiącach stwierdził, że szkoła jest nudna i nauka jest nudna. Martwi mnie to, bo ja jednak chciałabym, żeby nauka była dla niego fascynująca. Wojtek narzeka, że na lekcjach się nudzi, bo szybko robi co jest do zrobienia i później musi czekać, aż wszyscy skończą. Z drugiej strony - wg pani czasem zabiera się za wypełnianie ćwiczeń gdy jeszcze trwa "ogólna" lub "interaktywna" część lekcji - pani coś opowiada albo zadaje pytania, a Wojtek niekoniecznie w tym uczestniczy. Czasem gada z kolegami. Nie można jednak powiedzieć, że nie uważa, bo jeśli zostanie zapytany, zwykle okazuje się, że jest "w temacie". To co jest do zrobienia - robi (na razie...).
System szkolny nie ma powodu, żeby się Wojtkiem w jakikolwiek sposób zająć. Przecież sobie radzi i nie sprawia problemów... A rozbudzanie zainteresowań, rozwój zdolności, radość z pokonywania wyzwań intelektualnych, pielęgnowanie ciekawości i wewnętrznej motywacji do nauki? Szkoły to nie interesuje. Wszelkie "kółka przedmiotowe", o ile w ogóle są dostępne (w naszej szkole oferta jest raczej niewielka), są traktowane jako dodatek. Czyli, gdy już się wynudzisz przez kilka godzin, to możesz dodatkowo zająć się czymś jeszcze. A ja bym chciała, żeby Wojtek mógł pewne rzeczy robić *zamiast* klepania szkolnych trywiałów (2+2, 2+3, 2+4 i tak sto razy) .
Mam obawy, że z czasem problemy będą się raczej pogłębiać - dziecko będzie się nudzić, zniechęcać, w rezultacie zajmować czym innym i przeszkadzać. Nie wiem czy jest na to rada (inna niż rezygnacja ze szkoły ;), której jednak na razie sobie nie wyobrażam).
To tyle refleksji jeszcze sprzed wakacji. Mamy z Wojtkiem uzgodnione, że w razie potrzeby będzie ode mnie dostawać coś, czym mógłby się zająć w czasie wolnym na lekcji. Zaczęliśmy tak robić już w czerwcu - sprawdziły się wtedy specjalne kolorowanki "na szkolną nudę" ;)
Tymczasem drugą klasę Wojtek rozpoczął z nowym zapałem ("mamo ciekawe czy druga klasa też będzie fajna") i bardzo się cieszył na ponowne spotkanie z ulubionymi kolegami.
A więc: nie mamy powodu podejrzewać, że posłanie Wojtka do pierwszej klasy w wieku niecałych 6 lat było błędem. Ma kolegów. Zachowuje się poprawnie. Z programem i wymaganiami radzi sobie bardzo dobrze. Opanował pisanie (chociaż za tym nie przepada) i daje się to przeczytać. Nie ma problemów z samoorganizacją i wypełnianiem obowiązków. Zachowuje się przytomnie, nie gubi się, nie gubi swoich rzeczy, pamięta co było zadane, co kiedy trzeba przynieść. Testy na koniec pierwszej klasy napisał prawie bezbłędnie (pani odjęła mu 1 punkt za podpisanie rysunku jakiegoś ptaka "sikorka" zamiast "ptak", hmmm. Chyba "nie trafił w klucz" ;)).
Natomiast nie mamy pewności, czy błędem nie jest w ogóle posyłanie dziecka do szkoły (publicznej, czy nawet ogólniej: realizującej obowiązującą podstawę programową)...
Wojtek po kilku miesiącach stwierdził, że szkoła jest nudna i nauka jest nudna. Martwi mnie to, bo ja jednak chciałabym, żeby nauka była dla niego fascynująca. Wojtek narzeka, że na lekcjach się nudzi, bo szybko robi co jest do zrobienia i później musi czekać, aż wszyscy skończą. Z drugiej strony - wg pani czasem zabiera się za wypełnianie ćwiczeń gdy jeszcze trwa "ogólna" lub "interaktywna" część lekcji - pani coś opowiada albo zadaje pytania, a Wojtek niekoniecznie w tym uczestniczy. Czasem gada z kolegami. Nie można jednak powiedzieć, że nie uważa, bo jeśli zostanie zapytany, zwykle okazuje się, że jest "w temacie". To co jest do zrobienia - robi (na razie...).
System szkolny nie ma powodu, żeby się Wojtkiem w jakikolwiek sposób zająć. Przecież sobie radzi i nie sprawia problemów... A rozbudzanie zainteresowań, rozwój zdolności, radość z pokonywania wyzwań intelektualnych, pielęgnowanie ciekawości i wewnętrznej motywacji do nauki? Szkoły to nie interesuje. Wszelkie "kółka przedmiotowe", o ile w ogóle są dostępne (w naszej szkole oferta jest raczej niewielka), są traktowane jako dodatek. Czyli, gdy już się wynudzisz przez kilka godzin, to możesz dodatkowo zająć się czymś jeszcze. A ja bym chciała, żeby Wojtek mógł pewne rzeczy robić *zamiast* klepania szkolnych trywiałów (2+2, 2+3, 2+4 i tak sto razy) .
Mam obawy, że z czasem problemy będą się raczej pogłębiać - dziecko będzie się nudzić, zniechęcać, w rezultacie zajmować czym innym i przeszkadzać. Nie wiem czy jest na to rada (inna niż rezygnacja ze szkoły ;), której jednak na razie sobie nie wyobrażam).
To tyle refleksji jeszcze sprzed wakacji. Mamy z Wojtkiem uzgodnione, że w razie potrzeby będzie ode mnie dostawać coś, czym mógłby się zająć w czasie wolnym na lekcji. Zaczęliśmy tak robić już w czerwcu - sprawdziły się wtedy specjalne kolorowanki "na szkolną nudę" ;)
Tymczasem drugą klasę Wojtek rozpoczął z nowym zapałem ("mamo ciekawe czy druga klasa też będzie fajna") i bardzo się cieszył na ponowne spotkanie z ulubionymi kolegami.
sobota, 25 maja 2013
W szkole tego nie umiemy
Pojawiło się w Wojtka ćwiczeniach zadanie domowe nieco odbiegające od "przerabianego" schematu: Ile nóg razem ma 15 węży? Na wszelki wypadek dodano rysunek węża, żeby było widać, że nóg to zwierzę nie posiada.
Zadanie okazało się budzić kontrowersje wśród dzieci i rodziców - akurat tego dnia było zebranie, mamy dyskutowały o możliwych rozwiązaniach. A więc? no OK, wiadomo, że 15 węży ma 0 nóg. Ale to jest szkoła, nie wystarczy znać wynik. Trzeba jeszcze zapisać we wskazanym miejscu działanie służące obliczeniu tego wyniku.
Wojtek napisał 0+0=0.
- Dlaczego akurat dwa zera dodałeś?
- Mamo, bo wszystkie by się tu nie zmieściły - zobacz tutaj miałem do obliczenia nogi pięciu strusi i te pięć dwójek ledwo się zmieściło, tak na styk.
- No dobra, ale może to można innym działaniem zapisać? Jak to obliczyłeś, dodawałeś 0+0+0... i tak dalej 15 zer?
- No nie.... inne działanie? ...15-15 ...nie to bez sensu, prawda mamo?
- No tak, odejmowanie tu raczej nie pasuje. Coś jeszcze innego.
- No 15 razy 0, ale mamo my jeszcze mnożenia nie znamy.
- No ale Ty przecież znasz.
- ???? No znam...
- No to jak znasz, to możesz to wykorzystać. Nie musisz zawsze działać tylko tak jak się uczysz w szkole - jak umiesz inaczej, to korzystaj!
Wojtka bardzo zdziwiła ta sugestia.
Działanie zmienił na 15*0 = 0.
Następnego dnia Wojtek mówił, że inni koledzy napisali 0+0+0+0+... (itd. 15 zer) = 0, upchnięte gdzieś w innym niż wyznaczone w książce miejscu, albo tylko sam wynik bez działania. A pani do tego zadania się w ogóle nie odniosła... dzieci zostały więc z tym, co wymyśliły same albo z pomocą zakłopotanych rodziców ;)
Planuję zwalczać wszelkie przejawy podejścia "w szkole tego nie umiemy" i wszelkie inne próby ogłupiania dziecka. Tak więc - Wojtek ma zalecone korzystać także w szkole z całej wiedzy, jaką posiada.
