Wojtek od dawna dodaje i odejmuje, w pełni rozumiejąc istotę tych działań. Umie również mnożyć przekładając mnożenie na odpowiednie dodawanie.
Do niedawna pewnym problemem było dzielenie - dla małych (jednocyfrowych) liczb jakoś wyobrażał sobie odpowiedź, dla większych występowała blokada. Zwykle przy działaniach typu 20:4 próbowałam mu pomagać podpowiedzią: wyobraź sobie, że masz 20 jabłek dla 4 dzieci, po ile jabłek dzieci dostaną? Wygląda jednak na to, że takie przedstawienie sprawy w ogóle Wojtkowi nie pomagało.
Któregoś dnia spróbowałam inaczej: wyobraź sobie, że masz 20 jabłek i rozdajesz po 4, dla ilu dzieci wystarczy? I niespodzianka: to odwrócenie sytuacji w 100% zadziałało (chociaż mi wydawało się trudniejsze...). Wojtek odliczył 4-8-12-16-20 i podał odpowiedź: 5. Od tej pory już wie, jak sobie radzić z dzieleniem.
Wojtek nie ma jeszcze do końca wyrobionej intuicji związanej z dzieleniem i mnożeniem - nie zauważył na przykład przemienności mnożenia, stosuje tylko jedną strategię do obliczeń. Z tego względu nie próbujemy jeszcze pokazywać mu tabliczki mnożenia ani zachęcać do jej pamięciowego opanowania. Najpierw chciałabym zobaczyć, że po prostu rozumie te działania.
Pojawiają się pewne sygnały dążenia do takiego zrozumienia. Ostatnio bardzo Wojtka interesuje zagadnienie dzielników danej liczby. Dzielenie jest bowiem nietypowe i fascynujące ;) dwie liczby dodać, odjąć i pomnożyć można zawsze - a podzielić tylko czasem (jeśli "się nie dzieli" to mamy ułamek lub resztę z dzielenia - o tym jeszcze zbyt szczegółowo nie rozmawialiśmy).
Prowadziliśmy więc niedawno taką rozmowę...
- Wojtek, czy 18 dzieli się przez 2?
- ...tak!
- A ile to jest 18 podzielić przez 2?
- 2-4-6-8-10-12-14-16-18, czyli 9
- Bardzo dobrze. A czy 18 dzieli się przez 9?
- 18 przez 9? nie, chyba nie?
No i ponieważ akurat mieliśmy trochę czasu, zaproponowałam sprawdzenie z pomocą klocków. Wojtek wyposażony w garść klocków podzielił 18 klocków na dwie kupki po dziewięć klocków oraz na dziewięć kupek po 2 klocki. Czyli 18 dzieli się przez 2 i przez 9. Wojtek szukał jeszcze innych sposobów podzielenia 18 klocków.
Potem pokazałam dziecku, jak można ułożyć z 18 klocków prostokąt o wymiarach 2x9 - i że można wtedy patrzeć na ten prostokąt jak na 2 rzędy po 9 lub 9 rzędów po 2 - w jednym prostokącie widać dwa dzielniki.
Wojtek układał inne prostokąty z 18 klocków, a potem także z 16 (mamo, czy może być kwadrat?).
Zajęcie wciągnęło go na tyle, że postanowił ułożyć wszystkie możliwe prostokąty dla wszystkich liczb od 15 do 1. Ukazały nam się po drodze liczby pierwsze - dla nich istnieje tylko jeden, taki "wężowaty", prostokąt. Okazało się też, że dla liczby parzystej zawsze można ułożyć prostokąt układając parami, a dla nieparzystych - nie warto nawet próbować.
środa, 5 czerwca 2013
sobota, 25 maja 2013
W szkole tego nie umiemy
Pojawiło się w Wojtka ćwiczeniach zadanie domowe nieco odbiegające od "przerabianego" schematu: Ile nóg razem ma 15 węży? Na wszelki wypadek dodano rysunek węża, żeby było widać, że nóg to zwierzę nie posiada.
Zadanie okazało się budzić kontrowersje wśród dzieci i rodziców - akurat tego dnia było zebranie, mamy dyskutowały o możliwych rozwiązaniach. A więc? no OK, wiadomo, że 15 węży ma 0 nóg. Ale to jest szkoła, nie wystarczy znać wynik. Trzeba jeszcze zapisać we wskazanym miejscu działanie służące obliczeniu tego wyniku.
