Nasze dzieci uwielbiają wszelkie urządzenia "z ekranikiem". Do tej pory komputery kojarzyły im się jednak wyłącznie z grami. Postanowiliśmy trochę to zmienić i pokazać dzieciom różne inne aktywności z komputerem. Chcemy pobawić się z nimi w programowanie, w wyszukiwanie różnych informacji potrzebnych np. do nauki w szkole.
Na początek: Blockly. Jest to proste graficzne środowisko programowania stworzone przez Google. Można znaleźć w sieci różne zadania i zabawy przygotowane w oparciu o Blockly. My zaczęliśmy od programowania ludzika szukającego wyjścia z labiryntu: labirynt blockly.
Zabawa polega na układaniu ciągu instrukcji dla ludzika, przedstawionych jako pasujące do siebie klocki. Celem jest doprowadzenie ludzika do wyjścia z labiryntu. Po ułożeniu programu można go uruchomić i sprawdzić jak działa. Pierwsze zadania polegają na prostym składaniu kolejnych poleceń: "idź naprzód", "skręć w prawo/lewo". Później pojawiają się także pętle i instrukcje warunkowe - czyli podstawowe konstrukcje języka programowania.
Ta zabawa bardzo szybko chłopców wciągnęła - rozwiązali wspólnie 9 z 10 zadań. Ostatnie jest trudniejsze, musi jeszcze
trochę poczekać - na pewno do niego wrócimy.
Polecamy labirynt blockly!
czwartek, 15 maja 2014
czwartek, 17 kwietnia 2014
Kiełbasa Mnicha
Przy okazji cotygodniowych zakupów chłopcy kupili z tatą kiełbasę. "Kiełbasa Mnicha" się nazywała.
- Mamo, mamo, tata kupił kiełbasę michę!
- Jaką kiełbasę?
- No michę.
- Nie michę, tylko mnicha!
- Aha, mnicha!
...
- Mamo, poproszą kanapkę z kiełbasą michą.
- Nie michą tylko mnicha.
- Z kiełbasą mnichą. Poproszę.
- Mówi się "z kiełbasą mnicha". Wiecie kto to jest mnich?
- Mnich? To kiełbasa??
- Nie
- Wędlina?
- Nie, mnich to inaczej zakonnik. Wiecie kto to jest zakonnik?
- Coś z koniem. Jeździ na koniu??
- No nie... a zakonnica?
- Woźnica?
- Niezupełnie... - i tu musiał nastąpić wykład poszerzający słownictwo i wiedzę o świecie, wraz z prezentacją wyguglanych obrazków. Okazało się, że jednak widzieli już kiedyś w życiu zakonnicę. Związek mnicha z kiełbasą pozostał jednak niejasny ;)
- Mamo, mamo, tata kupił kiełbasę michę!
- Jaką kiełbasę?
- No michę.
- Nie michę, tylko mnicha!
- Aha, mnicha!
...
- Mamo, poproszą kanapkę z kiełbasą michą.
- Nie michą tylko mnicha.
- Z kiełbasą mnichą. Poproszę.
- Mówi się "z kiełbasą mnicha". Wiecie kto to jest mnich?
- Mnich? To kiełbasa??
- Nie
- Wędlina?
- Nie, mnich to inaczej zakonnik. Wiecie kto to jest zakonnik?
- Coś z koniem. Jeździ na koniu??
- No nie... a zakonnica?
- Woźnica?
- Niezupełnie... - i tu musiał nastąpić wykład poszerzający słownictwo i wiedzę o świecie, wraz z prezentacją wyguglanych obrazków. Okazało się, że jednak widzieli już kiedyś w życiu zakonnicę. Związek mnicha z kiełbasą pozostał jednak niejasny ;)
środa, 16 kwietnia 2014
Młodszy szachista
W ostatnich miesiącach zupełnie niepodziewanie wyrósł nam w domu młodszy szachista!
