Od czasu zdobycia V kategorii Wojtuś sporo ćwiczył w domu i brał udział w kilku turniejach. W ostatni weekend jego wysiłki zostały nagrodzone: w niedzielę brał udział w turnieju dla rocznika 2006, wygrał 5 z 6 partii, zajął 4. miejsce (na 50 uczestników) i zdobył IV kategorię szachową!
Ciekawe turnieje odbyły się dzień wcześniej, w sobotę. Wojtek razem z tatą wzięli udział w otwartym turnieju indywidualnym szachów błyskawicznych (5 minut na rundę, 9 rund) oraz w rodzinnym turnieju szachów błyskawicznych, w którym każda drużyna składała się z pary rodzic-dziecko (możliwy był także udział rodzeństwa) - w każdej z 5 rund partię rozgrywał rodzic z rodzicem, dziecko z dzieckiem i oba wyniki liczyły się do wyniku drużyny.
W sobotnich turniejach Tomek wygrał po 3 partie, Wojtek po 2.
Z całego weekendu Wojtek najbardziej przeżywa:
- wygraną partię z dziewczynką z III kategorią,
- prawie-remis z gimnazjalistą z II kategorią (Wojtek miał przewagę figur i czasu, przeciwnik zaproponował remis - Wojtek się nie zgodził, i w końcu jednak przegrał),
- wygraną z dorosłym, z którym tata przegrał :)
- i oczywiście niedzielny sukces!
wtorek, 25 czerwca 2013
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Trąbek bombek
W niedzielę o 6 rano Wojtek przybiegł do sypialni... Godzina sama w sobie nie była jakaś niezwykła, ale dziecko wyglądało na mocno zaaferowane i podetkało mi pod nos coś, co ściskało w garści.
- Mamo, mamo, mamo! Zobacz co mam!
- Coo.. gdzie.. nic nie widzę...
- Ząb mi wypadł!!!!!
I tak oto nadszedł ten dzień - Wojtek pożegnał pierwszego mleczaka. A w ciągu dnia ten sam los spotkał jeszcze drugi ząbek. Teraz więc synek z dumą prezentuje swoje wybrakowane uzębienie - brak dwóch dolnych jedynek :)
PS. A wieczorem zaliczyliśmy rodzicielską wpadkę - kompletnie zapomnieliśmy o Wróżce Zębuszce, na której wizytę Wojtek liczył. I rano okazało się, że Wróżka nie przybyła. Ustaliliśmy, że pewnie w niedzielę miała wolne i wpadnie kiedy indziej ;)
- Mamo, mamo, mamo! Zobacz co mam!
- Coo.. gdzie.. nic nie widzę...
- Ząb mi wypadł!!!!!
I tak oto nadszedł ten dzień - Wojtek pożegnał pierwszego mleczaka. A w ciągu dnia ten sam los spotkał jeszcze drugi ząbek. Teraz więc synek z dumą prezentuje swoje wybrakowane uzębienie - brak dwóch dolnych jedynek :)
PS. A wieczorem zaliczyliśmy rodzicielską wpadkę - kompletnie zapomnieliśmy o Wróżce Zębuszce, na której wizytę Wojtek liczył. I rano okazało się, że Wróżka nie przybyła. Ustaliliśmy, że pewnie w niedzielę miała wolne i wpadnie kiedy indziej ;)
niedziela, 9 czerwca 2013
Bunt czteroipółlatka
Adaś miewa ostatnio mocno buntownicze nastawienie. W takich chwilach (dniach...) ciężko z nim współpracować, gdyż wszystko jest NIE. Jemu chyba też jest czasem ciężko...
- Adasiu, chodź, mamy truskawki.
- Nie chcę. Ja już nie lubię truskawek. Ja tylko w koktajlu lubię truskawki.
Kilka minut później przyłapałam go na wyjadaniu z miski ;)
A tego samego dnia wieczorem...
- Adasiu, chodź, mamy koktajl truskawkowy.
- Bleee.
- Adaś, spróbuj. Myślę, że będzie Ci smakować.
- No mogę spróbować, ale i tak mi nie będzie smakować.
Adaś wypił 2 łyki z miną cierpiętnika.
- Bleee. Nie smakuje.