Zadanie okazało się budzić kontrowersje wśród dzieci i rodziców - akurat tego dnia było zebranie, mamy dyskutowały o możliwych rozwiązaniach. A więc? no OK, wiadomo, że 15 węży ma 0 nóg. Ale to jest szkoła, nie wystarczy znać wynik. Trzeba jeszcze zapisać we wskazanym miejscu działanie służące obliczeniu tego wyniku.
Wojtek napisał 0+0=0.
- Dlaczego akurat dwa zera dodałeś?
- Mamo, bo wszystkie by się tu nie zmieściły - zobacz tutaj miałem do obliczenia nogi pięciu strusi i te pięć dwójek ledwo się zmieściło, tak na styk.
- No dobra, ale może to można innym działaniem zapisać? Jak to obliczyłeś, dodawałeś 0+0+0... i tak dalej 15 zer?
- No nie.... inne działanie? ...15-15 ...nie to bez sensu, prawda mamo?
- No tak, odejmowanie tu raczej nie pasuje. Coś jeszcze innego.
- No 15 razy 0, ale mamo my jeszcze mnożenia nie znamy.
- No ale Ty przecież znasz.
- ???? No znam...
- No to jak znasz, to możesz to wykorzystać. Nie musisz zawsze działać tylko tak jak się uczysz w szkole - jak umiesz inaczej, to korzystaj!
Wojtka bardzo zdziwiła ta sugestia.
Działanie zmienił na 15*0 = 0.
Następnego dnia Wojtek mówił, że inni koledzy napisali 0+0+0+0+... (itd. 15 zer) = 0, upchnięte gdzieś w innym niż wyznaczone w książce miejscu, albo tylko sam wynik bez działania. A pani do tego zadania się w ogóle nie odniosła... dzieci zostały więc z tym, co wymyśliły same albo z pomocą zakłopotanych rodziców ;)
Planuję zwalczać wszelkie przejawy podejścia "w szkole tego nie umiemy" i wszelkie inne próby ogłupiania dziecka. Tak więc - Wojtek ma zalecone korzystać także w szkole z całej wiedzy, jaką posiada.
czwartek, 18 kwietnia 2013
Konkursy c.d.
- Wojtuś, pani na zebraniu mówiła, że jest konkurs plastyczny dla dzieci.
- Plastyczny? Ale jaki?
- Trzeba przygotować pracę na temat "Akcja segregacja". Czyli coś o segregowaniu śmieci. Możesz w weekend się tym zająć, jeśli masz ochotę. - Informuję Wojtka, ale właściwie efekt mnie nie zaskakuje ;).
- Eeee, nie chę. Ja chcę tylko w konkursie czytelniczym brać udział, i w takich fajnych konkursach.
- W czytelniczym? W jakim czytelniczym?
- Mamo, będzie taki konkurs, jakoś w maju.
- A na czym będzie polegać?
- Trzeba będzie coś przeczytać głośno i ładnie.
- Ty umiesz czytać.
- Umiem, i dlatego będę chciał wziąć udział. Bo to jest dla dzieci, które umieją czytać.
- A te fajny konkursy to jakie?
- No takie fajne.
- A Świetlik był fajny?
- Tak, Świetlik i Kangurek - to są fajne konkursy.
- Plastyczny? Ale jaki?
- Trzeba przygotować pracę na temat "Akcja segregacja". Czyli coś o segregowaniu śmieci. Możesz w weekend się tym zająć, jeśli masz ochotę. - Informuję Wojtka, ale właściwie efekt mnie nie zaskakuje ;).
- Eeee, nie chę. Ja chcę tylko w konkursie czytelniczym brać udział, i w takich fajnych konkursach.
- W czytelniczym? W jakim czytelniczym?
- Mamo, będzie taki konkurs, jakoś w maju.
- A na czym będzie polegać?
- Trzeba będzie coś przeczytać głośno i ładnie.
- Ty umiesz czytać.
- Umiem, i dlatego będę chciał wziąć udział. Bo to jest dla dzieci, które umieją czytać.
- A te fajny konkursy to jakie?
- No takie fajne.
- A Świetlik był fajny?
- Tak, Świetlik i Kangurek - to są fajne konkursy.
niedziela, 14 kwietnia 2013
Samodzielność
Wojtek już nie pozwala się rano odprowadzić do szkolnej szatni.
Mam go tylko wypuścić z samochodu pod szkołą i nawet nie wysiadać.
Jakoś mi dziwnie... Wiedziałam, że taki czas nadejdzie, ale nie przypuszczałam, że już w pierwszej klasie.
PS. Adasiowi to pasuje ;)
Mam go tylko wypuścić z samochodu pod szkołą i nawet nie wysiadać.
Jakoś mi dziwnie... Wiedziałam, że taki czas nadejdzie, ale nie przypuszczałam, że już w pierwszej klasie.
PS. Adasiowi to pasuje ;)
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Konkursy
W marcu Wojtek brał udział w dwóch szkolnych konkursach: Świetlik i Kangurek.
Oba polegają na rozwiązaniu około 20 zadań testowych i zaznaczeniu wybranych odpowiedzi w arkuszu odpowiedzi. W ramach przygotowań do Świetlika trzeba zrobić z dzieckiem w domu 2 doświadczenia. Pytania na teście są z wiedzy ogólnej, niektóre związane z przeprowadzonymi doświadczeniami. Przygotowania do Kangurka to po prostu ćwiczenie różnych zadań.
Świetlik jest przewidziany dla uczniów od 1. klasy, Kangur teoretycznie od klasy 2. Z klasy Wojtka do Świetlika zgłosiły się 3 osoby. W Kangurze poza Wojtkiem nikt z jego klasy nie startował - ale z równoległej klasy pierwszej, również sześciolatków, startowało kilkanaścioro dzieci; i dodatkowo kilkoro pierwszaków-siedmiolatków.
Zadań ze Świetlika nie znamy i nie wiemy jak Wojtkowi poszło - ale twierdzi, że pytania były łatwe ;)
Wojtek podał tylko jedno pytanie z testu: "Dlaczego zimą posypuje się zaśnieżone chodniki piaskiem?". Mówi, że zaznaczył odpowiedź "żeby zwiększyć tarcie" - chyba dobrze ;)
Arkusze zadań z Kangurka dzieci mogły zabrać ze sobą, obejrzeliśmy je więc wspólnie po konkursie. Zadania są podzielone na 3 grupy wg stopnia trudności, różnica w trudności pomiędzy tymi grupami jest bardzo wyraźna.Wygląda na to, że Wojtek rozwiązał poprawnie wszystkie 7 zadań po 3 punkty (bardzo łatwe), wszystkie 7 zadań po 4 punkty (średnie), i 1 z 7 zadań po 5 punktów (trudne). Jak na pierwszaka-grudniowego-sześciolatka to naprawdę super wynik!
Z 6 zadań, których nie rozwiązał poprawnie, jeszcze 2 były w jego zasięgu - to znaczy, że niepoprawna odpowiedź wynikła z nieuwagi, a nie błędnego rozumowania. Pozostałe były faktycznie na tyle trudne, że jeszcze nie rozwiązałby ich samodzielnie.
Dodam jeszcze, że w przypadku obu konkursów Wojtek wykorzystał tylko ok 50-60% czasu przewidzianego na rozwiązanie zadań i wyszedł z sali jako pierwszy ;) To z jednej strony dobrze - czyta i myśli sprawnie, nie "zawiesza się" nad zadaniem niepotrzebnie długo. Ale z drugiej strony - mógłby poświęcić ciut więcej czasu na zadania trudniejsze, spróbować je uważniej przeanalizować. Zabrakło uważności, ale też chyba i motywacji do głębszego przemyślenia problemu. Wojtek nie wykorzystał dodatkowej kartki do tworzenia pomocniczych rysunków czy szkiców - stwierdził, że kartka nie była mu potrzebna ;) Widzimy tu możliwości i potencjał do dalszego rozwoju.
Oficjalne wyniki obu konkursów będą w maju. Wtedy więc dowiemy się, czy poza poprawnym rozwiązaniem zadań, Wojtkowi udało się też poprawnie zaznaczyć odpowiedzi w arkuszu.