Adaś od jesieni ma szachy w przedszkolu. Gra coraz lepiej i coraz częściej... ostatnio niemal nie rozstaje się z szachownicą :) Gra przed śniadaniem, gra po kolacji; z tatą, z Wojtkiem, z mamą. Już dwa razy zaskoczył Wojtka i z nim wygrał! Do tego gra z komputerem (na najniższym poziomie prawie zawsze wygrywa, na wyższych jeszcze nie) i rozwiązuje zadania szachowe z książeczek.
Adaś zaliczył już dwa pierwsze turnieje. W marcu pojechał z tatą i Wojtkiem na turniej otwarty o IV i V kategorię. Z pięciu partii cztery przegrał, jedną zremisował - i wrócił bardzo dumny :) W tym samym turnieju tata postanowił wyrobić normę na IV kategorię - zaliczył cztery zwycięstwa i jeden remis, wygrywając turniej i zdobywając IV kategorię. Wojtek grał w tym czasie w turnieju "dla zaawansowanych" - o III i II kategorię - ale tu jeszcze mu sporo brakuje do celu.
W ostatni weekend odbyły się Mistrzostwa Mazowsza Przedszkolaków - akurat dla rocznika Adasia. Wynik uzyskał naprawdę dobry: 4 zwycięstwa i 1 remis (na 7 partii). W sumie dało to miejsce 5. W tym samym turnieju Adasia kolega z grupy zajął miejsce 4 (5 wygranych).
Dla Adasia był to bardzo udany dzień :)
A mnie ponownie zdumiewa, jak taki mały ktoś znienacka zaczyna sobie radzić w nowej dziedzinie. Analizuje, rozumie. Bez trudu odnalazł się w turniejowych warunkach: wyznaczone miejsce, nieznany przeciwnik, zegar szachowy, sędzia, któremu trzeba zgłaszać nieprawidłowe ruchy przeciwnika. A wszystko z pewnością i spokojem!
Adaś od jesieni ma szachy w przedszkolu. Gra coraz lepiej i coraz częściej... ostatnio niemal nie rozstaje się z szachownicą :) Gra przed śniadaniem, gra po kolacji; z tatą, z Wojtkiem, z mamą. Już dwa razy zaskoczył Wojtka i z nim wygrał! Do tego gra z komputerem (na najniższym poziomie prawie zawsze wygrywa, na wyższych jeszcze nie) i rozwiązuje zadania szachowe z książeczek.
Adaś zaliczył już dwa pierwsze turnieje. W marcu pojechał z tatą i Wojtkiem na turniej otwarty o IV i V kategorię. Z pięciu partii cztery przegrał, jedną zremisował - i wrócił bardzo dumny :) W tym samym turnieju tata postanowił wyrobić normę na IV kategorię - zaliczył cztery zwycięstwa i jeden remis, wygrywając turniej i zdobywając IV kategorię. Wojtek grał w tym czasie w turnieju "dla zaawansowanych" - o III i II kategorię - ale tu jeszcze mu sporo brakuje do celu.
W ostatni weekend odbyły się Mistrzostwa Mazowsza Przedszkolaków - akurat dla rocznika Adasia. Wynik uzyskał naprawdę dobry: 4 zwycięstwa i 1 remis (na 7 partii). W sumie dało to miejsce 5. W tym samym turnieju Adasia kolega z grupy zajął miejsce 4 (5 wygranych).
Dla Adasia był to bardzo udany dzień :)
A mnie ponownie zdumiewa, jak taki mały ktoś znienacka zaczyna sobie radzić w nowej dziedzinie. Analizuje, rozumie. Bez trudu odnalazł się w turniejowych warunkach: wyznaczone miejsce, nieznany przeciwnik, zegar szachowy, sędzia, któremu trzeba zgłaszać nieprawidłowe ruchy przeciwnika. A wszystko z pewnością i spokojem!
wtorek, 15 kwietnia 2014
Wiosenne zmiany
Zima minęła nie wiadomo kiedy :)
Dawno nic nie pisałam, ale teraz pojawi się kilka notek, bo tematów się nazbierało.