Wojtek napisał 0+0=0.
- Dlaczego akurat dwa zera dodałeś?
- Mamo, bo wszystkie by się tu nie zmieściły - zobacz tutaj miałem do obliczenia nogi pięciu strusi i te pięć dwójek ledwo się zmieściło, tak na styk.
- No dobra, ale może to można innym działaniem zapisać? Jak to obliczyłeś, dodawałeś 0+0+0... i tak dalej 15 zer?
- No nie.... inne działanie? ...15-15 ...nie to bez sensu, prawda mamo?
- No tak, odejmowanie tu raczej nie pasuje. Coś jeszcze innego.
- No 15 razy 0, ale mamo my jeszcze mnożenia nie znamy.
- No ale Ty przecież znasz.
- ???? No znam...
- No to jak znasz, to możesz to wykorzystać. Nie musisz zawsze działać tylko tak jak się uczysz w szkole - jak umiesz inaczej, to korzystaj!
Wojtka bardzo zdziwiła ta sugestia.
Działanie zmienił na 15*0 = 0.
Następnego dnia Wojtek mówił, że inni koledzy napisali 0+0+0+0+... (itd. 15 zer) = 0, upchnięte gdzieś w innym niż wyznaczone w książce miejscu, albo tylko sam wynik bez działania. A pani do tego zadania się w ogóle nie odniosła... dzieci zostały więc z tym, co wymyśliły same albo z pomocą zakłopotanych rodziców ;)
Planuję zwalczać wszelkie przejawy podejścia "w szkole tego nie umiemy" i wszelkie inne próby ogłupiania dziecka. Tak więc - Wojtek ma zalecone korzystać także w szkole z całej wiedzy, jaką posiada.
Zadanie okazało się budzić kontrowersje wśród dzieci i rodziców - akurat tego dnia było zebranie, mamy dyskutowały o możliwych rozwiązaniach. A więc? no OK, wiadomo, że 15 węży ma 0 nóg. Ale to jest szkoła, nie wystarczy znać wynik. Trzeba jeszcze zapisać we wskazanym miejscu działanie służące obliczeniu tego wyniku.
Wojtek napisał 0+0=0.
- Dlaczego akurat dwa zera dodałeś?
- Mamo, bo wszystkie by się tu nie zmieściły - zobacz tutaj miałem do obliczenia nogi pięciu strusi i te pięć dwójek ledwo się zmieściło, tak na styk.
- No dobra, ale może to można innym działaniem zapisać? Jak to obliczyłeś, dodawałeś 0+0+0... i tak dalej 15 zer?
- No nie.... inne działanie? ...15-15 ...nie to bez sensu, prawda mamo?
- No tak, odejmowanie tu raczej nie pasuje. Coś jeszcze innego.
- No 15 razy 0, ale mamo my jeszcze mnożenia nie znamy.
- No ale Ty przecież znasz.
- ???? No znam...
- No to jak znasz, to możesz to wykorzystać. Nie musisz zawsze działać tylko tak jak się uczysz w szkole - jak umiesz inaczej, to korzystaj!
Wojtka bardzo zdziwiła ta sugestia.
Działanie zmienił na 15*0 = 0.
Następnego dnia Wojtek mówił, że inni koledzy napisali 0+0+0+0+... (itd. 15 zer) = 0, upchnięte gdzieś w innym niż wyznaczone w książce miejscu, albo tylko sam wynik bez działania. A pani do tego zadania się w ogóle nie odniosła... dzieci zostały więc z tym, co wymyśliły same albo z pomocą zakłopotanych rodziców ;)
Planuję zwalczać wszelkie przejawy podejścia "w szkole tego nie umiemy" i wszelkie inne próby ogłupiania dziecka. Tak więc - Wojtek ma zalecone korzystać także w szkole z całej wiedzy, jaką posiada.
piątek, 10 maja 2013
Matematyka z zapałek
Jest wiele zadań matematycznych wykorzystujących zapałki. Ostatnio spróbowałam pokazać takie zadania dzieciom.
1) Przełóż dwie zapałki tak, by otrzymać kwadrat.
2) Przełóż dwie zapałki tak, by otrzymać dwa kwadraty.
3) Ułóż 5 kwadratów z 6 zapałek.