Adaś teatralnie się wykrzywia nad szklanką. Wojtek tymczasem rozprawił się już ze swoją porcją:
- Mamo, czy mogę dokładkę?
- Tak, mam tu jeszcze trochę, proszę bardzo...
- Ale nie nalewaj Wojtkowi wszystkiego, ja też będę chciał dokładkę!
I tu następuje gwałtowne przyspieszenie konsumpcji w wykonaniu Adasia i rywalizacja o kolejne dokładki. To w końcu smakuje mu czy nie...?
***
Bardzo się staram nie wypominać dziecku niekonsekwencji ;)
- Adasiu, chodź, mamy truskawki.
- Nie chcę. Ja już nie lubię truskawek. Ja tylko w koktajlu lubię truskawki.
Kilka minut później przyłapałam go na wyjadaniu z miski ;)
A tego samego dnia wieczorem...
- Adasiu, chodź, mamy koktajl truskawkowy.
- Bleee.
- Adaś, spróbuj. Myślę, że będzie Ci smakować.
- No mogę spróbować, ale i tak mi nie będzie smakować.
Adaś wypił 2 łyki z miną cierpiętnika.
- Bleee. Nie smakuje.
Adaś teatralnie się wykrzywia nad szklanką. Wojtek tymczasem rozprawił się już ze swoją porcją:
- Mamo, czy mogę dokładkę?
- Tak, mam tu jeszcze trochę, proszę bardzo...
- Ale nie nalewaj Wojtkowi wszystkiego, ja też będę chciał dokładkę!
I tu następuje gwałtowne przyspieszenie konsumpcji w wykonaniu Adasia i rywalizacja o kolejne dokładki. To w końcu smakuje mu czy nie...?
***
Bardzo się staram nie wypominać dziecku niekonsekwencji ;)
środa, 5 czerwca 2013
Przyswajanie dzielenia
Wojtek od dawna dodaje i odejmuje, w pełni rozumiejąc istotę tych działań. Umie również mnożyć przekładając mnożenie na odpowiednie dodawanie.
Do niedawna pewnym problemem było dzielenie - dla małych (jednocyfrowych) liczb jakoś wyobrażał sobie odpowiedź, dla większych występowała blokada. Zwykle przy działaniach typu 20:4 próbowałam mu pomagać podpowiedzią: wyobraź sobie, że masz 20 jabłek dla 4 dzieci, po ile jabłek dzieci dostaną? Wygląda jednak na to, że takie przedstawienie sprawy w ogóle Wojtkowi nie pomagało.
Któregoś dnia spróbowałam inaczej: wyobraź sobie, że masz 20 jabłek i rozdajesz po 4, dla ilu dzieci wystarczy? I niespodzianka: to odwrócenie sytuacji w 100% zadziałało (chociaż mi wydawało się trudniejsze...). Wojtek odliczył 4-8-12-16-20 i podał odpowiedź: 5. Od tej pory już wie, jak sobie radzić z dzieleniem.
Wojtek nie ma jeszcze do końca wyrobionej intuicji związanej z dzieleniem i mnożeniem - nie zauważył na przykład przemienności mnożenia, stosuje tylko jedną strategię do obliczeń. Z tego względu nie próbujemy jeszcze pokazywać mu tabliczki mnożenia ani zachęcać do jej pamięciowego opanowania. Najpierw chciałabym zobaczyć, że po prostu rozumie te działania.
Pojawiają się pewne sygnały dążenia do takiego zrozumienia. Ostatnio bardzo Wojtka interesuje zagadnienie dzielników danej liczby. Dzielenie jest bowiem nietypowe i fascynujące ;) dwie liczby dodać, odjąć i pomnożyć można zawsze - a podzielić tylko czasem (jeśli "się nie dzieli" to mamy ułamek lub resztę z dzielenia - o tym jeszcze zbyt szczegółowo nie rozmawialiśmy).
Prowadziliśmy więc niedawno taką rozmowę...
- Wojtek, czy 18 dzieli się przez 2?
- ...tak!
- A ile to jest 18 podzielić przez 2?
- 2-4-6-8-10-12-14-16-18, czyli 9
- Bardzo dobrze. A czy 18 dzieli się przez 9?
- 18 przez 9? nie, chyba nie?