Przede wszystkim, u nas zmiany, do których dojrzewaliśmy kilka miesięcy: zmieniamy szkołę dzieci. Szkoła publiczna niestety nie spełniła naszych oczekiwań. Główny powód: Wojtek się nudzi, a szkoły to nie interesuje. Wybraliśmy tym razem szkołę niepubliczną - zobaczymy, czy istotnie wyższe koszty okażą się dobrą inwestycją...
Wojtek pójdzie do nowej klasy już od maja. Początkowo ostro protestował przeciwko temu pomysłowi. Powody oczywiste - tu koledzy, znane, już oswojone otoczenie. A tam - obcy ludzie i obcy teren. Na szczęście w ostatnim miesiącu w ramach adaptacji spędził z przyszłą nową klasą trzy dni i to "nowe" nie jest już tak abstrakcyjne i przerażające :) Wydaje nam się, że Wojtek ma już z grubsza temat przepracowany, choć pewnie na początku maja jeszcze czeka nas kryzys....
Adaś dołączy do tej samej szkoły od września. Jako pierwszoklasista :) Adaś do nowej szkoły podchodzi z entuzjazmem, bo okazało się, że będzie w klasie razem z jeszcze trzema koleżankami i jednym kolegą z grupy przedszkolnej. Bardzo go to cieszy :)
Dawno nic nie pisałam, ale teraz pojawi się kilka notek, bo tematów się nazbierało.
Przede wszystkim, u nas zmiany, do których dojrzewaliśmy kilka miesięcy: zmieniamy szkołę dzieci. Szkoła publiczna niestety nie spełniła naszych oczekiwań. Główny powód: Wojtek się nudzi, a szkoły to nie interesuje. Wybraliśmy tym razem szkołę niepubliczną - zobaczymy, czy istotnie wyższe koszty okażą się dobrą inwestycją...
Wojtek pójdzie do nowej klasy już od maja. Początkowo ostro protestował przeciwko temu pomysłowi. Powody oczywiste - tu koledzy, znane, już oswojone otoczenie. A tam - obcy ludzie i obcy teren. Na szczęście w ostatnim miesiącu w ramach adaptacji spędził z przyszłą nową klasą trzy dni i to "nowe" nie jest już tak abstrakcyjne i przerażające :) Wydaje nam się, że Wojtek ma już z grubsza temat przepracowany, choć pewnie na początku maja jeszcze czeka nas kryzys....
Adaś dołączy do tej samej szkoły od września. Jako pierwszoklasista :) Adaś do nowej szkoły podchodzi z entuzjazmem, bo okazało się, że będzie w klasie razem z jeszcze trzema koleżankami i jednym kolegą z grupy przedszkolnej. Bardzo go to cieszy :)
piątek, 6 grudnia 2013
Drogi Święty Mikołaju!
Drogi Święty Mikołaju,
Oto lista życzeń od Adasia i Wojtka:
Tyle się dzieci naprodukowały :)
Ale, Drogi Święty Mikołaju, na Twoim miejscu byłabym ostrożna w realizacji tej listy. Rodzice tych dzieci nie uważają, że one dorosły już do posiadania własnego sprzętu elektronicznego. W zasadzie uważają całkowicie przeciwnie. Gdybyś więc po zapoznaniu się z tą listą jednak miał jeszcze jakieś dylematy, oto kilka podpowiedzi od rodziców tych dzieci.
Rodzice tych dzieci popierają chęć zbierania przez dzieci kart (aktualnie jak widać: piłkarzy i Angry Birds) oraz posiadania odpowiedniego albumu do tychże.