Oba polegają na rozwiązaniu około 20 zadań testowych i zaznaczeniu wybranych odpowiedzi w arkuszu odpowiedzi. W ramach przygotowań do Świetlika trzeba zrobić z dzieckiem w domu 2 doświadczenia. Pytania na teście są z wiedzy ogólnej, niektóre związane z przeprowadzonymi doświadczeniami. Przygotowania do Kangurka to po prostu ćwiczenie różnych zadań.
Świetlik jest przewidziany dla uczniów od 1. klasy, Kangur teoretycznie od klasy 2. Z klasy Wojtka do Świetlika zgłosiły się 3 osoby. W Kangurze poza Wojtkiem nikt z jego klasy nie startował - ale z równoległej klasy pierwszej, również sześciolatków, startowało kilkanaścioro dzieci; i dodatkowo kilkoro pierwszaków-siedmiolatków.
Zadań ze Świetlika nie znamy i nie wiemy jak Wojtkowi poszło - ale twierdzi, że pytania były łatwe ;)
Wojtek podał tylko jedno pytanie z testu: "Dlaczego zimą posypuje się zaśnieżone chodniki piaskiem?". Mówi, że zaznaczył odpowiedź "żeby zwiększyć tarcie" - chyba dobrze ;)
Arkusze zadań z Kangurka dzieci mogły zabrać ze sobą, obejrzeliśmy je więc wspólnie po konkursie. Zadania są podzielone na 3 grupy wg stopnia trudności, różnica w trudności pomiędzy tymi grupami jest bardzo wyraźna.Wygląda na to, że Wojtek rozwiązał poprawnie wszystkie 7 zadań po 3 punkty (bardzo łatwe), wszystkie 7 zadań po 4 punkty (średnie), i 1 z 7 zadań po 5 punktów (trudne). Jak na pierwszaka-grudniowego-sześciolatka to naprawdę super wynik!
Z 6 zadań, których nie rozwiązał poprawnie, jeszcze 2 były w jego zasięgu - to znaczy, że niepoprawna odpowiedź wynikła z nieuwagi, a nie błędnego rozumowania. Pozostałe były faktycznie na tyle trudne, że jeszcze nie rozwiązałby ich samodzielnie.
Dodam jeszcze, że w przypadku obu konkursów Wojtek wykorzystał tylko ok 50-60% czasu przewidzianego na rozwiązanie zadań i wyszedł z sali jako pierwszy ;) To z jednej strony dobrze - czyta i myśli sprawnie, nie "zawiesza się" nad zadaniem niepotrzebnie długo. Ale z drugiej strony - mógłby poświęcić ciut więcej czasu na zadania trudniejsze, spróbować je uważniej przeanalizować. Zabrakło uważności, ale też chyba i motywacji do głębszego przemyślenia problemu. Wojtek nie wykorzystał dodatkowej kartki do tworzenia pomocniczych rysunków czy szkiców - stwierdził, że kartka nie była mu potrzebna ;) Widzimy tu możliwości i potencjał do dalszego rozwoju.
Oficjalne wyniki obu konkursów będą w maju. Wtedy więc dowiemy się, czy poza poprawnym rozwiązaniem zadań, Wojtkowi udało się też poprawnie zaznaczyć odpowiedzi w arkuszu.
piątek, 8 lutego 2013
Pierwszy semestr za nami
No dobra, nie jestem najbardziej regularną blogopisarką. Może to się zmieni, a może nie - nic nie obiecuję ;)
Tymczasem jednak możemy podsumować pierwszy semestr w szkole.
Było dużo spokojniej niż się spodziewałam. Wojtek wszedł w obowiązki szkolne bez żadnych zacięć. Z zapałem "poznaje" kolejne literki. Bez marudzenia (na ogół) odrabia pracę domową. Pisze jako-tako - nie pięknie, ale wystarczająco dobrze. Dla mnie ważne, że robi to szybko - bez godzinnego wpatrywania się w kartkę i równoległego zajmowania tysiącem innych rzeczy. Odrabianie lekcji przebiega właściwie niezauważenie. W zasadzie tego procesu nie kontrolujemy, oglądamy zeszyty sporadycznie. Nie weryfikujemy jakości i kompletności wykonania. Czasem pani każe poprawić zbyt bazgrołowate bazgroły ;)
Z tego sprawnego wdrożenia w odrabianie lekcji bardzo się cieszę. Obawiałam się tutaj drogi przez mękę, a tymczasem jest (dla rodziców ;)) luzik :)
Wojtek dostał bardzo dobrą "ocenę opisową" na koniec semestru. Prawie same plusy - jedyny obszar wskazany jako wymagający dalszej pracy to właśnie pisanie liter.
Ogólnie tempo pracy klasy w pierwszym półroczu nie było jakieś zawrotne. Co kilka dni literka, co kilka dni cyferka... W sumie "poznane" zostały literki: a, o, e, i, y, u, b, m, p, w, z, l, t, k, n, s, d, r, g, c; cyferki od 1 do 8.
Na zebraniu podsumowującym pierwszy semestr wychowawczyni zapowiedziała w drugim semestrze większy nacisk na czytanie. Dla Wojtka to nie będzie wyzwanie, gdyż czyta płynnie od dawna.
Nie stanowi też dla niego żadnego wyzwania szkolna matematyka, dlatego staramy się pracować dodatkowo w domu i rozwijać zarówno sprawność liczenia, jak i sprawność myślenia ;) Wojtuś rozwiązuje trochę zadań "kangurkowych", trochę różnych wymyślanych przez nas.
Na plus zapisujemy także kondycję zdrowotną. Przez cały semestr Wojtek opuścił 5 dni szkolnych. Za to rozchorował się gdy tylko zaczęły się ferie, ech. Właśnie zaliczyliśmy pierwsze od 2 lat zapalenie ucha i również pierwszy od 2 lat antybiotyk.
Tymczasem jednak możemy podsumować pierwszy semestr w szkole.
Było dużo spokojniej niż się spodziewałam. Wojtek wszedł w obowiązki szkolne bez żadnych zacięć. Z zapałem "poznaje" kolejne literki. Bez marudzenia (na ogół) odrabia pracę domową. Pisze jako-tako - nie pięknie, ale wystarczająco dobrze. Dla mnie ważne, że robi to szybko - bez godzinnego wpatrywania się w kartkę i równoległego zajmowania tysiącem innych rzeczy. Odrabianie lekcji przebiega właściwie niezauważenie. W zasadzie tego procesu nie kontrolujemy, oglądamy zeszyty sporadycznie. Nie weryfikujemy jakości i kompletności wykonania. Czasem pani każe poprawić zbyt bazgrołowate bazgroły ;)
Z tego sprawnego wdrożenia w odrabianie lekcji bardzo się cieszę. Obawiałam się tutaj drogi przez mękę, a tymczasem jest (dla rodziców ;)) luzik :)
Wojtek dostał bardzo dobrą "ocenę opisową" na koniec semestru. Prawie same plusy - jedyny obszar wskazany jako wymagający dalszej pracy to właśnie pisanie liter.
Ogólnie tempo pracy klasy w pierwszym półroczu nie było jakieś zawrotne. Co kilka dni literka, co kilka dni cyferka... W sumie "poznane" zostały literki: a, o, e, i, y, u, b, m, p, w, z, l, t, k, n, s, d, r, g, c; cyferki od 1 do 8.
Na zebraniu podsumowującym pierwszy semestr wychowawczyni zapowiedziała w drugim semestrze większy nacisk na czytanie. Dla Wojtka to nie będzie wyzwanie, gdyż czyta płynnie od dawna.
Nie stanowi też dla niego żadnego wyzwania szkolna matematyka, dlatego staramy się pracować dodatkowo w domu i rozwijać zarówno sprawność liczenia, jak i sprawność myślenia ;) Wojtuś rozwiązuje trochę zadań "kangurkowych", trochę różnych wymyślanych przez nas.
Na plus zapisujemy także kondycję zdrowotną. Przez cały semestr Wojtek opuścił 5 dni szkolnych. Za to rozchorował się gdy tylko zaczęły się ferie, ech. Właśnie zaliczyliśmy pierwsze od 2 lat zapalenie ucha i również pierwszy od 2 lat antybiotyk.
wtorek, 23 października 2012
Literki i cyferki
Powoli mija październik. Rytm dnia i tygodnia nam się już całkiem wyregulował.