No i ponieważ akurat mieliśmy trochę czasu, zaproponowałam sprawdzenie z pomocą klocków. Wojtek wyposażony w garść klocków podzielił 18 klocków na dwie kupki po dziewięć klocków oraz na dziewięć kupek po 2 klocki. Czyli 18 dzieli się przez 2 i przez 9. Wojtek szukał jeszcze innych sposobów podzielenia 18 klocków.
Potem pokazałam dziecku, jak można ułożyć z 18 klocków prostokąt o wymiarach 2x9 - i że można wtedy patrzeć na ten prostokąt jak na 2 rzędy po 9 lub 9 rzędów po 2 - w jednym prostokącie widać dwa dzielniki.
Wojtek układał inne prostokąty z 18 klocków, a potem także z 16 (mamo, czy może być kwadrat?).
Zajęcie wciągnęło go na tyle, że postanowił ułożyć wszystkie możliwe prostokąty dla wszystkich liczb od 15 do 1. Ukazały nam się po drodze liczby pierwsze - dla nich istnieje tylko jeden, taki "wężowaty", prostokąt. Okazało się też, że dla liczby parzystej zawsze można ułożyć prostokąt układając parami, a dla nieparzystych - nie warto nawet próbować.
Do niedawna pewnym problemem było dzielenie - dla małych (jednocyfrowych) liczb jakoś wyobrażał sobie odpowiedź, dla większych występowała blokada. Zwykle przy działaniach typu 20:4 próbowałam mu pomagać podpowiedzią: wyobraź sobie, że masz 20 jabłek dla 4 dzieci, po ile jabłek dzieci dostaną? Wygląda jednak na to, że takie przedstawienie sprawy w ogóle Wojtkowi nie pomagało.
Któregoś dnia spróbowałam inaczej: wyobraź sobie, że masz 20 jabłek i rozdajesz po 4, dla ilu dzieci wystarczy? I niespodzianka: to odwrócenie sytuacji w 100% zadziałało (chociaż mi wydawało się trudniejsze...). Wojtek odliczył 4-8-12-16-20 i podał odpowiedź: 5. Od tej pory już wie, jak sobie radzić z dzieleniem.
Wojtek nie ma jeszcze do końca wyrobionej intuicji związanej z dzieleniem i mnożeniem - nie zauważył na przykład przemienności mnożenia, stosuje tylko jedną strategię do obliczeń. Z tego względu nie próbujemy jeszcze pokazywać mu tabliczki mnożenia ani zachęcać do jej pamięciowego opanowania. Najpierw chciałabym zobaczyć, że po prostu rozumie te działania.
Pojawiają się pewne sygnały dążenia do takiego zrozumienia. Ostatnio bardzo Wojtka interesuje zagadnienie dzielników danej liczby. Dzielenie jest bowiem nietypowe i fascynujące ;) dwie liczby dodać, odjąć i pomnożyć można zawsze - a podzielić tylko czasem (jeśli "się nie dzieli" to mamy ułamek lub resztę z dzielenia - o tym jeszcze zbyt szczegółowo nie rozmawialiśmy).
Prowadziliśmy więc niedawno taką rozmowę...
- Wojtek, czy 18 dzieli się przez 2?
- ...tak!
- A ile to jest 18 podzielić przez 2?
- 2-4-6-8-10-12-14-16-18, czyli 9
- Bardzo dobrze. A czy 18 dzieli się przez 9?
- 18 przez 9? nie, chyba nie?
No i ponieważ akurat mieliśmy trochę czasu, zaproponowałam sprawdzenie z pomocą klocków. Wojtek wyposażony w garść klocków podzielił 18 klocków na dwie kupki po dziewięć klocków oraz na dziewięć kupek po 2 klocki. Czyli 18 dzieli się przez 2 i przez 9. Wojtek szukał jeszcze innych sposobów podzielenia 18 klocków.
Potem pokazałam dziecku, jak można ułożyć z 18 klocków prostokąt o wymiarach 2x9 - i że można wtedy patrzeć na ten prostokąt jak na 2 rzędy po 9 lub 9 rzędów po 2 - w jednym prostokącie widać dwa dzielniki.
Wojtek układał inne prostokąty z 18 klocków, a potem także z 16 (mamo, czy może być kwadrat?).