Te dzieci na pewno też się ucieszą, jeśli dostaną:
- Adaś: dodatki do Carcassone
- Wojtek: plecaczek dziecięcy, ale nie bardzo mały - muszą się zmieścić buty, dres, mała butelka z wodą (cel wycieczkowo-sportowy, Wojtek taki ma, ale już mocno zniszczony),
- obaj: robale hexbug nano, ew. zapasowe bateryjki do tych robali :) (raczej nie tory - tory robimy samodzielnie)- obaj: dowolne klocki lego
- obaj: NIKI
- obaj: PlayMais
- obaj: puzzle 3D globus 540 elementów lub 270 elementów
I kilka porad czego nie kupować:
- klocków innych niż oryg. lego (szkoda pieniędzy, lepiej wybrać mniejszy zestaw)
- książek bez uzgodnienia tytułu z rodzicami (tu potrzeby bieżące zaspokaja biblioteka i rodzice, a każdy zakup poprzedzany jest analizą, gdyż miejsce na półkach książkowych już się kończy)
- plastikowego chłamu, pojazdów, samochodzików, ludzików i wynalazków z reklam - chłopcy już z tego wyrośli; posiadane zapasy autek wystarczą im do pełnoletności
- pluszaków - jak wyżej: wyrośli z potrzeby posiadania nowych i obecne zasoby już nam wystarczą
- urządzeń elektronicznych, tabletów, konsol itp. - tu dla odmiany jeszcze nie dorośli (do rozsądnego korzystania z tego typu gadżetów)
- słodyczy - w okresie Świąt i tak jest ich mnóstwo
Drogi Święty Mikołaju, sądzę, że mimo pewnych ograniczeń jest w czym wybierać. Ponieważ może być więcej chętnych do obdarowania tych dzieci, prosimy Cię o sygnał, jeśli zechcesz coś z tej listy realizować.
PS. Z otrzymanych dzisiaj drobiazgów dzieci się bardzo ucieszyły, dziękujemy! :)
Oto lista życzeń od Adasia i Wojtka:
Tyle się dzieci naprodukowały :)
Ale, Drogi Święty Mikołaju, na Twoim miejscu byłabym ostrożna w realizacji tej listy. Rodzice tych dzieci nie uważają, że one dorosły już do posiadania własnego sprzętu elektronicznego. W zasadzie uważają całkowicie przeciwnie. Gdybyś więc po zapoznaniu się z tą listą jednak miał jeszcze jakieś dylematy, oto kilka podpowiedzi od rodziców tych dzieci.
Rodzice tych dzieci popierają chęć zbierania przez dzieci kart (aktualnie jak widać: piłkarzy i Angry Birds) oraz posiadania odpowiedniego albumu do tychże.
Te dzieci na pewno też się ucieszą, jeśli dostaną:
- Adaś: dodatki do Carcassone
- Wojtek: plecaczek dziecięcy, ale nie bardzo mały - muszą się zmieścić buty, dres, mała butelka z wodą (cel wycieczkowo-sportowy, Wojtek taki ma, ale już mocno zniszczony),
- obaj: robale hexbug nano, ew. zapasowe bateryjki do tych robali :) (raczej nie tory - tory robimy samodzielnie)- obaj: dowolne klocki lego
- obaj: NIKI
- obaj: PlayMais
- obaj: puzzle 3D globus 540 elementów lub 270 elementów
I kilka porad czego nie kupować:
- klocków innych niż oryg. lego (szkoda pieniędzy, lepiej wybrać mniejszy zestaw)
- książek bez uzgodnienia tytułu z rodzicami (tu potrzeby bieżące zaspokaja biblioteka i rodzice, a każdy zakup poprzedzany jest analizą, gdyż miejsce na półkach książkowych już się kończy)
- plastikowego chłamu, pojazdów, samochodzików, ludzików i wynalazków z reklam - chłopcy już z tego wyrośli; posiadane zapasy autek wystarczą im do pełnoletności
- pluszaków - jak wyżej: wyrośli z potrzeby posiadania nowych i obecne zasoby już nam wystarczą
- urządzeń elektronicznych, tabletów, konsol itp. - tu dla odmiany jeszcze nie dorośli (do rozsądnego korzystania z tego typu gadżetów)
- słodyczy - w okresie Świąt i tak jest ich mnóstwo
Drogi Święty Mikołaju, sądzę, że mimo pewnych ograniczeń jest w czym wybierać. Ponieważ może być więcej chętnych do obdarowania tych dzieci, prosimy Cię o sygnał, jeśli zechcesz coś z tej listy realizować.