4) Ułóż 2 trójkąty z 5 zapałek.
5) Ułóż 3 kwadraty z 9 zapałek.
6) Ułóż 3 kwadraty z 8 zapałek.
Zadania obu chłopcom bardzo się spodobały.
Działaliśmy w ten sposób, że najpierw zadanie rozwiązywał Adaś, a potem Wojtek. Adaś był baaardzo dumny, że udało mu się sprawnie znaleźć rozwiązanie zadań 1, 2, 3 i 4. Naprawdę dobrze mu to wyszło, bez podpowiedzi! Bardzo też pilnował, żeby Wojtek nie podglądał rozwiązania ;)
Wojtek oczywiście z tymi czterema zadaniami też sobie poradził.
Zadanie 5. i 6. są trudniejsze i rozwiązywaliśmy je wspólnie metodą burzy mózgów. Ostatecznie wymagały podpowiedzi, ani Adaś ani Wojtek nie wpadli samodzielnie na prawidłowe rozwiązanie.
Wojtek, zaznajomiony z liczbami rzymskimi, dostał jeszcze takie zadanie:
7) Przełóż jedną zapałkę tak, by otrzymać prawdziwą równość:
7a rozwiązał samodzielnie (zresztą istnieje kilka rozwiązań). 7b wymagało podpowiedzi, ale ostatecznie też się udało znaleźć rozwiązanie.
Zadania rozwiązywaliśmy wczoraj wieczorem, a dzisiaj rano wstali żądając więcej - muszę więc przygotować jakiś dalszy ciąg :)
1) Przełóż dwie zapałki tak, by otrzymać kwadrat.
2) Przełóż dwie zapałki tak, by otrzymać dwa kwadraty.
![]() |
| Rysunek do zadania 1 i 2 - początkowy układ zapałek |
4) Ułóż 2 trójkąty z 5 zapałek.
5) Ułóż 3 kwadraty z 9 zapałek.
6) Ułóż 3 kwadraty z 8 zapałek.
Zadania obu chłopcom bardzo się spodobały.
Działaliśmy w ten sposób, że najpierw zadanie rozwiązywał Adaś, a potem Wojtek. Adaś był baaardzo dumny, że udało mu się sprawnie znaleźć rozwiązanie zadań 1, 2, 3 i 4. Naprawdę dobrze mu to wyszło, bez podpowiedzi! Bardzo też pilnował, żeby Wojtek nie podglądał rozwiązania ;)
Wojtek oczywiście z tymi czterema zadaniami też sobie poradził.
Zadanie 5. i 6. są trudniejsze i rozwiązywaliśmy je wspólnie metodą burzy mózgów. Ostatecznie wymagały podpowiedzi, ani Adaś ani Wojtek nie wpadli samodzielnie na prawidłowe rozwiązanie.
Wojtek, zaznajomiony z liczbami rzymskimi, dostał jeszcze takie zadanie:
7) Przełóż jedną zapałkę tak, by otrzymać prawdziwą równość:
a) IV + I = VII
b) II - V = III
7a rozwiązał samodzielnie (zresztą istnieje kilka rozwiązań). 7b wymagało podpowiedzi, ale ostatecznie też się udało znaleźć rozwiązanie.
Zadania rozwiązywaliśmy wczoraj wieczorem, a dzisiaj rano wstali żądając więcej - muszę więc przygotować jakiś dalszy ciąg :)
Naczynia połączone - na papierze
Po kąpielowych zabawach w nalewanie i przelewanie wody za pomocą różnych naczyń, chciałam sprawdzić jak dzieci radzą sobie z przełożeniem poznanych zjawisk na zadanie na papierze.
Przygotowałam takie zadanie: mamy tyle wody, ile widać na rysunku (niebieski prostokąt). Nalewamy tę wodę do naczynia (a) - strzałka pokazuje którędy nalewamy. Pokaż (kolorując naczynie), jak będzie wyglądać woda po nalaniu do naczynia.
Adaś z przykładem (a) sobie nie poradził: najpierw pokolorował całe naczynie, po różnych podpowiedziach ograniczył ilość wody w naczyniu do 12 kratek, ale powierzchnia wody bynajmniej nie była pozioma - jakieś schodki mu wyszły ;) Nie był też przekonany do moich tłumaczeń. Nie kontynuowaliśmy już z innymi przykładami.