Wojtek zadowolony. Radzi sobie bez trudu ze szkolnymi zadaniami, z zajęciami dodatkowymi, z treningami. Ma już kolegów, z którymi bawi się na przerwach i w świetlicy. Najczęściej z Krzyśkiem, a z Mateuszem spotyka się także w weekendy. Zaliczyliśmy już wizytę kolegi u nas i rewizytę naszych chłopców u kolegi, a także sobotnie spotkanie na boisku w układzie synowe-ojcowie (wygrali synowie 28:22, albo jakoś podobnie ;)).
Rano procedura "pani zabiera dzieci z szatni" zmieniła się teoretycznie na procedurę "rodzice odprowadzają dzieci na piętro przed salę i mogą zostawić pod opieką nauczyciela dyżurującego na korytarzu". W praktyce - realizowany jest wariant "rodzice odprowadzają dzieci na piętro przed salę i czekają, aż przyjdzie nasza pani i wpuści dzieci do naszej sali". Teoretycznie każdy z rodziców mógłby iść wcześniej, ale trudno iść gdy inne mamy czekają - Wojtek mnie nie puszcza :) Zwłaszcza, że akurat jego najlepsi koledzy - Krzysiek i Mateusz - przychodzą równo z dzwonkiem albo nawet po. Z dziećmi, które są rano przed salą, Wojtek się raczej nie integruje (może czasem z Patrykiem). Nie ma problemu - te kilka minut mogę poczekać, Adaś też :)
Odrabianie lekcji nie sprawia nam póki co problemów - w zasadzie 100% Wojtek odrabia zanim wrócimy do domu. Zaczęło się już pisanie literek (a, m, l) w zeszycie w 3 linie i cyferek (1, 2, 3) w zeszycie w kratkę. Jakoś to nawet w wykonaniu Wojtka wygląda, bałam się, że będzie dużo gorzej :) Dodatkowo staram się podsuwać Wojtkowi w miarę atrakcyjne sposoby ćwiczenia ręki. Drukujemy dużo labiryntów i zadań typu "połącz kropki". Adaś też włącza się w takie działania - to dobrze, bo jego poziom wyćwiczenia ręki też wydaje mi się mocno niedostateczny - Adaś rysować generalnie nie lubi.
Plan zajęć Wojtka:
Wojtek zadowolony. Radzi sobie bez trudu ze szkolnymi zadaniami, z zajęciami dodatkowymi, z treningami. Ma już kolegów, z którymi bawi się na przerwach i w świetlicy. Najczęściej z Krzyśkiem, a z Mateuszem spotyka się także w weekendy. Zaliczyliśmy już wizytę kolegi u nas i rewizytę naszych chłopców u kolegi, a także sobotnie spotkanie na boisku w układzie synowe-ojcowie (wygrali synowie 28:22, albo jakoś podobnie ;)).
Rano procedura "pani zabiera dzieci z szatni" zmieniła się teoretycznie na procedurę "rodzice odprowadzają dzieci na piętro przed salę i mogą zostawić pod opieką nauczyciela dyżurującego na korytarzu". W praktyce - realizowany jest wariant "rodzice odprowadzają dzieci na piętro przed salę i czekają, aż przyjdzie nasza pani i wpuści dzieci do naszej sali". Teoretycznie każdy z rodziców mógłby iść wcześniej, ale trudno iść gdy inne mamy czekają - Wojtek mnie nie puszcza :) Zwłaszcza, że akurat jego najlepsi koledzy - Krzysiek i Mateusz - przychodzą równo z dzwonkiem albo nawet po. Z dziećmi, które są rano przed salą, Wojtek się raczej nie integruje (może czasem z Patrykiem). Nie ma problemu - te kilka minut mogę poczekać, Adaś też :)
Odrabianie lekcji nie sprawia nam póki co problemów - w zasadzie 100% Wojtek odrabia zanim wrócimy do domu. Zaczęło się już pisanie literek (a, m, l) w zeszycie w 3 linie i cyferek (1, 2, 3) w zeszycie w kratkę. Jakoś to nawet w wykonaniu Wojtka wygląda, bałam się, że będzie dużo gorzej :) Dodatkowo staram się podsuwać Wojtkowi w miarę atrakcyjne sposoby ćwiczenia ręki. Drukujemy dużo labiryntów i zadań typu "połącz kropki". Adaś też włącza się w takie działania - to dobrze, bo jego poziom wyćwiczenia ręki też wydaje mi się mocno niedostateczny - Adaś rysować generalnie nie lubi.
Plan zajęć Wojtka:
- Poniedziałek: 5 lekcji, po południu trening
- Wtorek: 4 lekcje, zajęcia od zabawy do sportu, szachy, po południu trening
- Środa: 5 lekcji, dodatkowy angielski
- Czwartek: 4 lekcje, dodatkowy angielski, po południu trening
- Piątek: 4 lekcje
sobota, 29 września 2012
Zgrzyt zgrzyt
Tak się złożyło, że w ostatnim tygodniu przydarzyły się dwie mało przyjemne historie - jedna w przedszkolu, jedna w szkole.
W przedszkolu odbyły się warsztaty kulinarne - dzieci z różnych grup przy wspólnym stole tworzyły różne rzeźby z jedzenia (myszki z jajka itp. - taka zabawa jedzeniem). Gdy odbierałam Adasia, stół z wystawą "dzieł" stał przed salą, więc zapytałam dziecko o wrażenia.
- Ja tego nie robiłem - oznajmiło dziecko.
- Nie? Dlaczego?
- Bo pani powiedziała, że nie mogę się zmieścić w kadrze. - Hm, pomyślałam, chyba dziecko czegoś nie zrozumiało albo coś pomieszało.
- Ale to znaczy, że nie chciałeś? Pani pytała kto chce?
- Nie, pani tak zdecydowała.
- I co robiłeś, gdy dzieci miały te zajęcia?
- No, byłem na górze, w sali sześciolatków.
- Ale sam?
- Nie, jeszcze tam była X, Y, Z, no i jakieś maluchy, i A i B z sześciolatków. I ciocie.
- I co robiliście?
- Nic, odpoczywaliśmy, maluchy spały, ktoś coś rysował.
Adaś opowiadal to wszystko spokojnie, raczej jako informacja, nie wyczułam żalu czy skargi. Historia zastanowiła mnie na tyle, że następnego dnia rano zapytałam ciocię o co chodziło i dlaczego niektóre dzieci nie brały udziału
- A bo taki mieliśmy plan, podzieliliśmy dzieci na dwie grupy, bo wszyscy by się nie zmieścili. Druga grupa będzie mieć warsztaty dzisiaj, o proszę, już jest wszystko przygotowane.
No OK. Przyjęłam tłumaczenie. Niesłusznie ;)
Po południu od mamy X dowiedziałam się, że prawdziwą przyczyną podziału dzieci był... brak zgody niektórych rodziców na umieszczenie zdjęć dzieci na Facebooku! Przedszkole robiło fotorelację z tego "wydarzenia" do zamieszczenia na Facebooku i dla uniknięcia kłopotów dyrekcja zarządziła wykluczenie z imprezy dzieci, których zdjęć nie mogli umieszczać na Facebooku.
No, tak do końca kłopotów nie uniknęli :) Bo X nie da sobie w kaszę dmuchać i ponoć zrobiła w przedszkolu dziką awanturę z powodu wykluczenia z zabawy, oraz doniosła o wszystkim rodzicom. Rodzice X jeszcze tego samego dnia wieczorem interweniowali u dyrekcji.
I stąd poranna, już przygotowana, wersja tłumaczenia i improwizowany "dalszy ciąg warsztatów".
Hmm, to pierwsza taka wpadka naszego przedszkola.
Rozumiem, że chcą sobie zrobić reklamę na Facebooku - no ale przecież nie kosztem dzieci!
Pani dyrektor ponoć przepraszała i mam nadzieję, że taka dyskryminacja się więcej nie powtórzy.
