Wojtuś umie mnożyć, ale (celowo) nie proponujemy mu nauki tabliczki mnożenia metodą "na pamięć". Wykuć jeszcze zdąży, a na razie niech po prostu rozumie na czym polega to działanie.
Ostatnio przy kapieli Wojtuś poprosił o parę zadań z mnożeniem.
- No dobra, to ile to jest 5*5? - tata podał pierwsze zadanie.
- 5-10-15-20-25. 25! - policzył Wojtek.
- Dobrze. A 6*6?
- 6-12-18-24-30-36. Czyli 36.
- Zgadza się. To teraz 7*7?
- ...49! - tym razem odpowiedź padła prawie od razu, a obliczenia wyglądały jakoś tajemniczo.
- No tak, ale jak to tak szybko policzyłeś?
- No bo jak 6*6 jest 36, to trzeba dodać 6 i potem dodać 7!
- A jakbyś teraz chciał jeszcze 8*8 policzyć?
- To do 49 bym dodał 7 i potem 8. Czyli... 64!
Całkiem poprawny algorytm, chociaż dla nas nie był "naturalny". No ale my znamy tabliczkę mnożenia i przy liczeniu algorytmów nie szukamy :)
sobota, 2 listopada 2013
niedziela, 27 października 2013
Wpis październikowy
Październik mija nam spokojnie. O dziwo (odpukać) jesteśmy wszyscy zdrowi i dzień po dniu realizujemy ustalony rozkład zajęć. A trochę tego jest :)
Adaś ma w przedszkolu nową panią od angielskiego. Nauka angielskiego jest teraz codziennie przed południem (5*30min), a do tego trzy razy w tygodniu są dodatkowe zajęcia tematyczne w języku angielskim (3*30min). Czegoś go chyba uczą, gdyż na pytanie "How old are you?" odpowiada "I'm four-and-a-half" :) Adaś kontynuuje zajęcia z ceramiki, a z nowości - chodzi na zajęcia szachowe. Poza tym zamiast zeszłorocznego takewondo jest w tym roku piłka nożna. To wszystko w przedszkolu, a po przedszkolu czasem idzie jeszcze na piłkę razem z Wojtkiem.
Wojtek również ma zmienione i bardziej intensywne zajęcia z angielskiego (2*70min). To bardzo fajne zajęcia: wprowadzają słowa i zwroty metodą rymów i rymowanek. Wojtek powtarza, a Adaś za nim, bo są to rytmiczne, wpadające w ucho frazy: a mouse in a house, a cat in a hat, a fox in a box, a bee in a tree. Po opanowaniu słówek - różne ćwiczenia i kombinacje: trzeba narysować co się usłyszało albo opisać obrazek. Dużo powtórzeń, sporo pracy domowej, płyty do słuchania. Wprowadzają także czytanie i pisanie: całe słówka metodą czytania globalnego. To angielski dodatkowy, oprócz tego jest też normalny szkolny (2*45min), ale tu zupełnie nie wiemy co się dzieje - zeszyty i książki są na stałe w szkole, pracy domowej nigdy nie ma. Poza angielskim: piłka nożna 2*70min, karate 1*60min, szachy 1*90min. Wszystkie zajęcia dodatkowe Wojtek chwali. Lubi także szkolny WF, szkolny basen, szkolny angielski. Natomiast "normalne" szkolne lekcje lubi "tak średnio".
Poza tymi wszystkimi zajęciami pozadomowymi, na co dzień dzieje się także co nieco w domu. Wojtek odrabia lekcje - zwykle zajmuje mu to kilka-kilkanaście minut. Odrabia angielski - raz w środku tygodnia i w weekend - tu zwykle jest więcej pracy, tak około pół godziny.