PS. Z otrzymanych dzisiaj drobiazgów dzieci się bardzo ucieszyły, dziękujemy! :)
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Klik klik
Fajnie jest obserwować, jak dzieci się rozwijają. Czasem niemal z dnia na dzień jakieś klapeczki w głowie przeskakują i coś, co jeszcze tydzień temu było niewyobrażalnie trudne, staje się niemal oczywiste.
Adaś. W ostatnim miesiącu opanował liczby dwucyfrowe i ciut więcej. Kilka scenek:
- A ile lat będzie mieć Adaś, gdy Wojtek będzie mieć 100 lat?
Pytanie padło przy okazji jakiejś rozmowy, nie było skierowane do nikogo konkretnego - a w każdym razie na pewno nie do Adasia. A tu Adaś wypalił: 98!
Super :) Tylko jeszcze Wojtek musiał skomentować:
- A nieprawda, bo wcale nie wiadomo, bo możesz już nie żyć!
No cóż...
- Mamo, a wiesz, że 10 dodać 10 to jest 20? - to Adaś, ostatnio często przybiega i opowiada o swoich matematycznych odkryciach :)
- Wiem.
- A w takim razie.... 11 dodać 11 odjąć 2 to też jest 20!
- O, zgadza się! A czy w takim razie wiesz ile to jest 11 dodać 11?
Tu nastąpił proces myślowy - aż było widać to skupienie i kombinowanie :)
- Wiem: 22!
A kilka tygodni wcześniej pytany o podobne obliczenia patrzył z politowaniem: mamo, tego to ja przecież nie umiem.
- Mamo, a prawda że 8 dodać 8 to nie jest 18?
- Prawda.
- Bo 10 dodać 8 to jest 18, prawda?
- Prawda.
Jakoś jednocześnie uporządkowało się dziecku liczenie - nie pomija już 19, jedzie niemal gładko do 100 i dalej.
Wojtek. Ostatnie zainteresowania to procenty i... prawdopodobieństwo. Ćwiczone z inicjatywy Wojtka głównie przy okazji różnych gier. Jakie jest prawdopodobieństwo, że wypadnie 6 przy rzucie kostką? Mam trzy gliny i dwa kamienie (Osadnicy), zabierasz ode mnie jedną kartę - co jest bardziej prawdopodobne: że wyciągniesz glinę czy że wyciągniesz kamień? A jakie to dokładnie prawdopodobieństwo? Takie proste przypadki Wojtek analizuje samodzielnie.
Pod koniec listopada Wojtek pisał w szkole konkurs Alfik (30 zadań, do wyboru odpowiedzi A/B/C/D/E). Zadania w Alfiku wydają nam się średnio ciut trudniejsze od kangurkowych. Mają z reguły bardzo krótką, ale zakręconą treść. Na przykład:
"Jaka jest najmniejsza liczba monet jakimi można odliczyć kwotę 3 zł 33 gr?"
"Zegarek Staszka spieszy o 2 minuty, zaś zegarek Jacka spóźnia się o 3 minuty. Jeśli 3 minuty temu zegarek Staszka wybił godzinę dwunastą, to którą godzinę wskazuje teraz zegarek Jacka?"
Z naszych szacunków na podstawie arkusza z zadaniami wynika, że Wojtek osiągnął wynik pomiędzy 70% a 80%. Ładnie, choć po ciuchu liczyliśmy na ciut więcej ;)
Właśnie po Alfiku dostałam od Wojtka trudne pytanie:
- Mamo, prawda, że gdyby ktoś w każdym pytaniu zaznaczył odpowiedź A, to miałby tylko 20% szans, że będzie mieć wszystko dobrze?
- Hmm, no nie. 20% jest szans na trafienie poprawnej odpowiedzi w jednym zadaniu. A dla 30 zadań to będzie dużo mniejsze prawdopodobieństwo.