Wojtek przykład (a) zrobił bez problemu - sam wpadł na to, że ilość wody można policzyć licząc kratki i że w naczyniu powinno być tyle samo. Dostał więc kolejne przykłady: (b) i (c). Poradził sobie bez trudu z U-rurką (zaznaczył jednakowy poziom wody w obu ramionach, zachowując właściwą ilość wody) oraz z krzywymi ściankami (dobrze policzył niepełne kratki by razem było 12 i by poziom wody był poziomy).
Pierwotnie planowałam na tym zakończyć, ale Wojtkowi się spodobało i męczył mnie o dalsze przykłady :) Powstały więc jeszcze kolejne naczynia widoczne na rysunku. Z tych przykładów nieoczywiste okazało się dla Wojtka naczynie (h) i (j). Tutaj trzeba sobie wyobrazić jak woda będzie się nalewać, a nie tylko rysować od dołu do zapełnienia 12 kratek, co Wojtek stosował początkowo. Mieliśmy więc pewną dyskusję :) ale ostatecznie doszliśmy do porozumienia jak będzie wyglądać stan końcowy.
Przygotowałam takie zadanie: mamy tyle wody, ile widać na rysunku (niebieski prostokąt). Nalewamy tę wodę do naczynia (a) - strzałka pokazuje którędy nalewamy. Pokaż (kolorując naczynie), jak będzie wyglądać woda po nalaniu do naczynia.
Adaś z przykładem (a) sobie nie poradził: najpierw pokolorował całe naczynie, po różnych podpowiedziach ograniczył ilość wody w naczyniu do 12 kratek, ale powierzchnia wody bynajmniej nie była pozioma - jakieś schodki mu wyszły ;) Nie był też przekonany do moich tłumaczeń. Nie kontynuowaliśmy już z innymi przykładami.
Wojtek przykład (a) zrobił bez problemu - sam wpadł na to, że ilość wody można policzyć licząc kratki i że w naczyniu powinno być tyle samo. Dostał więc kolejne przykłady: (b) i (c). Poradził sobie bez trudu z U-rurką (zaznaczył jednakowy poziom wody w obu ramionach, zachowując właściwą ilość wody) oraz z krzywymi ściankami (dobrze policzył niepełne kratki by razem było 12 i by poziom wody był poziomy).
Pierwotnie planowałam na tym zakończyć, ale Wojtkowi się spodobało i męczył mnie o dalsze przykłady :) Powstały więc jeszcze kolejne naczynia widoczne na rysunku. Z tych przykładów nieoczywiste okazało się dla Wojtka naczynie (h) i (j). Tutaj trzeba sobie wyobrazić jak woda będzie się nalewać, a nie tylko rysować od dołu do zapełnienia 12 kratek, co Wojtek stosował początkowo. Mieliśmy więc pewną dyskusję :) ale ostatecznie doszliśmy do porozumienia jak będzie wyglądać stan końcowy.
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Legografia
A gdy Wojtek grał w szachy, z Adasiem zbudowaliśmy... LegoPolskę :)
Najfajniesze okazały się góry :)
Najfajniesze okazały się góry :)
niedziela, 21 kwietnia 2013
V kategoria
Wydarzeniem weekendu jest zdobycie przez Wojtka V kategorii szachowej.
V kategoria to pierwszy (najniższy) tytuł klasyfikacyjny Polskiego Związku Szachowego.
Zasady przyznawania kategorii szachowych dopiero zgłębiamy. Cały regulamin klasyfikacyjny PZSzach jest tutaj. W brydżu sportowym chyba wygląda to prościej. Chociaż w sumie... regulamin klasyfikacyjny PZBS jest podobnej długości i też zawiera tajemnicze tabelki ;), więc pewnie po prostu do naszego brydżowego świata już się przyzwyczailiśmy.
Na razie wiemy tyle:
W Wojtka grupie wiekowej (rocznik 2006 i młodsi) niemal połowa dzieciaków startujących w turniejach ma już kategorię: najczęściej V, jest trochę IV, sporadycznie zdarzają się nawet III.