Zależy nam na tym, żeby Wojtek nie zapominał, jak się myśli, odbębniając szkolną rutynę. Szkoła nie ma niestety nic do zaoferowania dziecku, dla którego dodawanie w zakresie 20 było zajmujące 2 lata wcześniej. Dlatego działamy też poza szkołą. Wojtek rozwiązuje średnio 1-2 zadania dziennie z książeczki "Matematyka z wesołym Kangurem". To zadania z konkursów Kangurek. Zadania są podzielone na 3 grupy: łatwe za 3 punkty, średnie za 4 punkty, trudne za 5 punktów (jak na konkursach). Zadania łatwe Wojtek "przerobił" w zeszłym roku i teraz w większości je pomijamy. Zadania średnie rozwiązuje prawie zawsze samodzielnie. Zadania trudne często okazują się za trudne i omawiamy je wspólnie. Za każde poprawnie rozwiązane zadanie Wojtek dostaje "żeton", a w weekend żetony możne wymienić na ustalone porcje grania na komputerze :) System motywacyjny wprowadziliśmy, gdyż wcześniej Wojtek zbyt często poprzestawał na zgadywaniu odpowiedzi, nawet dla zadań pozostających w zakresie jego możliwości.
Od niedawna Adaś także ma swoją książeczkę z zadaniami - dostaje zadania z "Matematycznego Brzdąca". Wojtek rozwiązywał te zadania mniej więcej 1,5 roku temu. Poziomem trudności odpowiadają najłatwiejszym kangurkowym. Adaś również życzy sobie dostawać żetony za swoje zadania :)
Poza zadaniami "książkowymi" przy wielu codziennych okazjach pojawiają się zagadki, problemy, pytania, zadania dodatkowe, na przykład oswajamy mnożenie/dzielenie (głównie Wojtek). Pojawiają się też ułamki i tu Adaś nas ostatnio zaskoczył:
- Mamo, a wiesz jak można podzielić 3 jabłka dla 4 osób? To łatwe, każdy dostanie pół i ćwierć!
- Czyli trzy czwarte - dodał Wojtek.
Adaś liczy do dwudziestu kliku, ale dość konsekwentnie pomija 19. Najczęściej zapomina co jest po 29, 39, 49 itd, gdy mu podpowiedzieć jedzie z liczeniem dalej aż do następnej przeszkody :) Zaczyna rozpoznawać w zapisie liczby dwucyfrowe, ale myli kolejność cyfr (np. 54 - to pięćdziesiąt cztery czy czterdzieści pięć?). Dodaje i odejmuje mniej więcej do 20, pomagając sobie palcami.
Adaś czyta proste wyrazy pisane wielkimi literami, ale jest jeszcze kilka liter, które zawsze trzeba mu podpowiedzieć, bo ich nie pamięta (np. N, Z, C, G, Ą, Ę). Dwuznaki traktuje bardzo podejrzliwie, podobnie jak zmiękczenia. Do tego, aby samodzielnie przeczytał sobie polecenie do zadania w książeczce, droga wydaje się jeszcze dość długa. Niestety nie chce ćwiczyć czytania sylabami, tylko upiera się przy literowaniu (tak uczą się w przedszkolu). A gdy Adaś czegoś nie chce, to nie ma na niego siły :)
Adaś ma w przedszkolu nową panią od angielskiego. Nauka angielskiego jest teraz codziennie przed południem (5*30min), a do tego trzy razy w tygodniu są dodatkowe zajęcia tematyczne w języku angielskim (3*30min). Czegoś go chyba uczą, gdyż na pytanie "How old are you?" odpowiada "I'm four-and-a-half" :) Adaś kontynuuje zajęcia z ceramiki, a z nowości - chodzi na zajęcia szachowe. Poza tym zamiast zeszłorocznego takewondo jest w tym roku piłka nożna. To wszystko w przedszkolu, a po przedszkolu czasem idzie jeszcze na piłkę razem z Wojtkiem.