- ??????
Akurat był już późny wieczór i nie pociągnęliśmy tematu, ale na pewno wróci :)
Pewien skok jakościowy pojawił się w podejściu Wojtka do zadań testowych (kangurkowych i innych). Wiele zadań staje się dużo łatwiejsze, gdy przy rozwiązywaniu uwzględni się fakt, że należy wybrać jedną z kilku podanych odpowiedzi. Często sprawdzenie, która odpowiedź spełnia warunki zadania, jest łatwiejsza niż samodzielnie poszukiwanie rozwiązania. Wojtek do niedawna zupełnie tę możliwość ignorował i najpierw szukał rozwiązania, a potem dopiero wybierał odpowiedź zgodną z otrzymanym wynikiem. Od kilku tygodni działa inaczej i podane do wyboru odpowiedzi traktuje jako część danych w zadaniu. Ta zmiana nas trochę cieszy, ale również trochę... nie cieszy :) Z jednej strony jest to rodzaj "sprytu testowego" - wzrasta dziecku skuteczność w rozwiązywaniu zadań. Z drugiej strony - ta skuteczność sama w sobie nie jest celem. A wiele zadań (na szczęście nie wszystkie :)) traci walor "zmuszania do myślenia", gdy uwzględni się ograniczoną listę możliwych odpowiedzi. My takiej drogi nigdy Wojtkowi nie sugerowaliśmy, jakoś sam do tego doszedł. I częściowo dzięki tej "nowej metodzie" nastąpiło w listopadzie duże przyspieszenie w rozwiązywaniu zadań i udało się zakończyć "kangurkową" książeczkę. Zostało jeszcze około 20 zadań pominiętych jako "za trudne" - wrócimy do nich za kilka tygodni, bo tymczasem...
...Tymczasem przed Kangurkiem, w styczniu, czeka Wojtka jeszcze jeden konkurs matematyczny: Mat. Wyróżnia się tym, że ma konstrukcję testu wielokrotnego wyboru: do każdego zadania są 4 odpowiedzi i należy dla każdej odpowiedzi wskazać, czy jest poprawna czy niepoprawna. Za każde zadanie można dostać od +4 do -4 punktów.
Przykłady:
"Joasia ma w portmonetce monety o łącznej wartości 3 złotych. Ile może mieć monet?"
A) 2 B) 3 C) 4 D) 5
"Pewna winda w 20-piętrowym budynku ma dwa przyciski: zielony i czerwony. Po naciśnięciu przycisku zielonego winda jedzie 5 pięter do góry. Po naciśnięciu przycisku czerwonego winda zjeżdża 3 piętra w dół. Winda nie może przy tym zjechać poniżej parteru, ani powyżej 20-tego piętra (w takiej sytuacji zatrzymuje się wcześniej niż po przejechaniu zadanej liczby pięter). Windą tą można dojechać z parteru na:"
A) 1 piętro B) 2 piętro C) 3 piętro D) 4 piętro
To trudne! Trochę więc poćwiczymy teraz takie zadnia.
A w szkole drugoklasiści właśnie poznają mnożenie, wciąż pozostając w zakresie 20...
Adaś. W ostatnim miesiącu opanował liczby dwucyfrowe i ciut więcej. Kilka scenek:
- A ile lat będzie mieć Adaś, gdy Wojtek będzie mieć 100 lat?
Pytanie padło przy okazji jakiejś rozmowy, nie było skierowane do nikogo konkretnego - a w każdym razie na pewno nie do Adasia. A tu Adaś wypalił: 98!
Super :) Tylko jeszcze Wojtek musiał skomentować:
- A nieprawda, bo wcale nie wiadomo, bo możesz już nie żyć!
No cóż...
- Mamo, a wiesz, że 10 dodać 10 to jest 20? - to Adaś, ostatnio często przybiega i opowiada o swoich matematycznych odkryciach :)
- Wiem.
- A w takim razie.... 11 dodać 11 odjąć 2 to też jest 20!