Zajęcie wciągnęło go na tyle, że postanowił ułożyć wszystkie możliwe prostokąty dla wszystkich liczb od 15 do 1. Ukazały nam się po drodze liczby pierwsze - dla nich istnieje tylko jeden, taki "wężowaty", prostokąt. Okazało się też, że dla liczby parzystej zawsze można ułożyć prostokąt układając parami, a dla nieparzystych - nie warto nawet próbować.
sobota, 25 maja 2013
W szkole tego nie umiemy
Pojawiło się w Wojtka ćwiczeniach zadanie domowe nieco odbiegające od "przerabianego" schematu: Ile nóg razem ma 15 węży? Na wszelki wypadek dodano rysunek węża, żeby było widać, że nóg to zwierzę nie posiada.
Zadanie okazało się budzić kontrowersje wśród dzieci i rodziców - akurat tego dnia było zebranie, mamy dyskutowały o możliwych rozwiązaniach. A więc? no OK, wiadomo, że 15 węży ma 0 nóg. Ale to jest szkoła, nie wystarczy znać wynik. Trzeba jeszcze zapisać we wskazanym miejscu działanie służące obliczeniu tego wyniku.
Wojtek napisał 0+0=0.
- Dlaczego akurat dwa zera dodałeś?
- Mamo, bo wszystkie by się tu nie zmieściły - zobacz tutaj miałem do obliczenia nogi pięciu strusi i te pięć dwójek ledwo się zmieściło, tak na styk.
- No dobra, ale może to można innym działaniem zapisać? Jak to obliczyłeś, dodawałeś 0+0+0... i tak dalej 15 zer?
- No nie.... inne działanie? ...15-15 ...nie to bez sensu, prawda mamo?
- No tak, odejmowanie tu raczej nie pasuje. Coś jeszcze innego.
- No 15 razy 0, ale mamo my jeszcze mnożenia nie znamy.
- No ale Ty przecież znasz.
- ???? No znam...
- No to jak znasz, to możesz to wykorzystać. Nie musisz zawsze działać tylko tak jak się uczysz w szkole - jak umiesz inaczej, to korzystaj!
Wojtka bardzo zdziwiła ta sugestia.
Działanie zmienił na 15*0 = 0.
Następnego dnia Wojtek mówił, że inni koledzy napisali 0+0+0+0+... (itd. 15 zer) = 0, upchnięte gdzieś w innym niż wyznaczone w książce miejscu, albo tylko sam wynik bez działania. A pani do tego zadania się w ogóle nie odniosła... dzieci zostały więc z tym, co wymyśliły same albo z pomocą zakłopotanych rodziców ;)
Planuję zwalczać wszelkie przejawy podejścia "w szkole tego nie umiemy" i wszelkie inne próby ogłupiania dziecka. Tak więc - Wojtek ma zalecone korzystać także w szkole z całej wiedzy, jaką posiada.
Zadanie okazało się budzić kontrowersje wśród dzieci i rodziców - akurat tego dnia było zebranie, mamy dyskutowały o możliwych rozwiązaniach. A więc? no OK, wiadomo, że 15 węży ma 0 nóg. Ale to jest szkoła, nie wystarczy znać wynik. Trzeba jeszcze zapisać we wskazanym miejscu działanie służące obliczeniu tego wyniku.
Wojtek napisał 0+0=0.
- Dlaczego akurat dwa zera dodałeś?
- Mamo, bo wszystkie by się tu nie zmieściły - zobacz tutaj miałem do obliczenia nogi pięciu strusi i te pięć dwójek ledwo się zmieściło, tak na styk.
- No dobra, ale może to można innym działaniem zapisać? Jak to obliczyłeś, dodawałeś 0+0+0... i tak dalej 15 zer?
- No nie.... inne działanie? ...15-15 ...nie to bez sensu, prawda mamo?
- No tak, odejmowanie tu raczej nie pasuje. Coś jeszcze innego.
- No 15 razy 0, ale mamo my jeszcze mnożenia nie znamy.
- No ale Ty przecież znasz.
- ???? No znam...
- No to jak znasz, to możesz to wykorzystać. Nie musisz zawsze działać tylko tak jak się uczysz w szkole - jak umiesz inaczej, to korzystaj!