Wojtek również ma zmienione i bardziej intensywne zajęcia z angielskiego (2*70min). To bardzo fajne zajęcia: wprowadzają słowa i zwroty metodą rymów i rymowanek. Wojtek powtarza, a Adaś za nim, bo są to rytmiczne, wpadające w ucho frazy: a mouse in a house, a cat in a hat, a fox in a box, a bee in a tree. Po opanowaniu słówek - różne ćwiczenia i kombinacje: trzeba narysować co się usłyszało albo opisać obrazek. Dużo powtórzeń, sporo pracy domowej, płyty do słuchania. Wprowadzają także czytanie i pisanie: całe słówka metodą czytania globalnego. To angielski dodatkowy, oprócz tego jest też normalny szkolny (2*45min), ale tu zupełnie nie wiemy co się dzieje - zeszyty i książki są na stałe w szkole, pracy domowej nigdy nie ma. Poza angielskim: piłka nożna 2*70min, karate 1*60min, szachy 1*90min. Wszystkie zajęcia dodatkowe Wojtek chwali. Lubi także szkolny WF, szkolny basen, szkolny angielski. Natomiast "normalne" szkolne lekcje lubi "tak średnio".
Poza tymi wszystkimi zajęciami pozadomowymi, na co dzień dzieje się także co nieco w domu. Wojtek odrabia lekcje - zwykle zajmuje mu to kilka-kilkanaście minut. Odrabia angielski - raz w środku tygodnia i w weekend - tu zwykle jest więcej pracy, tak około pół godziny.
Zależy nam na tym, żeby Wojtek nie zapominał, jak się myśli, odbębniając szkolną rutynę. Szkoła nie ma niestety nic do zaoferowania dziecku, dla którego dodawanie w zakresie 20 było zajmujące 2 lata wcześniej. Dlatego działamy też poza szkołą. Wojtek rozwiązuje średnio 1-2 zadania dziennie z książeczki "Matematyka z wesołym Kangurem". To zadania z konkursów Kangurek. Zadania są podzielone na 3 grupy: łatwe za 3 punkty, średnie za 4 punkty, trudne za 5 punktów (jak na konkursach). Zadania łatwe Wojtek "przerobił" w zeszłym roku i teraz w większości je pomijamy. Zadania średnie rozwiązuje prawie zawsze samodzielnie. Zadania trudne często okazują się za trudne i omawiamy je wspólnie. Za każde poprawnie rozwiązane zadanie Wojtek dostaje "żeton", a w weekend żetony możne wymienić na ustalone porcje grania na komputerze :) System motywacyjny wprowadziliśmy, gdyż wcześniej Wojtek zbyt często poprzestawał na zgadywaniu odpowiedzi, nawet dla zadań pozostających w zakresie jego możliwości.
Od niedawna Adaś także ma swoją książeczkę z zadaniami - dostaje zadania z "Matematycznego Brzdąca". Wojtek rozwiązywał te zadania mniej więcej 1,5 roku temu. Poziomem trudności odpowiadają najłatwiejszym kangurkowym. Adaś również życzy sobie dostawać żetony za swoje zadania :)
Poza zadaniami "książkowymi" przy wielu codziennych okazjach pojawiają się zagadki, problemy, pytania, zadania dodatkowe, na przykład oswajamy mnożenie/dzielenie (głównie Wojtek). Pojawiają się też ułamki i tu Adaś nas ostatnio zaskoczył:
- Mamo, a wiesz jak można podzielić 3 jabłka dla 4 osób? To łatwe, każdy dostanie pół i ćwierć!
- Czyli trzy czwarte - dodał Wojtek.
Adaś liczy do dwudziestu kliku, ale dość konsekwentnie pomija 19. Najczęściej zapomina co jest po 29, 39, 49 itd, gdy mu podpowiedzieć jedzie z liczeniem dalej aż do następnej przeszkody :) Zaczyna rozpoznawać w zapisie liczby dwucyfrowe, ale myli kolejność cyfr (np. 54 - to pięćdziesiąt cztery czy czterdzieści pięć?). Dodaje i odejmuje mniej więcej do 20, pomagając sobie palcami.
Adaś czyta proste wyrazy pisane wielkimi literami, ale jest jeszcze kilka liter, które zawsze trzeba mu podpowiedzieć, bo ich nie pamięta (np. N, Z, C, G, Ą, Ę). Dwuznaki traktuje bardzo podejrzliwie, podobnie jak zmiękczenia. Do tego, aby samodzielnie przeczytał sobie polecenie do zadania w książeczce, droga wydaje się jeszcze dość długa. Niestety nie chce ćwiczyć czytania sylabami, tylko upiera się przy literowaniu (tak uczą się w przedszkolu). A gdy Adaś czegoś nie chce, to nie ma na niego siły :)
środa, 2 października 2013
Jeszcze Polska...