- O, zgadza się! A czy w takim razie wiesz ile to jest 11 dodać 11?
Tu nastąpił proces myślowy - aż było widać to skupienie i kombinowanie :)
- Wiem: 22!
A kilka tygodni wcześniej pytany o podobne obliczenia patrzył z politowaniem: mamo, tego to ja przecież nie umiem.
- Mamo, a prawda że 8 dodać 8 to nie jest 18?
- Prawda.
- Bo 10 dodać 8 to jest 18, prawda?
- Prawda.
Jakoś jednocześnie uporządkowało się dziecku liczenie - nie pomija już 19, jedzie niemal gładko do 100 i dalej.
Wojtek. Ostatnie zainteresowania to procenty i... prawdopodobieństwo. Ćwiczone z inicjatywy Wojtka głównie przy okazji różnych gier. Jakie jest prawdopodobieństwo, że wypadnie 6 przy rzucie kostką? Mam trzy gliny i dwa kamienie (Osadnicy), zabierasz ode mnie jedną kartę - co jest bardziej prawdopodobne: że wyciągniesz glinę czy że wyciągniesz kamień? A jakie to dokładnie prawdopodobieństwo? Takie proste przypadki Wojtek analizuje samodzielnie.
Pod koniec listopada Wojtek pisał w szkole konkurs Alfik (30 zadań, do wyboru odpowiedzi A/B/C/D/E). Zadania w Alfiku wydają nam się średnio ciut trudniejsze od kangurkowych. Mają z reguły bardzo krótką, ale zakręconą treść. Na przykład:
"Jaka jest najmniejsza liczba monet jakimi można odliczyć kwotę 3 zł 33 gr?"
"Zegarek Staszka spieszy o 2 minuty, zaś zegarek Jacka spóźnia się o 3 minuty. Jeśli 3 minuty temu zegarek Staszka wybił godzinę dwunastą, to którą godzinę wskazuje teraz zegarek Jacka?"
Z naszych szacunków na podstawie arkusza z zadaniami wynika, że Wojtek osiągnął wynik pomiędzy 70% a 80%. Ładnie, choć po ciuchu liczyliśmy na ciut więcej ;)
Właśnie po Alfiku dostałam od Wojtka trudne pytanie:
- Mamo, prawda, że gdyby ktoś w każdym pytaniu zaznaczył odpowiedź A, to miałby tylko 20% szans, że będzie mieć wszystko dobrze?
- Hmm, no nie. 20% jest szans na trafienie poprawnej odpowiedzi w jednym zadaniu. A dla 30 zadań to będzie dużo mniejsze prawdopodobieństwo.
- ??????
Akurat był już późny wieczór i nie pociągnęliśmy tematu, ale na pewno wróci :)
Pewien skok jakościowy pojawił się w podejściu Wojtka do zadań testowych (kangurkowych i innych). Wiele zadań staje się dużo łatwiejsze, gdy przy rozwiązywaniu uwzględni się fakt, że należy wybrać jedną z kilku podanych odpowiedzi. Często sprawdzenie, która odpowiedź spełnia warunki zadania, jest łatwiejsza niż samodzielnie poszukiwanie rozwiązania. Wojtek do niedawna zupełnie tę możliwość ignorował i najpierw szukał rozwiązania, a potem dopiero wybierał odpowiedź zgodną z otrzymanym wynikiem. Od kilku tygodni działa inaczej i podane do wyboru odpowiedzi traktuje jako część danych w zadaniu. Ta zmiana nas trochę cieszy, ale również trochę... nie cieszy :) Z jednej strony jest to rodzaj "sprytu testowego" - wzrasta dziecku skuteczność w rozwiązywaniu zadań. Z drugiej strony - ta skuteczność sama w sobie nie jest celem. A wiele zadań (na szczęście nie wszystkie :)) traci walor "zmuszania do myślenia", gdy uwzględni się ograniczoną listę możliwych odpowiedzi. My takiej drogi nigdy Wojtkowi nie sugerowaliśmy, jakoś sam do tego doszedł. I częściowo dzięki tej "nowej metodzie" nastąpiło w listopadzie duże przyspieszenie w rozwiązywaniu zadań i udało się zakończyć "kangurkową" książeczkę. Zostało jeszcze około 20 zadań pominiętych jako "za trudne" - wrócimy do nich za kilka tygodni, bo tymczasem...