Wojtka bardzo zdziwiła ta sugestia.
Działanie zmienił na 15*0 = 0.
Następnego dnia Wojtek mówił, że inni koledzy napisali 0+0+0+0+... (itd. 15 zer) = 0, upchnięte gdzieś w innym niż wyznaczone w książce miejscu, albo tylko sam wynik bez działania. A pani do tego zadania się w ogóle nie odniosła... dzieci zostały więc z tym, co wymyśliły same albo z pomocą zakłopotanych rodziców ;)
Planuję zwalczać wszelkie przejawy podejścia "w szkole tego nie umiemy" i wszelkie inne próby ogłupiania dziecka. Tak więc - Wojtek ma zalecone korzystać także w szkole z całej wiedzy, jaką posiada.
piątek, 10 maja 2013
Matematyka z zapałek
Jest wiele zadań matematycznych wykorzystujących zapałki. Ostatnio spróbowałam pokazać takie zadania dzieciom.
1) Przełóż dwie zapałki tak, by otrzymać kwadrat.
2) Przełóż dwie zapałki tak, by otrzymać dwa kwadraty.
3) Ułóż 5 kwadratów z 6 zapałek.
4) Ułóż 2 trójkąty z 5 zapałek.
5) Ułóż 3 kwadraty z 9 zapałek.
6) Ułóż 3 kwadraty z 8 zapałek.
Zadania obu chłopcom bardzo się spodobały.
Działaliśmy w ten sposób, że najpierw zadanie rozwiązywał Adaś, a potem Wojtek. Adaś był baaardzo dumny, że udało mu się sprawnie znaleźć rozwiązanie zadań 1, 2, 3 i 4. Naprawdę dobrze mu to wyszło, bez podpowiedzi! Bardzo też pilnował, żeby Wojtek nie podglądał rozwiązania ;)
Wojtek oczywiście z tymi czterema zadaniami też sobie poradził.
Zadanie 5. i 6. są trudniejsze i rozwiązywaliśmy je wspólnie metodą burzy mózgów. Ostatecznie wymagały podpowiedzi, ani Adaś ani Wojtek nie wpadli samodzielnie na prawidłowe rozwiązanie.
Wojtek, zaznajomiony z liczbami rzymskimi, dostał jeszcze takie zadanie:
7) Przełóż jedną zapałkę tak, by otrzymać prawdziwą równość:
7a rozwiązał samodzielnie (zresztą istnieje kilka rozwiązań). 7b wymagało podpowiedzi, ale ostatecznie też się udało znaleźć rozwiązanie.
Zadania rozwiązywaliśmy wczoraj wieczorem, a dzisiaj rano wstali żądając więcej - muszę więc przygotować jakiś dalszy ciąg :)
1) Przełóż dwie zapałki tak, by otrzymać kwadrat.
2) Przełóż dwie zapałki tak, by otrzymać dwa kwadraty.
![]() |
| Rysunek do zadania 1 i 2 - początkowy układ zapałek |
4) Ułóż 2 trójkąty z 5 zapałek.
5) Ułóż 3 kwadraty z 9 zapałek.
6) Ułóż 3 kwadraty z 8 zapałek.
Zadania obu chłopcom bardzo się spodobały.
Działaliśmy w ten sposób, że najpierw zadanie rozwiązywał Adaś, a potem Wojtek. Adaś był baaardzo dumny, że udało mu się sprawnie znaleźć rozwiązanie zadań 1, 2, 3 i 4. Naprawdę dobrze mu to wyszło, bez podpowiedzi! Bardzo też pilnował, żeby Wojtek nie podglądał rozwiązania ;)
Wojtek oczywiście z tymi czterema zadaniami też sobie poradził.
Zadanie 5. i 6. są trudniejsze i rozwiązywaliśmy je wspólnie metodą burzy mózgów. Ostatecznie wymagały podpowiedzi, ani Adaś ani Wojtek nie wpadli samodzielnie na prawidłowe rozwiązanie.
Wojtek, zaznajomiony z liczbami rzymskimi, dostał jeszcze takie zadanie:
7) Przełóż jedną zapałkę tak, by otrzymać prawdziwą równość:
a) IV + I = VII
b) II - V = III
7a rozwiązał samodzielnie (zresztą istnieje kilka rozwiązań). 7b wymagało podpowiedzi, ale ostatecznie też się udało znaleźć rozwiązanie.