A co w szkole? A w szkole w tym tygodniu rozpoczęły się dodatkowe zajęcia z angielskiego. Powiadomienie z podaniem terminów dostaliśmy mailem. Zwrócił moją uwagę fakt, że w środę dodatkowy angielski ma być na 6. godzinie lekcyjnej, a wcześniej Wojtek ma 5 normalnych lekcji. A więc - kiedy zje obiad?
Poszłam z tym pytaniem do świetlicy we wtorek rano.
- Nic nie wiem, pracuję na poranną zmianę, proszę przyjść jutro - będzie akurat od rana pani, która zajmie się klasą Wojtka też po południu.
No ok, w środę rano ponownie zastukałam do świetlicy.
- Tak, oczywiście, dzisiaj będzie angielski, o - proszę zobaczyć - tu mam listę dzieci, wszystko jest pod kontrolą. Obiad? No nie wiem.... nie, na przerwie nie, to pewnie po angielskim. No nie wiem jeszcze, ale proszę się nie martwić, dziecko na pewno obiad dostanie. Żeby tylko chciał zjeść, ha ha.
I cóż, oczywiście w środę dziecko wróciło ze szkoły bez obiadu... Podobno pytał po angielskim dwie świetlicowe panie, co z jego obiadem. Jedna powiedziała, że nie wie, a druga, że już za późno, bo już pani z dziećmi poszła. Dodam, że sześciolatki są mocno ubezwłasnowolnione - nie mogą samodzielnie poruszać się po szkole.
A więc w czwartek rano znów odwiedziłam świetlicę. Pani (jakaś inna) przepraszała. Mówiła, że ich sytuacja w środę zaskoczyła, że będą musieli się zgrać z jakąś inną grupą, że na pewno w przyszłym tygodniu wszystko będzie dobrze. Oprócz Wojtka problem dotyczy jeszcze 2 dzieci z klasy, które też chodzą na dodatkowy angielski i na świetlicę. Zobaczymy w środę jak sobie świetlica poradzi...
W przedszkolu odbyły się warsztaty kulinarne - dzieci z różnych grup przy wspólnym stole tworzyły różne rzeźby z jedzenia (myszki z jajka itp. - taka zabawa jedzeniem). Gdy odbierałam Adasia, stół z wystawą "dzieł" stał przed salą, więc zapytałam dziecko o wrażenia.
- Ja tego nie robiłem - oznajmiło dziecko.
- Nie? Dlaczego?
- Bo pani powiedziała, że nie mogę się zmieścić w kadrze. - Hm, pomyślałam, chyba dziecko czegoś nie zrozumiało albo coś pomieszało.
- Ale to znaczy, że nie chciałeś? Pani pytała kto chce?
- Nie, pani tak zdecydowała.
- I co robiłeś, gdy dzieci miały te zajęcia?
- No, byłem na górze, w sali sześciolatków.
- Ale sam?
- Nie, jeszcze tam była X, Y, Z, no i jakieś maluchy, i A i B z sześciolatków. I ciocie.
- I co robiliście?
- Nic, odpoczywaliśmy, maluchy spały, ktoś coś rysował.
Adaś opowiadal to wszystko spokojnie, raczej jako informacja, nie wyczułam żalu czy skargi. Historia zastanowiła mnie na tyle, że następnego dnia rano zapytałam ciocię o co chodziło i dlaczego niektóre dzieci nie brały udziału
- A bo taki mieliśmy plan, podzieliliśmy dzieci na dwie grupy, bo wszyscy by się nie zmieścili. Druga grupa będzie mieć warsztaty dzisiaj, o proszę, już jest wszystko przygotowane.
No OK. Przyjęłam tłumaczenie. Niesłusznie ;)
Po południu od mamy X dowiedziałam się, że prawdziwą przyczyną podziału dzieci był... brak zgody niektórych rodziców na umieszczenie zdjęć dzieci na Facebooku! Przedszkole robiło fotorelację z tego "wydarzenia" do zamieszczenia na Facebooku i dla uniknięcia kłopotów dyrekcja zarządziła wykluczenie z imprezy dzieci, których zdjęć nie mogli umieszczać na Facebooku.
No, tak do końca kłopotów nie uniknęli :) Bo X nie da sobie w kaszę dmuchać i ponoć zrobiła w przedszkolu dziką awanturę z powodu wykluczenia z zabawy, oraz doniosła o wszystkim rodzicom. Rodzice X jeszcze tego samego dnia wieczorem interweniowali u dyrekcji.
I stąd poranna, już przygotowana, wersja tłumaczenia i improwizowany "dalszy ciąg warsztatów".
Hmm, to pierwsza taka wpadka naszego przedszkola.
Rozumiem, że chcą sobie zrobić reklamę na Facebooku - no ale przecież nie kosztem dzieci!
Pani dyrektor ponoć przepraszała i mam nadzieję, że taka dyskryminacja się więcej nie powtórzy.
A co w szkole? A w szkole w tym tygodniu rozpoczęły się dodatkowe zajęcia z angielskiego. Powiadomienie z podaniem terminów dostaliśmy mailem. Zwrócił moją uwagę fakt, że w środę dodatkowy angielski ma być na 6. godzinie lekcyjnej, a wcześniej Wojtek ma 5 normalnych lekcji. A więc - kiedy zje obiad?
Poszłam z tym pytaniem do świetlicy we wtorek rano.
- Nic nie wiem, pracuję na poranną zmianę, proszę przyjść jutro - będzie akurat od rana pani, która zajmie się klasą Wojtka też po południu.
No ok, w środę rano ponownie zastukałam do świetlicy.
- Tak, oczywiście, dzisiaj będzie angielski, o - proszę zobaczyć - tu mam listę dzieci, wszystko jest pod kontrolą. Obiad? No nie wiem.... nie, na przerwie nie, to pewnie po angielskim. No nie wiem jeszcze, ale proszę się nie martwić, dziecko na pewno obiad dostanie. Żeby tylko chciał zjeść, ha ha.
I cóż, oczywiście w środę dziecko wróciło ze szkoły bez obiadu... Podobno pytał po angielskim dwie świetlicowe panie, co z jego obiadem. Jedna powiedziała, że nie wie, a druga, że już za późno, bo już pani z dziećmi poszła. Dodam, że sześciolatki są mocno ubezwłasnowolnione - nie mogą samodzielnie poruszać się po szkole.
A więc w czwartek rano znów odwiedziłam świetlicę. Pani (jakaś inna) przepraszała. Mówiła, że ich sytuacja w środę zaskoczyła, że będą musieli się zgrać z jakąś inną grupą, że na pewno w przyszłym tygodniu wszystko będzie dobrze. Oprócz Wojtka problem dotyczy jeszcze 2 dzieci z klasy, które też chodzą na dodatkowy angielski i na świetlicę. Zobaczymy w środę jak sobie świetlica poradzi...
wtorek, 18 września 2012
Poranki w szkole
Nie mamy póki co problemów z poranną pobudką.
Nie mamy póki co problemów z porannym szykowaniem do wyjścia.
Nie mamy póki co problemów z poranną drogą do szkoły.
Natomiast czuję się nieco zagubiona w porannej procedurze przekazania dziecka pod opiekę wychowawczyni.
Pani najpierw pobiera dzieci ze świetlicy (te, które są przyprowadzane wcześniej i czekają na lekcje na świetlicy), a następnie przychodzi do szatni odebrać dzieci od rodziców.
Dzieci w korytarzu przy szatni oczekują w niezbyt zwartej grupie, przemieszane z rodzicami. Niektóre już witają się z kolegami/koleżankami i zaczynają rozmowy lub nawet przepychanki. Inne (jak Wojtek) raczej trzymają się mamy/taty. Ze względu na przemieszanie z rodzicami, dzieci widoczność mają ograniczoną, nadchodzącej pani nie widzą zupełnie. Pani przychodzi i w zasadzie natychmiast idzie dalej, oczekując, że trzódka za nią podąży. Zazwyczaj nie mówi przy tym nic, a przynajmniej ja nic nie słyszę - ani dzień dobry, ani idziemy, ani pierwsza eee za mną. Czasem mówi coś do rodziców (że rozda dzieciom jakieś informacje na karteczkach do podpisania) i wtedy rodzice próbują dosłyszeć i przepychają się do przodu. A potem pani od razu robi w tył zwrot, i nawet nie sprawdza czy dzieci wszystkie idą. Chyba założenie jest takie, że rodzice mają dopilnować? Ale to wcale proste nie jest, w tłumie łatwo przegapić że "nasza pani" już była i poszła. W pierwszym tygodniu, gdy nie kojarzyłam jeszcze, które z tłoczących się w szatni dzieci to "nasza klasa" i "nasi rodzice", to naprawdę trzeba było się nieźle skupić... Teraz już przynajmniej (w miarę) nie mieszamy się z innymi klasami.