...Tymczasem przed Kangurkiem, w styczniu, czeka Wojtka jeszcze jeden konkurs matematyczny: Mat. Wyróżnia się tym, że ma konstrukcję testu wielokrotnego wyboru: do każdego zadania są 4 odpowiedzi i należy dla każdej odpowiedzi wskazać, czy jest poprawna czy niepoprawna. Za każde zadanie można dostać od +4 do -4 punktów.
Przykłady:
"Joasia ma w portmonetce monety o łącznej wartości 3 złotych. Ile może mieć monet?"
A) 2 B) 3 C) 4 D) 5
"Pewna winda w 20-piętrowym budynku ma dwa przyciski: zielony i czerwony. Po naciśnięciu przycisku zielonego winda jedzie 5 pięter do góry. Po naciśnięciu przycisku czerwonego winda zjeżdża 3 piętra w dół. Winda nie może przy tym zjechać poniżej parteru, ani powyżej 20-tego piętra (w takiej sytuacji zatrzymuje się wcześniej niż po przejechaniu zadanej liczby pięter). Windą tą można dojechać z parteru na:"
A) 1 piętro B) 2 piętro C) 3 piętro D) 4 piętro
To trudne! Trochę więc poćwiczymy teraz takie zadnia.
A w szkole drugoklasiści właśnie poznają mnożenie, wciąż pozostając w zakresie 20...
sobota, 2 listopada 2013
Mnożenie
Wojtuś umie mnożyć, ale (celowo) nie proponujemy mu nauki tabliczki mnożenia metodą "na pamięć". Wykuć jeszcze zdąży, a na razie niech po prostu rozumie na czym polega to działanie.
Ostatnio przy kapieli Wojtuś poprosił o parę zadań z mnożeniem.
- No dobra, to ile to jest 5*5? - tata podał pierwsze zadanie.
- 5-10-15-20-25. 25! - policzył Wojtek.
- Dobrze. A 6*6?
- 6-12-18-24-30-36. Czyli 36.
- Zgadza się. To teraz 7*7?
- ...49! - tym razem odpowiedź padła prawie od razu, a obliczenia wyglądały jakoś tajemniczo.
- No tak, ale jak to tak szybko policzyłeś?
- No bo jak 6*6 jest 36, to trzeba dodać 6 i potem dodać 7!
- A jakbyś teraz chciał jeszcze 8*8 policzyć?
- To do 49 bym dodał 7 i potem 8. Czyli... 64!
Całkiem poprawny algorytm, chociaż dla nas nie był "naturalny". No ale my znamy tabliczkę mnożenia i przy liczeniu algorytmów nie szukamy :)
Ostatnio przy kapieli Wojtuś poprosił o parę zadań z mnożeniem.
- No dobra, to ile to jest 5*5? - tata podał pierwsze zadanie.
- 5-10-15-20-25. 25! - policzył Wojtek.
- Dobrze. A 6*6?
- 6-12-18-24-30-36. Czyli 36.
- Zgadza się. To teraz 7*7?
- ...49! - tym razem odpowiedź padła prawie od razu, a obliczenia wyglądały jakoś tajemniczo.
- No tak, ale jak to tak szybko policzyłeś?
- No bo jak 6*6 jest 36, to trzeba dodać 6 i potem dodać 7!
- A jakbyś teraz chciał jeszcze 8*8 policzyć?
- To do 49 bym dodał 7 i potem 8. Czyli... 64!
Całkiem poprawny algorytm, chociaż dla nas nie był "naturalny". No ale my znamy tabliczkę mnożenia i przy liczeniu algorytmów nie szukamy :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