W zeszłym tygodniu Wojtek brał udział w turnieju w grupie wiekowej do lat 7 (rocznik 2006 i młodsi). Turniej był za długi (7 partii) i za szybki (P15), więc nie pozwalał na zdobycie żadnej kategorii. Na 86 startujących chłopców, 34 miało już kategorię. Wojtuś uzyskał świetny w porównaniu z poprzednimi występami wynik: wygrał 3 partie (z dwoma zawodnikami z V kategorią i jednym bez kategorii), zremisował 1 (z V kategorią), przegrał 3 (z dwoma zawodnikami z IV kategorią i jednym z V). W sumie uzyskany wynik 3,5 punktu dał miejsce 39.
Wczoraj ponownie Wojtek wybrał się na turniej, w tej samej grupie wiekowej. Tym razem było to 6 partii P30, można więc było zdobyć kategorię V, a nawet IV. Przed rozpoczęciem zawodów sędzia ogłosił, że prawdopodobnie do zdobycia V kategorii potrzebne będzie 3,5 punktu, a do zdobycia IV 4,5 lub 5 punktów (zależnie od klasy przeciwników, z którymi będzie się grać). Tym razem startowało 55 chłopców, w tym 21 z kategorią.
Wojtek wygrał 3 partie (dwa razy z przeciwnikiem bez kategorii, 1 raz z V), 1 zremisował (z V), 2 partie przegrał (z IV i V). Ten wynik - 3,5 punktu - dał mu 19 miejsce w turnieju, ale jednocześnie dał V kategorię!
Nie było to łatwe. Przed ostatnią rundą Wojtek miał 2,5 punktu. Gdy siadał do ostatniej partii, Tomek powiedział:
- Wojtek, masz 2,5 punktu i nie masz kategorii. Twój przeciwnik też ma 2,5 punktu i nie ma kategorii. Ten z Was, który wygra tę partię, zdobędzie V kategorię.
Ta motywacja okazała się bardzo silna - Wojtek się skoncentrował, walczył i wygrał. Brawo, Synku!
Wojtuś osiągnięty sukces baaardzo mocno przeżywa. Wczoraj do końca dnia temat szachów dominował. Po powrocie do domu Wojtek zażądał przede wszystkim... grania w szachy ;) No więc rozegraliśmy jeszcze jedną pełną partię (mama się słabo skoncentrowała, tata podpowiedział dziecku jeden ruch i... ups, mama przegrała z własnym dzieckiem :)) i kilka końcówek. Wieczorem rozemocjonowany Wojtek zasnął dopiero po 21:30. Dziś rano... wstał i przeciągnął się ze słowami "aaach, piąąąąąta kategooooria". A potem pytał, czy można kolejne kategorie zdobyć w domu grając z rodzicami ;) Wytłumaczyliśmy, że niestety nie - potrzebny jest oficjalny turniej, z sędzią i zegarami.
Na majówkę planujemy wyjazd na turniej szachowy do Poronina (ponownie do lat 7) - Wojtek odlicza dni!
V kategoria to pierwszy (najniższy) tytuł klasyfikacyjny Polskiego Związku Szachowego.
Zasady przyznawania kategorii szachowych dopiero zgłębiamy. Cały regulamin klasyfikacyjny PZSzach jest tutaj. W brydżu sportowym chyba wygląda to prościej. Chociaż w sumie... regulamin klasyfikacyjny PZBS jest podobnej długości i też zawiera tajemnicze tabelki ;), więc pewnie po prostu do naszego brydżowego świata już się przyzwyczailiśmy.
Na razie wiemy tyle:
- Kategorię szachową zdobywa w czasie jednych zawodów, osiągając w nich odpowiedni wynik (w brydżu: ciułamy "małe punkciki" z wielu turniejów, ich łączna liczba po przekroczeniu ustalonych progów daje tytuł klasyfikacyjny).
- Najniższa kategoria to V, potem jest IV, III, II, I, K, M i kategorie międzynarodowe. Są też chyba jakieś kategorie pośrednie (II+, I+).
- Liczy się przede wszystkim liczba wygranych partii w danych zawodach (w brydżu: miejsce zajęte w turnieju). Lepsza jest jedna wygrana i jedna przegrana niż dwa remisy.
- To, jakie kategorie można zdobyć w danym turnieju, zależy od jego rangi i parametrów. A więc na przykład, aby na turnieju można było zdobyć kategorię V lub IV, musi to być turniej:
- nie za długi (maksymalnie 6 partii na dzień),
- nie za krótki (łącznie co najmniej 6 partii w turnieju),
- nie za szybki (co najmniej P30, czyli co najmniej 30 minut dla zawodnika na partię).