A przecież można inaczej... w poniedziałek na pierwszej lekcji jest religia, i w związku z tym dzieci z szatni odebrała katechetka. Przyszła, zawołała pierwszą eee, przywitała się z dziećmi i rodzicami. Poprosiła dzieci o ustawienie się w parach. Obrzuciła spojrzeniem całą grupę. I dopiero nastąpił przemarsz do sali. Owszem, cała operacja potrwała kilka minut dłużej. Ale komfort - dla mnie - znacznie większy! Chyba, że może tylko ja zauważam różnicę, a dzieciom jest wszystko jedno?
Nie mamy póki co problemów z porannym szykowaniem do wyjścia.
Nie mamy póki co problemów z poranną drogą do szkoły.
Natomiast czuję się nieco zagubiona w porannej procedurze przekazania dziecka pod opiekę wychowawczyni.
Pani najpierw pobiera dzieci ze świetlicy (te, które są przyprowadzane wcześniej i czekają na lekcje na świetlicy), a następnie przychodzi do szatni odebrać dzieci od rodziców.
Dzieci w korytarzu przy szatni oczekują w niezbyt zwartej grupie, przemieszane z rodzicami. Niektóre już witają się z kolegami/koleżankami i zaczynają rozmowy lub nawet przepychanki. Inne (jak Wojtek) raczej trzymają się mamy/taty. Ze względu na przemieszanie z rodzicami, dzieci widoczność mają ograniczoną, nadchodzącej pani nie widzą zupełnie. Pani przychodzi i w zasadzie natychmiast idzie dalej, oczekując, że trzódka za nią podąży. Zazwyczaj nie mówi przy tym nic, a przynajmniej ja nic nie słyszę - ani dzień dobry, ani idziemy, ani pierwsza eee za mną. Czasem mówi coś do rodziców (że rozda dzieciom jakieś informacje na karteczkach do podpisania) i wtedy rodzice próbują dosłyszeć i przepychają się do przodu. A potem pani od razu robi w tył zwrot, i nawet nie sprawdza czy dzieci wszystkie idą. Chyba założenie jest takie, że rodzice mają dopilnować? Ale to wcale proste nie jest, w tłumie łatwo przegapić że "nasza pani" już była i poszła. W pierwszym tygodniu, gdy nie kojarzyłam jeszcze, które z tłoczących się w szatni dzieci to "nasza klasa" i "nasi rodzice", to naprawdę trzeba było się nieźle skupić... Teraz już przynajmniej (w miarę) nie mieszamy się z innymi klasami.
A przecież można inaczej... w poniedziałek na pierwszej lekcji jest religia, i w związku z tym dzieci z szatni odebrała katechetka. Przyszła, zawołała pierwszą eee, przywitała się z dziećmi i rodzicami. Poprosiła dzieci o ustawienie się w parach. Obrzuciła spojrzeniem całą grupę. I dopiero nastąpił przemarsz do sali. Owszem, cała operacja potrwała kilka minut dłużej. Ale komfort - dla mnie - znacznie większy! Chyba, że może tylko ja zauważam różnicę, a dzieciom jest wszystko jedno?
poniedziałek, 17 września 2012
Połowa września
Minęły pierwsze dwa tygodnie pierwszaka w szkole.
My szkołą zachwyceni nie jesteśmy, i Wojtek również raczej nie.
Wojtek niewiele opowiada, więc niewiele wiemy o tym, co się naprawdę w szkole dzieje.
Ze strzępków opowieści Wojtka nie widać, żeby nawiązał jakieś kontakty z kolegami/koleżankami z klasy. Czasem opowiada że ktoś coś powiedział lub zrobił, ale na zasadzie "słyszałem, jak X mówił Y, że...". Martwi mnie to i nie mogę się doczekać jakiegoś pozytywnego sygnału o relacjach z rówieśnikami.
Niepokoi mnie też zachowanie Wojtka rano w szatni. To właściwie jedyny moment kiedy widzę go w szkole. I właśnie rano Wojtek całkowicie odmawia przywitania się z kimkolwiek. Nawet z dziećmi, które same go witają. Nawet z kolegą, którego zna z piłkarskich treningów. Zaczepiony przez jakieś dziecko, chowa się całkiem, wciskając mi buzię w brzuch.
Wojtek domaga się, żeby go po obiedzie odbierać ze świetlicy. Na razie więc M. odbiera go po obiedzie, około 14. Trzeba będzie jednak docelowo jakoś inaczej to ułożyć, nie chcę aby popołudnie Wojtka składało się z siedzenia w domu z M.
Trzy razy w tygodniu Wojtek ma trening piłkarski. Na razie o 16:30 na boisku szkolnym ok 2 km od swojej szkoły (od domu w przeciwnym kierunku), więc odebrany o 14, ma czas żeby w domu zostawić tornister, odrobić lekcje, chwilę odpocząć, coś zjeść, i spokojnie przejść na trening. Jednak już od października grafik i miejsce się zmieni - prawie na pewno będzie to sala gimnastyczna w gimnazjum tuż obok szkoły. Pojawią się też inne zajęcia dodatkowe: szachy, angielski, może coś jeszcze. Plan tygodnia trzeba będzie wtedy ponownie przemyśleć.
Natomiast Adaś na razie całkiem oprotestował odbieranie przez M., woli dłużej zostać w przedszkolu. Ja więc odbieram Adasia około 17:30. Cieszy mnie ten wybór, cieszę się że mu dobrze w przedszkolu. Rozumiem też, że nie chce mu się łazić z M. i Wojtkem na trasie przedszkole-szkoła-trening, woli się spokojnie pobawić.
Wojtek, zapytany co mu się najbardziej podoba w szkole odpowiada:
+ wyjście z klasą na plac zabaw
A co mu się najbardziej nie podoba?
- świetlica
My szkołą zachwyceni nie jesteśmy, i Wojtek również raczej nie.
Wojtek niewiele opowiada, więc niewiele wiemy o tym, co się naprawdę w szkole dzieje.
Ze strzępków opowieści Wojtka nie widać, żeby nawiązał jakieś kontakty z kolegami/koleżankami z klasy. Czasem opowiada że ktoś coś powiedział lub zrobił, ale na zasadzie "słyszałem, jak X mówił Y, że...". Martwi mnie to i nie mogę się doczekać jakiegoś pozytywnego sygnału o relacjach z rówieśnikami.
Niepokoi mnie też zachowanie Wojtka rano w szatni. To właściwie jedyny moment kiedy widzę go w szkole. I właśnie rano Wojtek całkowicie odmawia przywitania się z kimkolwiek. Nawet z dziećmi, które same go witają. Nawet z kolegą, którego zna z piłkarskich treningów. Zaczepiony przez jakieś dziecko, chowa się całkiem, wciskając mi buzię w brzuch.
Wojtek domaga się, żeby go po obiedzie odbierać ze świetlicy. Na razie więc M. odbiera go po obiedzie, około 14. Trzeba będzie jednak docelowo jakoś inaczej to ułożyć, nie chcę aby popołudnie Wojtka składało się z siedzenia w domu z M.
Trzy razy w tygodniu Wojtek ma trening piłkarski. Na razie o 16:30 na boisku szkolnym ok 2 km od swojej szkoły (od domu w przeciwnym kierunku), więc odebrany o 14, ma czas żeby w domu zostawić tornister, odrobić lekcje, chwilę odpocząć, coś zjeść, i spokojnie przejść na trening. Jednak już od października grafik i miejsce się zmieni - prawie na pewno będzie to sala gimnastyczna w gimnazjum tuż obok szkoły. Pojawią się też inne zajęcia dodatkowe: szachy, angielski, może coś jeszcze. Plan tygodnia trzeba będzie wtedy ponownie przemyśleć.