Zadania rozwiązywaliśmy wczoraj wieczorem, a dzisiaj rano wstali żądając więcej - muszę więc przygotować jakiś dalszy ciąg :)
Naczynia połączone - na papierze
Po kąpielowych zabawach w nalewanie i przelewanie wody za pomocą różnych naczyń, chciałam sprawdzić jak dzieci radzą sobie z przełożeniem poznanych zjawisk na zadanie na papierze.
Przygotowałam takie zadanie: mamy tyle wody, ile widać na rysunku (niebieski prostokąt). Nalewamy tę wodę do naczynia (a) - strzałka pokazuje którędy nalewamy. Pokaż (kolorując naczynie), jak będzie wyglądać woda po nalaniu do naczynia.
Adaś z przykładem (a) sobie nie poradził: najpierw pokolorował całe naczynie, po różnych podpowiedziach ograniczył ilość wody w naczyniu do 12 kratek, ale powierzchnia wody bynajmniej nie była pozioma - jakieś schodki mu wyszły ;) Nie był też przekonany do moich tłumaczeń. Nie kontynuowaliśmy już z innymi przykładami.
Wojtek przykład (a) zrobił bez problemu - sam wpadł na to, że ilość wody można policzyć licząc kratki i że w naczyniu powinno być tyle samo. Dostał więc kolejne przykłady: (b) i (c). Poradził sobie bez trudu z U-rurką (zaznaczył jednakowy poziom wody w obu ramionach, zachowując właściwą ilość wody) oraz z krzywymi ściankami (dobrze policzył niepełne kratki by razem było 12 i by poziom wody był poziomy).
Pierwotnie planowałam na tym zakończyć, ale Wojtkowi się spodobało i męczył mnie o dalsze przykłady :) Powstały więc jeszcze kolejne naczynia widoczne na rysunku. Z tych przykładów nieoczywiste okazało się dla Wojtka naczynie (h) i (j). Tutaj trzeba sobie wyobrazić jak woda będzie się nalewać, a nie tylko rysować od dołu do zapełnienia 12 kratek, co Wojtek stosował początkowo. Mieliśmy więc pewną dyskusję :) ale ostatecznie doszliśmy do porozumienia jak będzie wyglądać stan końcowy.
Przygotowałam takie zadanie: mamy tyle wody, ile widać na rysunku (niebieski prostokąt). Nalewamy tę wodę do naczynia (a) - strzałka pokazuje którędy nalewamy. Pokaż (kolorując naczynie), jak będzie wyglądać woda po nalaniu do naczynia.
Adaś z przykładem (a) sobie nie poradził: najpierw pokolorował całe naczynie, po różnych podpowiedziach ograniczył ilość wody w naczyniu do 12 kratek, ale powierzchnia wody bynajmniej nie była pozioma - jakieś schodki mu wyszły ;) Nie był też przekonany do moich tłumaczeń. Nie kontynuowaliśmy już z innymi przykładami.
Wojtek przykład (a) zrobił bez problemu - sam wpadł na to, że ilość wody można policzyć licząc kratki i że w naczyniu powinno być tyle samo. Dostał więc kolejne przykłady: (b) i (c). Poradził sobie bez trudu z U-rurką (zaznaczył jednakowy poziom wody w obu ramionach, zachowując właściwą ilość wody) oraz z krzywymi ściankami (dobrze policzył niepełne kratki by razem było 12 i by poziom wody był poziomy).
Pierwotnie planowałam na tym zakończyć, ale Wojtkowi się spodobało i męczył mnie o dalsze przykłady :) Powstały więc jeszcze kolejne naczynia widoczne na rysunku. Z tych przykładów nieoczywiste okazało się dla Wojtka naczynie (h) i (j). Tutaj trzeba sobie wyobrazić jak woda będzie się nalewać, a nie tylko rysować od dołu do zapełnienia 12 kratek, co Wojtek stosował początkowo. Mieliśmy więc pewną dyskusję :) ale ostatecznie doszliśmy do porozumienia jak będzie wyglądać stan końcowy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