Adaś układa puzzle przedstawiające mapę Wysp Brytyjskich.
- A gdzie nasze godło? - pyta Adaś, trochę na temat a trochę nie.
- Nasze godło? - tata nie zorientował się, o co dziecku chodzi.
- No ten... biały nietoperz?
- A gdzie nasze godło? - pyta Adaś, trochę na temat a trochę nie.
- Nasze godło? - tata nie zorientował się, o co dziecku chodzi.
- No ten... biały nietoperz?
poniedziałek, 30 września 2013
Na złość mamie odmrożę sobie uszy
Adaś bardzo lubi decydować o wszystkim, co go dotyczy. Niełatwo daje się przekonać do cudzych pomysłów.
Zaczęła się jesień, wyciągnęliśmy cieplejsze kurtki - Adaś tego faktu nie chce przyjąć do wiadomości. Po kilku dniach kłótni z dzieckiem oświadczyłam, że mam dosyć przepychanek na temat tego co ma być założone i od tej pory ja mu powiem, jakie jest moje zdanie, a on założy co zechce.
I oto pewnego razu przy wychodzeniu na dwór:
- Adasiu, wychodzimy. Bluza, kurtka...
- Kurtki nie zakładam.
- OK. Ale wezmę twoją kurtkę ze sobą - jest bardzo zimno i myślę, że za chwilę bardzo chętnie założysz.
Gotowi, wychodzimy. Wieje i jest zimno. Widzę, że dziecko marznie, ale twardo idzie dalej...
- Adasiu, mam twoją kurtkę - założysz?
- No założę. Ale NIE bardzo chętnie.
Zaczęła się jesień, wyciągnęliśmy cieplejsze kurtki - Adaś tego faktu nie chce przyjąć do wiadomości. Po kilku dniach kłótni z dzieckiem oświadczyłam, że mam dosyć przepychanek na temat tego co ma być założone i od tej pory ja mu powiem, jakie jest moje zdanie, a on założy co zechce.
I oto pewnego razu przy wychodzeniu na dwór:
- Adasiu, wychodzimy. Bluza, kurtka...
- Kurtki nie zakładam.
- OK. Ale wezmę twoją kurtkę ze sobą - jest bardzo zimno i myślę, że za chwilę bardzo chętnie założysz.
Gotowi, wychodzimy. Wieje i jest zimno. Widzę, że dziecko marznie, ale twardo idzie dalej...
- Adasiu, mam twoją kurtkę - założysz?
- No założę. Ale NIE bardzo chętnie.
wtorek, 3 września 2013
Druga klasa...
... się zaczęła, a my jeszcze nie podsumowaliśmy pierwszej.
A więc: nie mamy powodu podejrzewać, że posłanie Wojtka do pierwszej klasy w wieku niecałych 6 lat było błędem. Ma kolegów. Zachowuje się poprawnie. Z programem i wymaganiami radzi sobie bardzo dobrze. Opanował pisanie (chociaż za tym nie przepada) i daje się to przeczytać. Nie ma problemów z samoorganizacją i wypełnianiem obowiązków. Zachowuje się przytomnie, nie gubi się, nie gubi swoich rzeczy, pamięta co było zadane, co kiedy trzeba przynieść. Testy na koniec pierwszej klasy napisał prawie bezbłędnie (pani odjęła mu 1 punkt za podpisanie rysunku jakiegoś ptaka "sikorka" zamiast "ptak", hmmm. Chyba "nie trafił w klucz" ;)).
Natomiast nie mamy pewności, czy błędem nie jest w ogóle posyłanie dziecka do szkoły (publicznej, czy nawet ogólniej: realizującej obowiązującą podstawę programową)...