Natomiast Adaś na razie całkiem oprotestował odbieranie przez M., woli dłużej zostać w przedszkolu. Ja więc odbieram Adasia około 17:30. Cieszy mnie ten wybór, cieszę się że mu dobrze w przedszkolu. Rozumiem też, że nie chce mu się łazić z M. i Wojtkem na trasie przedszkole-szkoła-trening, woli się spokojnie pobawić.
Wojtek, zapytany co mu się najbardziej podoba w szkole odpowiada:
+ wyjście z klasą na plac zabaw
A co mu się najbardziej nie podoba?
- świetlica
środa, 5 września 2012
Pierwsze dni
Po pierwszych dwóch dniach lekcji Wojtek wydaje się być raczej zadowolony :)
Wtorek:
- Tato, na pewno chcesz mnie zapytać, czy mam dzisiaj jakieś lekcje do odrabiania!
- Czy masz dzisiaj jakieś lekcje do odrabiania?
- Nie! Bo dziś nie było żadnych zajęć!
...bo wtorek dzieci poświęciły na wycieczkę po szkole i wzajemnie poznawanie. Było robienie wizytówek i jakieś gry ze zgadywaniem swoich imion. Po lekcjach Wojtek miał pierwszy po wakacjach trening piłkarski (okazało się, że chodzi do klasy z kolegą z treningów).
W środę był po raz pierwszy WF - Wojtek był lekko zdegustowany: Tato, WF to było zwykłe wyjście na dwór.
Dziecko zgubiło się w trakcie zajęć świetlicowych - panie wyszły z grupą na plac zabaw, po czym wróciły do sali z niecałą grupą (Wojtek zapatrzył się na starszych chłopców grających w piłkę) - szczegółów tego wydarzenia nie udało nam się ustalić, bo dziecko plącze się w zeznaniach, ale przyznaje, że było mu smutno i może się nawet rozpłakał. Panie ze świetlicy nie wspomniały o tym incydencie przy wydawaniu dziecka.
W środę była też pierwsza praca domowa - pokolorowanie rysunku w zeszycie ćwiczeń. Wojtek zrobił to naprawdę bardzo starannie.
Późnym popołudniem byliśmy na zebraniu klasowym - multum spraw organizacyjnych, multum papierków do wypełnienia/podpisania (fluoryzacja, opieka pielęgniarska, religia, owoce w szkole, mleko w szkole, dane osobowe/adresowe, ...), wybory trójki klasowej. Zebranie trwało w sumie 2,5 godziny!
Sprawy potencjalnie niepokojące:
- ponoć jakie horrendalne sceny dzieją się przy wydawaniu obiadów, szczególnie w tych grupach, które jedzą obiad w czasie przerw. Wojtek na szczęście codziennie ma obiad już po lekcjach, w ramach świetlicy, a dzieci świetlicowe jedzą w trakcie godziny lekcyjnej. Obiady wydawane są na podstawie kartonika, w którym pani zaznacza "iksem" kolejne dni. Po dwóch dniach Wojtek ma na swoim kartonika tylko jeden "iks" - ale chyba obiady zjadł dwa ;)
- trochę bezproduktywnie i bezsensownie dzieci spędzają czas na przerwach. Pani ma dyżur na korytarzu, więc nie mogą zostać w swojej sali. Są zachęcane do siedzenia na ławeczce. Zatem zamiast odrobiny ruchu i relaksu dostają porcję dzikiego hałasu na siedząco...
Wtorek:
- Tato, na pewno chcesz mnie zapytać, czy mam dzisiaj jakieś lekcje do odrabiania!
- Czy masz dzisiaj jakieś lekcje do odrabiania?
- Nie! Bo dziś nie było żadnych zajęć!
...bo wtorek dzieci poświęciły na wycieczkę po szkole i wzajemnie poznawanie. Było robienie wizytówek i jakieś gry ze zgadywaniem swoich imion. Po lekcjach Wojtek miał pierwszy po wakacjach trening piłkarski (okazało się, że chodzi do klasy z kolegą z treningów).
W środę był po raz pierwszy WF - Wojtek był lekko zdegustowany: Tato, WF to było zwykłe wyjście na dwór.
Dziecko zgubiło się w trakcie zajęć świetlicowych - panie wyszły z grupą na plac zabaw, po czym wróciły do sali z niecałą grupą (Wojtek zapatrzył się na starszych chłopców grających w piłkę) - szczegółów tego wydarzenia nie udało nam się ustalić, bo dziecko plącze się w zeznaniach, ale przyznaje, że było mu smutno i może się nawet rozpłakał. Panie ze świetlicy nie wspomniały o tym incydencie przy wydawaniu dziecka.
W środę była też pierwsza praca domowa - pokolorowanie rysunku w zeszycie ćwiczeń. Wojtek zrobił to naprawdę bardzo starannie.
Późnym popołudniem byliśmy na zebraniu klasowym - multum spraw organizacyjnych, multum papierków do wypełnienia/podpisania (fluoryzacja, opieka pielęgniarska, religia, owoce w szkole, mleko w szkole, dane osobowe/adresowe, ...), wybory trójki klasowej. Zebranie trwało w sumie 2,5 godziny!
Sprawy potencjalnie niepokojące:
- ponoć jakie horrendalne sceny dzieją się przy wydawaniu obiadów, szczególnie w tych grupach, które jedzą obiad w czasie przerw. Wojtek na szczęście codziennie ma obiad już po lekcjach, w ramach świetlicy, a dzieci świetlicowe jedzą w trakcie godziny lekcyjnej. Obiady wydawane są na podstawie kartonika, w którym pani zaznacza "iksem" kolejne dni. Po dwóch dniach Wojtek ma na swoim kartonika tylko jeden "iks" - ale chyba obiady zjadł dwa ;)
- trochę bezproduktywnie i bezsensownie dzieci spędzają czas na przerwach. Pani ma dyżur na korytarzu, więc nie mogą zostać w swojej sali. Są zachęcane do siedzenia na ławeczce. Zatem zamiast odrobiny ruchu i relaksu dostają porcję dzikiego hałasu na siedząco...
wtorek, 4 września 2012
Rozpoczęcie roku szkolnego
Rozpoczęcie roku szkolnego za nami.
W poniedziałek pierwszaki miały tylko krótkie spotkanie w swojej klasie z Wychowawczynią. Rano Wojtek kilka razy powtarzał, że już się nie może doczekać.
Wojtek ma w klasie 28 osób, wszystkie dzieciaki siedziały przejęte zerkając na stłoczonych pod ścianami rodziców. Wojtek usiadł w drugiej ławce ("jak to w ławce??? na krześle przecież siedziałem!" - wyjaśnienie tego związku frazeologicznego chwilę nam zajęło).
Pani się przedstawiła, przeczytała listę obecności, podyktowała rodzicom plan lekcji i spis potrzebnych przyborów szkolnych. Spis zaczął się od "oczywiście kupili już Państwo podręcznik...". Oczywiście nie - odpowiedzieli rodzice. Na wstępnym zebraniu w czerwcu odradzano przedwczesny zakup, gdyż są różne podręczniki i dopiero gdy będzie przypisany do klasy wychowawca będzie wiadomo co kupić, a w pierwszym tygodniu września podręczniki na pewno potrzebne nie będą... Oprócz podręczników - długa lista artykułów do prac plastycznych.
Po tym spotkaniu, które trwało niecałą godzinkę, zrobiliśmy obchód szkoły: szatnia (typowa szkolna "klatka" z ławkami i wieszakami), świetlica (osobna dla pierwszaków), stołówka (dłuuuuga kolejka rodziców do wpłat, obeszliśmy kolejkę i po wyjaśnieniu kilku wątpliwości będziemy płacić przelewem). Na koniec zwiedzania odwiedziliśmy nowy plac zabaw przed szkołą - jeszcze formalnie zamknięty, ale pełen dzieci przełażących przez dziurę w płocie - Wojtek oczywiście dołączył.
Po zakończeniu wizyty w szkole Wojtek pytał, dlaczego niektóre dzieci w pierwszej klasie mają 7 lat, a inne 6. I dlaczego on nie mógł jeszcze przez rok chodzić do przedszkola...