Dla III i kolejnych kategorii wymagania są większe. - Jakoś istotny dla uzyskania kategorii jest też średni ranking uczestników turnieju i ranking bezpośrednich przeciwników, z którymi się gra/wygrywa.
- Kategorie uzyskuje się bezterminowo, tzn obowiązuje dożywotnio najwyższa zdobyta kiedykolwiek.
- Oprócz kategorii są też punkty rankingowe krajowe i międzynarodowe, ale jeszcze nie mamy pojęcia jak to się liczy.
W Wojtka grupie wiekowej (rocznik 2006 i młodsi) niemal połowa dzieciaków startujących w turniejach ma już kategorię: najczęściej V, jest trochę IV, sporadycznie zdarzają się nawet III.
W zeszłym tygodniu Wojtek brał udział w turnieju w grupie wiekowej do lat 7 (rocznik 2006 i młodsi). Turniej był za długi (7 partii) i za szybki (P15), więc nie pozwalał na zdobycie żadnej kategorii. Na 86 startujących chłopców, 34 miało już kategorię. Wojtuś uzyskał świetny w porównaniu z poprzednimi występami wynik: wygrał 3 partie (z dwoma zawodnikami z V kategorią i jednym bez kategorii), zremisował 1 (z V kategorią), przegrał 3 (z dwoma zawodnikami z IV kategorią i jednym z V). W sumie uzyskany wynik 3,5 punktu dał miejsce 39.
Wczoraj ponownie Wojtek wybrał się na turniej, w tej samej grupie wiekowej. Tym razem było to 6 partii P30, można więc było zdobyć kategorię V, a nawet IV. Przed rozpoczęciem zawodów sędzia ogłosił, że prawdopodobnie do zdobycia V kategorii potrzebne będzie 3,5 punktu, a do zdobycia IV 4,5 lub 5 punktów (zależnie od klasy przeciwników, z którymi będzie się grać). Tym razem startowało 55 chłopców, w tym 21 z kategorią.
Wojtek wygrał 3 partie (dwa razy z przeciwnikiem bez kategorii, 1 raz z V), 1 zremisował (z V), 2 partie przegrał (z IV i V). Ten wynik - 3,5 punktu - dał mu 19 miejsce w turnieju, ale jednocześnie dał V kategorię!
Nie było to łatwe. Przed ostatnią rundą Wojtek miał 2,5 punktu. Gdy siadał do ostatniej partii, Tomek powiedział:
- Wojtek, masz 2,5 punktu i nie masz kategorii. Twój przeciwnik też ma 2,5 punktu i nie ma kategorii. Ten z Was, który wygra tę partię, zdobędzie V kategorię.
Ta motywacja okazała się bardzo silna - Wojtek się skoncentrował, walczył i wygrał. Brawo, Synku!
Wojtuś osiągnięty sukces baaardzo mocno przeżywa. Wczoraj do końca dnia temat szachów dominował. Po powrocie do domu Wojtek zażądał przede wszystkim... grania w szachy ;) No więc rozegraliśmy jeszcze jedną pełną partię (mama się słabo skoncentrowała, tata podpowiedział dziecku jeden ruch i... ups, mama przegrała z własnym dzieckiem :)) i kilka końcówek. Wieczorem rozemocjonowany Wojtek zasnął dopiero po 21:30. Dziś rano... wstał i przeciągnął się ze słowami "aaach, piąąąąąta kategooooria". A potem pytał, czy można kolejne kategorie zdobyć w domu grając z rodzicami ;) Wytłumaczyliśmy, że niestety nie - potrzebny jest oficjalny turniej, z sędzią i zegarami.
Na majówkę planujemy wyjazd na turniej szachowy do Poronina (ponownie do lat 7) - Wojtek odlicza dni!
piątek, 19 kwietnia 2013
Zabawy w wannie
W wannie dzieciom niemal zawsze towarzyszą różne kubki, sitka, rurki, strzykawki. Często coś przelewają (lub rozlewają :P).
Kilka dni temu przy okazji kąpieli pokazywałam dzieciom, jak można przelać wodę z jednego kubka do drugiego za pomocą gumowej rurki, budując układ naczyń połączonych. Przelewaliśmy w tę i z powrotem zmieniając położenie kubków względem siebie. Pokazywałam, że warunkiem jest, żeby rurka łącząca kubki była wypełniona wodą - pusta rurka "nie działała".