Wojtek po kilku miesiącach stwierdził, że szkoła jest nudna i nauka jest nudna. Martwi mnie to, bo ja jednak chciałabym, żeby nauka była dla niego fascynująca. Wojtek narzeka, że na lekcjach się nudzi, bo szybko robi co jest do zrobienia i później musi czekać, aż wszyscy skończą. Z drugiej strony - wg pani czasem zabiera się za wypełnianie ćwiczeń gdy jeszcze trwa "ogólna" lub "interaktywna" część lekcji - pani coś opowiada albo zadaje pytania, a Wojtek niekoniecznie w tym uczestniczy. Czasem gada z kolegami. Nie można jednak powiedzieć, że nie uważa, bo jeśli zostanie zapytany, zwykle okazuje się, że jest "w temacie". To co jest do zrobienia - robi (na razie...).
System szkolny nie ma powodu, żeby się Wojtkiem w jakikolwiek sposób zająć. Przecież sobie radzi i nie sprawia problemów... A rozbudzanie zainteresowań, rozwój zdolności, radość z pokonywania wyzwań intelektualnych, pielęgnowanie ciekawości i wewnętrznej motywacji do nauki? Szkoły to nie interesuje. Wszelkie "kółka przedmiotowe", o ile w ogóle są dostępne (w naszej szkole oferta jest raczej niewielka), są traktowane jako dodatek. Czyli, gdy już się wynudzisz przez kilka godzin, to możesz dodatkowo zająć się czymś jeszcze. A ja bym chciała, żeby Wojtek mógł pewne rzeczy robić *zamiast* klepania szkolnych trywiałów (2+2, 2+3, 2+4 i tak sto razy) .
Mam obawy, że z czasem problemy będą się raczej pogłębiać - dziecko będzie się nudzić, zniechęcać, w rezultacie zajmować czym innym i przeszkadzać. Nie wiem czy jest na to rada (inna niż rezygnacja ze szkoły ;), której jednak na razie sobie nie wyobrażam).
To tyle refleksji jeszcze sprzed wakacji. Mamy z Wojtkiem uzgodnione, że w razie potrzeby będzie ode mnie dostawać coś, czym mógłby się zająć w czasie wolnym na lekcji. Zaczęliśmy tak robić już w czerwcu - sprawdziły się wtedy specjalne kolorowanki "na szkolną nudę" ;)
Tymczasem drugą klasę Wojtek rozpoczął z nowym zapałem ("mamo ciekawe czy druga klasa też będzie fajna") i bardzo się cieszył na ponowne spotkanie z ulubionymi kolegami.
A więc: nie mamy powodu podejrzewać, że posłanie Wojtka do pierwszej klasy w wieku niecałych 6 lat było błędem. Ma kolegów. Zachowuje się poprawnie. Z programem i wymaganiami radzi sobie bardzo dobrze. Opanował pisanie (chociaż za tym nie przepada) i daje się to przeczytać. Nie ma problemów z samoorganizacją i wypełnianiem obowiązków. Zachowuje się przytomnie, nie gubi się, nie gubi swoich rzeczy, pamięta co było zadane, co kiedy trzeba przynieść. Testy na koniec pierwszej klasy napisał prawie bezbłędnie (pani odjęła mu 1 punkt za podpisanie rysunku jakiegoś ptaka "sikorka" zamiast "ptak", hmmm. Chyba "nie trafił w klucz" ;)).
Natomiast nie mamy pewności, czy błędem nie jest w ogóle posyłanie dziecka do szkoły (publicznej, czy nawet ogólniej: realizującej obowiązującą podstawę programową)...
Wojtek po kilku miesiącach stwierdził, że szkoła jest nudna i nauka jest nudna. Martwi mnie to, bo ja jednak chciałabym, żeby nauka była dla niego fascynująca. Wojtek narzeka, że na lekcjach się nudzi, bo szybko robi co jest do zrobienia i później musi czekać, aż wszyscy skończą. Z drugiej strony - wg pani czasem zabiera się za wypełnianie ćwiczeń gdy jeszcze trwa "ogólna" lub "interaktywna" część lekcji - pani coś opowiada albo zadaje pytania, a Wojtek niekoniecznie w tym uczestniczy. Czasem gada z kolegami. Nie można jednak powiedzieć, że nie uważa, bo jeśli zostanie zapytany, zwykle okazuje się, że jest "w temacie". To co jest do zrobienia - robi (na razie...).