Potem czekał nas maraton po sklepach w poszukiwaniu podręczników (3 razy brak) i zakupy reszty wyprawki (chyba wszystko kupiliśmy...). W domu wszystko podpisaliśmy zgodnie z instrukcją. Zestaw do prac plastycznych spakowaliśmy do teczki zgodnie z instrukcją, na szczęście może zostać w klasie. Plecak z zeszytami będzie Wojtek nosić codziennie.
Po południu odebraliśmy Adasia, i zdążyliśmy jeszcze odwiedzić kolejny sklep w poszukiwaniu kapci dla Adasia (brak) i kolejne 2 sklepy w poszukiwaniu podręczników (2 razy brak). Na koniec zapisaliśmy Wojtka do biblioteki.
Późnym popołudniem byłam jeszcze na zebraniu w sprawie świetlicy, ale w sumie niepotrzebnie - żadnych nowości już nie było (był za to dziki tłum rodziców).
Wieczorem dzieciaczki słodko zasnęły, a mnie włączyły się demony z przeszłości... dzień zakończył się więc smutną konstatacją, iż oto dziecię starsze rozpoczęło właśnie dwunastoletni etap koszmaru edukacji szkolnej. Ja wiem, że to nie musi tak być, i że akurat ten nagły selektywny wysyp negatywnych wspomnień to nie jest cała prawda o szkole - ale i tak smutno mi się zrobiło. Mam świadomość, że teraz dziecko nastawione jest do szkoły entuzjastycznie (a przynajmniej do poniedziałku było), ale czeka go jeszcze wiele rozczarowań, być może już wkrótce.
Od wtorku - codziennie do szkoły na 8 rano....
Z niepokojących zachowań - gdy poszliśmy po Adasia, Wojtek kategorycznie odmówił wejścia do swojego przedszkola (??!!), nie chciał się z nikim przywitać. Schował się pod schodami i niemal wpadł w histerię. Nie ruszył się nawet, gdy przybiegł do niego kolega z byłej grupy, ani gdy przyszła się przywitać jego wychowawczyni. Nie i już. Na pytania wychowawczyni (jak Ci się spodobało w szkole?) odpowiadał z uśmiechem (fajnie...), ale wyglądał, jakby miał się rozpłakać.
Musimy teraz uważać, żeby nie wywierać na niego presji pozytywnego myślenia/mówienia o szkole (czy o czymkolwiek). Pytania "jak Ci się podobało" od otoczenia często niestety zawierają oczekiwanie odpowiedzi pozytywnej, i Wojtek chyba to już wyczuwa. (Adaś nie, albo przynajmniej nie ulega tej presji, a może nawet odpowiada na przekór - im bardziej tego typu pytanie sugeruje odpowiedź, tym bardziej Adaś odpowiada odwrotnie.) Taka presja może być bardzo niewygodna dla dziecka, jeśli odpowiedź, której (jak sądzi) oczekuje otoczenie różni się od jego prawdziwych odczuć. To jest trudne, bo naprawdę bardzo bardzo bardzo bym chciała, żeby w szkole było mojemu dziecku dobrze, więc bardzo bardzo bardzo bym chciała słyszeć od niego same zachwyty ;)
Ale trzeba mu też pozwolić na negatywne odczucia i wspólnie się z nimi zmierzyć.
W poniedziałek pierwszaki miały tylko krótkie spotkanie w swojej klasie z Wychowawczynią. Rano Wojtek kilka razy powtarzał, że już się nie może doczekać.
Wojtek ma w klasie 28 osób, wszystkie dzieciaki siedziały przejęte zerkając na stłoczonych pod ścianami rodziców. Wojtek usiadł w drugiej ławce ("jak to w ławce??? na krześle przecież siedziałem!" - wyjaśnienie tego związku frazeologicznego chwilę nam zajęło).
Pani się przedstawiła, przeczytała listę obecności, podyktowała rodzicom plan lekcji i spis potrzebnych przyborów szkolnych. Spis zaczął się od "oczywiście kupili już Państwo podręcznik...". Oczywiście nie - odpowiedzieli rodzice. Na wstępnym zebraniu w czerwcu odradzano przedwczesny zakup, gdyż są różne podręczniki i dopiero gdy będzie przypisany do klasy wychowawca będzie wiadomo co kupić, a w pierwszym tygodniu września podręczniki na pewno potrzebne nie będą... Oprócz podręczników - długa lista artykułów do prac plastycznych.
Po tym spotkaniu, które trwało niecałą godzinkę, zrobiliśmy obchód szkoły: szatnia (typowa szkolna "klatka" z ławkami i wieszakami), świetlica (osobna dla pierwszaków), stołówka (dłuuuuga kolejka rodziców do wpłat, obeszliśmy kolejkę i po wyjaśnieniu kilku wątpliwości będziemy płacić przelewem). Na koniec zwiedzania odwiedziliśmy nowy plac zabaw przed szkołą - jeszcze formalnie zamknięty, ale pełen dzieci przełażących przez dziurę w płocie - Wojtek oczywiście dołączył.
Po zakończeniu wizyty w szkole Wojtek pytał, dlaczego niektóre dzieci w pierwszej klasie mają 7 lat, a inne 6. I dlaczego on nie mógł jeszcze przez rok chodzić do przedszkola...
Potem czekał nas maraton po sklepach w poszukiwaniu podręczników (3 razy brak) i zakupy reszty wyprawki (chyba wszystko kupiliśmy...). W domu wszystko podpisaliśmy zgodnie z instrukcją. Zestaw do prac plastycznych spakowaliśmy do teczki zgodnie z instrukcją, na szczęście może zostać w klasie. Plecak z zeszytami będzie Wojtek nosić codziennie.
Po południu odebraliśmy Adasia, i zdążyliśmy jeszcze odwiedzić kolejny sklep w poszukiwaniu kapci dla Adasia (brak) i kolejne 2 sklepy w poszukiwaniu podręczników (2 razy brak). Na koniec zapisaliśmy Wojtka do biblioteki.
Późnym popołudniem byłam jeszcze na zebraniu w sprawie świetlicy, ale w sumie niepotrzebnie - żadnych nowości już nie było (był za to dziki tłum rodziców).
Wieczorem dzieciaczki słodko zasnęły, a mnie włączyły się demony z przeszłości... dzień zakończył się więc smutną konstatacją, iż oto dziecię starsze rozpoczęło właśnie dwunastoletni etap koszmaru edukacji szkolnej. Ja wiem, że to nie musi tak być, i że akurat ten nagły selektywny wysyp negatywnych wspomnień to nie jest cała prawda o szkole - ale i tak smutno mi się zrobiło. Mam świadomość, że teraz dziecko nastawione jest do szkoły entuzjastycznie (a przynajmniej do poniedziałku było), ale czeka go jeszcze wiele rozczarowań, być może już wkrótce.
Od wtorku - codziennie do szkoły na 8 rano....
Z niepokojących zachowań - gdy poszliśmy po Adasia, Wojtek kategorycznie odmówił wejścia do swojego przedszkola (??!!), nie chciał się z nikim przywitać. Schował się pod schodami i niemal wpadł w histerię. Nie ruszył się nawet, gdy przybiegł do niego kolega z byłej grupy, ani gdy przyszła się przywitać jego wychowawczyni. Nie i już. Na pytania wychowawczyni (jak Ci się spodobało w szkole?) odpowiadał z uśmiechem (fajnie...), ale wyglądał, jakby miał się rozpłakać.
Musimy teraz uważać, żeby nie wywierać na niego presji pozytywnego myślenia/mówienia o szkole (czy o czymkolwiek). Pytania "jak Ci się podobało" od otoczenia często niestety zawierają oczekiwanie odpowiedzi pozytywnej, i Wojtek chyba to już wyczuwa. (Adaś nie, albo przynajmniej nie ulega tej presji, a może nawet odpowiada na przekór - im bardziej tego typu pytanie sugeruje odpowiedź, tym bardziej Adaś odpowiada odwrotnie.) Taka presja może być bardzo niewygodna dla dziecka, jeśli odpowiedź, której (jak sądzi) oczekuje otoczenie różni się od jego prawdziwych odczuć. To jest trudne, bo naprawdę bardzo bardzo bardzo bym chciała, żeby w szkole było mojemu dziecku dobrze, więc bardzo bardzo bardzo bym chciała słyszeć od niego same zachwyty ;)
Ale trzeba mu też pozwolić na negatywne odczucia i wspólnie się z nimi zmierzyć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)