Dzisiaj w wannie dzieci dostały zadanie sprawdzające, ile zapamiętały z tej zabawy. Nalałam wody do plastikowego pojemnika, postawiłam na brzegu wanny.
- Spróbujcie opróżnić pojemnik nie przechylając go.
- Można kubkiem wylać - zauważył Wojtek.
- Można. A bez kubka?
- Ja wiem. Można rurką, ale pełną wody! - to pomysł Adasia (o to chodziło!).
- Pokażesz nam Adasiu, jak chciałbyś to zrobić?
Adaś poradził sobie znakomicie: nalał wody do rurki tak jak to robiliśmy poprzednio, zatkał palcami oba końce, jeden koniec zanurzył w pojemniku, drugi spuścił do wanny i odetkał. Lało się pięknie ;)
- Dobrze sobie poradziłeś Adasiu!
- Ja mam jeszcze inny pomysł! Może być też pusta rurka!
- Pusta rurka? OK, nalejmy jeszcze raz wodę do pojemnika... pokaż, Wojtek!
Wojtek włożył jeden koniec rurki do pudełka, a drugi... do buzi, i zassał! Najbardziej się zdziwił, gdy oderwał się od rurki, żeby wypluć wodę z buzi - okazało się, że rurka wypełniła się wodą i dalej leci już samo tak jak w wariancie Adasiowym.
- No nieźle to wymyśliłeś!
- Mamo, hehe, mam jeszcze taki głupi pomysł!
- Hmm, głupi? No trudno, pokaż...
Tym razem Wojtek również włożył rurkę jednym końcem do wody w pudełu, a drugim do ust - i zaczął dmuchać ;) Woda miała się wychlapać, ale nie był to zbyt efektywny sposób.
Na koniec dzieci zademonstrowały jeszcze inne pomysły: można strzykawką (Adaś), można wychlapać ręką (Wojtek), można wychlapać sitkiem (Adaś)...
Kilka dni temu przy okazji kąpieli pokazywałam dzieciom, jak można przelać wodę z jednego kubka do drugiego za pomocą gumowej rurki, budując układ naczyń połączonych. Przelewaliśmy w tę i z powrotem zmieniając położenie kubków względem siebie. Pokazywałam, że warunkiem jest, żeby rurka łącząca kubki była wypełniona wodą - pusta rurka "nie działała".
Dzisiaj w wannie dzieci dostały zadanie sprawdzające, ile zapamiętały z tej zabawy. Nalałam wody do plastikowego pojemnika, postawiłam na brzegu wanny.
- Spróbujcie opróżnić pojemnik nie przechylając go.
- Można kubkiem wylać - zauważył Wojtek.
- Można. A bez kubka?
- Ja wiem. Można rurką, ale pełną wody! - to pomysł Adasia (o to chodziło!).
- Pokażesz nam Adasiu, jak chciałbyś to zrobić?
Adaś poradził sobie znakomicie: nalał wody do rurki tak jak to robiliśmy poprzednio, zatkał palcami oba końce, jeden koniec zanurzył w pojemniku, drugi spuścił do wanny i odetkał. Lało się pięknie ;)
- Dobrze sobie poradziłeś Adasiu!
- Ja mam jeszcze inny pomysł! Może być też pusta rurka!
- Pusta rurka? OK, nalejmy jeszcze raz wodę do pojemnika... pokaż, Wojtek!
Wojtek włożył jeden koniec rurki do pudełka, a drugi... do buzi, i zassał! Najbardziej się zdziwił, gdy oderwał się od rurki, żeby wypluć wodę z buzi - okazało się, że rurka wypełniła się wodą i dalej leci już samo tak jak w wariancie Adasiowym.
- No nieźle to wymyśliłeś!
- Mamo, hehe, mam jeszcze taki głupi pomysł!
- Hmm, głupi? No trudno, pokaż...
Tym razem Wojtek również włożył rurkę jednym końcem do wody w pudełu, a drugim do ust - i zaczął dmuchać ;) Woda miała się wychlapać, ale nie był to zbyt efektywny sposób.
Na koniec dzieci zademonstrowały jeszcze inne pomysły: można strzykawką (Adaś), można wychlapać ręką (Wojtek), można wychlapać sitkiem (Adaś)...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