System szkolny nie ma powodu, żeby się Wojtkiem w jakikolwiek sposób zająć. Przecież sobie radzi i nie sprawia problemów... A rozbudzanie zainteresowań, rozwój zdolności, radość z pokonywania wyzwań intelektualnych, pielęgnowanie ciekawości i wewnętrznej motywacji do nauki? Szkoły to nie interesuje. Wszelkie "kółka przedmiotowe", o ile w ogóle są dostępne (w naszej szkole oferta jest raczej niewielka), są traktowane jako dodatek. Czyli, gdy już się wynudzisz przez kilka godzin, to możesz dodatkowo zająć się czymś jeszcze. A ja bym chciała, żeby Wojtek mógł pewne rzeczy robić *zamiast* klepania szkolnych trywiałów (2+2, 2+3, 2+4 i tak sto razy) .
Mam obawy, że z czasem problemy będą się raczej pogłębiać - dziecko będzie się nudzić, zniechęcać, w rezultacie zajmować czym innym i przeszkadzać. Nie wiem czy jest na to rada (inna niż rezygnacja ze szkoły ;), której jednak na razie sobie nie wyobrażam).
To tyle refleksji jeszcze sprzed wakacji. Mamy z Wojtkiem uzgodnione, że w razie potrzeby będzie ode mnie dostawać coś, czym mógłby się zająć w czasie wolnym na lekcji. Zaczęliśmy tak robić już w czerwcu - sprawdziły się wtedy specjalne kolorowanki "na szkolną nudę" ;)
Tymczasem drugą klasę Wojtek rozpoczął z nowym zapałem ("mamo ciekawe czy druga klasa też będzie fajna") i bardzo się cieszył na ponowne spotkanie z ulubionymi kolegami.
piątek, 26 lipca 2013
Ciągi liczbowe
Wojtek dostał do rozwiązania taką zagadkę:
1, 1, 2, 3, 5, 8, 13, 21, 34, 55, ... - jaka jest następna liczba w tym ciągu?
Na początku oczywiście powiedział, że nie wie. Zostawiłam go z zapisaną karteczką. Po 5 minutach przybiegł:
- Wiem, wiem, odgadłem ten sekret! 89!
Bardzo dobrze :) Poprawnie wyjaśnił, co zauważył i jak obliczyć kolejne wyrazy ciągu.
1, 1, 2, 3, 5, 8, 13, 21, 34, 55, ... - jaka jest następna liczba w tym ciągu?
Na początku oczywiście powiedział, że nie wie. Zostawiłam go z zapisaną karteczką. Po 5 minutach przybiegł:
- Wiem, wiem, odgadłem ten sekret! 89!
Bardzo dobrze :) Poprawnie wyjaśnił, co zauważył i jak obliczyć kolejne wyrazy ciągu.
czwartek, 25 lipca 2013
Adaś pedałuje
W ostatni weekend Adaś opanował jazdę na normalnym, dwukołowym rowerze z pedałami.
Przymiarki do tego rowerka robiliśmy już od kilku miesięcy, ale problem był taki, że dziecko małe - nie dosięgało nogami do ziemi... Posadzony i rozpędzony jechał bez problemu, w końcu miał za sobą 2 lata treningu równowagi na rowerku biegowym. Ale samodzielnie wystartować nie dawał rady.
Ponieważ jednak pourlopowy pomiar wzrostu wykazał 1,5 cm na plusie, postanowiliśmy spróbować jeszcze raz. I tym razem pełen sukces!
Adaś jest bardzo dumny ze swojej nowej umiejętności :)
Przymiarki do tego rowerka robiliśmy już od kilku miesięcy, ale problem był taki, że dziecko małe - nie dosięgało nogami do ziemi... Posadzony i rozpędzony jechał bez problemu, w końcu miał za sobą 2 lata treningu równowagi na rowerku biegowym. Ale samodzielnie wystartować nie dawał rady.
Ponieważ jednak pourlopowy pomiar wzrostu wykazał 1,5 cm na plusie, postanowiliśmy spróbować jeszcze raz. I tym razem pełen sukces!
Adaś jest bardzo dumny ze swojej nowej umiejętności :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)